Dlaczego o tym piszę? Bo z pożałowaniem patrzę na te koleżanki i tych kolegów, którzy powierzają wypełnienie deklaracji podatkowej ekspertom. To tak jak być politykiem i nie robić osobiście zakupów, przynajmniej od czasu do czasu. Oderwanie od życia gwarantowane. A ja się nie chcę oderwać. Co więcej, robię to w ostatniej chwili by być tego gospodarczego (prze)życia jeszcze bliżej. To trzeba przejść samemu i zasady tej trzymam się od lat prawie dziesięciu. Owszem, ryzyko jest, panie z Urzędu Skarbowego co jakiś czas chcą mnie widzieć, czasem znajdą jakiś błąd, czasem pochwalą spryt, innym razem pogrożą karą...No, ale ile w zamian zbieram doświadczeń! W tym roku do pitowego pamiętnika wpisuję kilka:

Reklama

- Po pierwsze, mimo narzekań na biurokrację PITy z roku na rok są prostsze. Wiem, że idzie to wbrew obiegowej opinii, ale naprawdę nie ma porównania z komplikacją i objętością formularzy sprzed dekady.

- Po drugie, naprawdę działają takie narzędzia jak infolinia rządowa. Spróbowałem w czwartek - ostatniego dnia składania PITów. Bez specjalnej nadziei, że się dodzwonię. A jednak - trzy minuty oczekiwania i ... uzyskałem kompetentną odpowiedź.

- Po trzecie, programy komputerowe do wykonania PITów prowadzą nas dziś niemal za rękę. Gdzie te czasy kiedy trzy dni ślęczało się nad broszurą informacyjną....

- Po czwarte niestety, państwo łupi nas coraz bardziej. Odliczeń właściwie dla zwykłego śmiertelnika już nie ma, z wyjątkiem ulgi internetowej (760 złotych) i na dziecko (nieco ponad 1100 złotych).

- Po piąte wreszcie, znany salon inteligencji warszawskiej jakim bywała warszawska Poczta Główna po godzinie 20, traci na popularności. W tym roku po raz pierwszy w czasie półtoragodzinnej obecności, nie spotkałem żadnego znajomego dziennikarza - z wyjątkiem tych oczywiście, którzy stamtąd nadawali relacje.

- I po szóste - z pocztą jest coraz gorzej. Bo rozumiem, że żeby nadać PIT poleconym trzeba odstać dwie godziny. Ale jeśli już człowiek decyduje się na ryzyko i wysyła listem zwykłym, to dlaczego musi stać po znaczek kilkadziesiąt minut? Dlaczego zlikwidowano stojący na Głównej przez lata automat do sprzedaży znaczków, a z dwóch kiosków pocztowych czynny był tylko jeden?!

- Siódme. Polecam wszystkim biografię Jacka Kaczmarskiego, która właśnie się ukazała. Kupiłem to jako lekturę na czas kolejki i nawet żałowałem, że ten znaczek po godzinie był mój.

Drogi mój picie, dotrzyj bezpiecznie. Potwierdzenia nadania nie mam, ale w życiu przecież nie można mieć wszystkiego. A w razie czego przedstawię na dowód nadania ten felietonik.