Dziennik Gazeta Prawana logo

Napieralski: Platforma nas nie pożre

24 kwietnia 2009, 14:39
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Napieralski Platforma nas nie pożre
Napieralski Platforma nas nie pożre/Inne
Czy rząd jest tylko po to, by kłócić się z prezydentem? - pyta Grzegorz Napieralski. - Ludzie naprawdę inaczej myślą niż my w Warszawie. Oni czują relacje między rządem o obywatelem i oczekują od rządu pomocy. Premier kłóci się z prezydentem o samolot i zamiast dbać o nas biednych, wymyśla się pusty spór o ustawę kompetencyjną.


Każde kolejne partie rządzące po SLD uczą się na błędach Sojuszu. Otóż my w 2001 roku nie zauważyliśmy, że rozpoczęła się nowa epoka polityki i rządzenia państwem. Pojawiły się dodatkowe tytuły prasowe, TVN 24, szybkie radio, szybki przekaz informacji, boom portali internetowych. Nie byliśmy na to przygotowani. A PO już jest.


Tak. I sądziliśmy, że jak będziemy robić dużo rzeczy, to ludzie to docenią. Nie wiedzieliśmy, że w dzisiejszych czasach trzeba jeszcze umieć o tym opowiedzieć. Platforma wie i jest mistrzem w ukrywaniu wszystkich swoich błędów.


Tak, PO potrafi opowiadać dobre historie, potrafi tuszować niekompetencje swoich ministrów. Z drugiej strony wysokie notowania rządzącej partii spowodowane są brakiem czytelnej alternatywy. PiS jest znienawidzony przez część społeczeństwa za szerzenie państwa policyjnego, szerzenie nienawiści. Nie ma też lewicowej alternatywy, bo z wyborów 2007 roku wyszliśmy poobijani. Dlatego narastające zniechęcenie do Platformy nie przekłada się jeszcze na sondaże. Podobnie jak narastające w tej partii konflikty.


Ten balon na naszych oczach pęka. Coraz ostrzejsze kłótnie, coraz częstsze przypadki nadużywania władzy, co bardzo widać w regionach. Oczywiście wszystko na razie umiejętnie skrywane. Także niekompetencja rządzących, zapowiadanie ustaw, których później nikt nie pisze i ich po prostu nie ma. Dziś nie ma rządów, jest tylko gra z wyborcą poprzez media i propagandę.


Wierzę, że do czasu. Za chwilę ktoś powie jak w grze w karty „sprawdzam”. Wyborcy upomną się o setki kilometrów autostrad. Ludzie dostrzegą, że coś jest nie tak, bo coś miało być, a nic się nie dzieje.


Jak wskutek bezradności rządu ludzie zaczną tracić pracę, to pewne sprawy na powrót staną się ważne. Tym bardziej że w 2007 roku obiecywano im, że będzie się żyło lepiej. Niech pan spróbuje wczuć się sytuację mieszkańca Szczecina, gdzie w Stoczni miały być zamówienia, rozwój. A dziś Stoczni nie ma.


Wszystko można tłumaczyć kryzysem? Ale gdy ten mieszkaniec nie będzie miał jak zapłacić za gaz, za prąd, to zapyta, gdzie jest państwo, gdzie jest premier Donald Tusk? Gdy te poszczególne fakty zaczną do ludzi dochodzić i zbiją je w jedno, to wyniknie z tego wniosek, że kłóci się Palikot, premier kłóci się z prezydentem o samolot, premier, zamiast dbać o nas biednych, wymyśla się pusty spór o ustawę kompetencyjną.

To po co w takim razie jest rząd? Żeby się kłócić z prezydentem?


Na spotkaniach w małych miejscowościach rozmawiam z ludźmi. Ci ludzie naprawdę inaczej myślą niż my w Warszawie. Oni czują relacje między rządem o obywatelem i oczekują od rządu pomocy.


To pojedźmy do Chorzowa, gdzie się zawaliła hala. Zapytajmy te rodziny, które straciły wtedy swoich bliskich, co się teraz z nimi dzieje. Wtedy też była pomoc, PR-owsko wszystko wyglądało pięknie. Premier Kaczyński, Lech Kaczyński – wszystko było super. Zapytajmy, czy te obietnice, które tam padły, zostały zrealizowane. Mogę panu powiedzieć, że nie. Bo SLD zafundowało stypendia dla dzieci, które wtedy straciły rodziców. Będąc tam po jakimś czasie i pytając, czy stypendia są, powiedzieli, że wszystko jest OK. Pytaliśmy o tę inną pomoc – nie dotarła. A w Kamieniu Pomorskim Donald Tusk obiecał, że każdemu wybuduje nowe mieszkanie. Zobaczymy.


To dobre określenie. – Tusk uczy się na błędach poprzedników. On widzi, na czym polega uprawianie nowoczesnej polityki. Pyta de facto pan, czy Tusk będzie spokojnie rządził przez osiem lat? Odpowiadam, że tak by było, gdyby do tego wyczucia dołożył jakąkolwiek treść. Ale tam nie ma nic. Pamięta pan wyborczy jeszcze apel premiera do pielęgniarek, że będą zarabiały tak jak pielęgniarki w Unii Europejskiej, tak samo nauczyciele? Trzeba objechać kilka małych powiatowych szpitali i zapytać ludzi. Pamiętają.


Bo to jest proces, który trwa. Poza tym musi być alternatywa. Komentatorzy są zafascynowani sondażami, słupkami, ale przypominam, że Donald Tusk miał zostać prezydentem w pierwszej turze. A co się stało? Wygrał Kaczyński. PiS też miał wygrać w 2007 i nic nie wskazywało na porażkę PiS. Nagle okazało się, że ludzie myśleli inaczej. Naprawdę wierzę w Polaków i w to, że oni naprawdę dostrzegają te błędy. Myślę, że środowiska opiniotwórcze też obserwują Tuska i też pytają, gdzie ta nowa polityka. Miała być przecież nowa, postępowa polityka, a okazuje się, że Tusk to konserwatywny polityk, który dużo mówi i nic nie robi. Miały być ulgi dla przedsiębiorców, miał być rozwój dla przedsiębiorców, miała być wszelka pomoc i rozwój małych i średnich firm. Gdzie są te wszystkie rzeczy? Ludzie myśleli, że nie będzie zaściankowej polityki, jakiej próbował Giertych w szkołach. Okazuje się, że minister Hall prawie niczym nie różni się od Giertycha, a czasami jest gorsza.


W jej pomysłach edukacyjnych. Gdzie jest wychowanie seksualne, na które liczyli rodzice?


Nie, to oczywiście nie zostało literalnie nazwane. Ale Tusk starał się sprawiać wrażenie nowoczesnego polityka.


Rozmawiałem z młodymi ludźmi, którzy zaufali Donaldowi Tuskowi. Mówią wprost, że głosowali na PO, bo wierzyli, że będzie inaczej, nowocześnie, że będzie tak jak w Unii, gdzie nikt się nie wstydzi rozmawiać o tematach tabu. Dlaczego temat zapłodnienia in vitro jest rozgrywany tylko na linii Kościół - Gowin?


Niech pan da spokój. Zezwolenie Palikotowi na jego ekscesy tworzy pole, na które kiedyś wejdzie ktoś jeszcze gorszy. To przykład na psucie polityki, a nie na otwartość debaty. Do pewnego momentu uważano, że Jacek Kurski jest najostrzejszym politykiem. A okazało się, że Kurski ze swoimi postulatami jest łagodnym barankiem w porównaniu do Palikota.


Są jakieś nieznane nam powiązania między Donaldem Tuskiem a Januszem Palikotem, o czym mówią różni politycy. Mówi się, że Palikot finansował książkę premiera i być może są jeszcze inne między nimi powiązania. I to determinuje Tuska, który nie daje zrobić krzywdy Palikotowi. To oznacza, że wystarczy być blisko premiera, by móc robić wszystko. Inna wersja jest taka, że Tusk tak bardzo został urażony i boleśnie dotknięty dziadkiem z Wehrmachtu, że teraz się mści.


Poseł Nitras to człowiek bezwzględny w ataku i oddaje ciosy, zadając je bardzo celnie. Cała afera narkotykowa blisko Nitrasa, członka zarządu władz PO w Szczecinie, też pokazuje te puzzle. One się wkrótce rozsypią.


Platforma chciałaby z nas zrobić przystawkę i nas skonsumować. I niby razem z nami być siłą. Ale to się jej nie uda. Kolejne wybory wygra SLD. Problemy wewnętrzne mamy już za sobą.


Tak. Jeśli ktoś dziś chce szukać prób rozbicia SLD od wewnątrz i będzie robił coś, co nie jest zgodne ze statutem partii, to niech lepiej odejdzie, bo po co mam go wyrzucać?

Grzegorz Napieralski, przewodniczący SLD.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj