JERZY URBAN: Ten stosunek się zmieniał. I zmienił się ostatecznie do tego stopnia, że gdybym nie czuł się zobowiązany historycznymi zaszłościami, nie poszedłbym głosować na lewicę,
poparłbym Platformę Obywatelską.
Wieloma rzeczami, ale nie chcę mu prawić komplementów, bo tylko mu zaszkodzę. Najważniejsze jest jednak to, że zapewnia stabilizację. Chroni mnie przed obozem nienawistników, którym
przewodzą Kaczyńscy. Z ich nacjonalizmem, mitem suwerenności.
Chodzi mi o przeciwstawianie Polski Unii Europejskiej.
Oczywiście, że nie. To dość podły sposób na zapewnienie sobie wyborców – kosztem PiS. Choć Tusk powinien ich szukać raczej po stronie wyborców lewicy. Ale nauczyłem się
wybierać rozwiązania nie do końca mnie satysfakcjonujące.
Coś w tym jest. Gdy Tusk zmaga się ze stoczniowcami, ja przypominam sobie, ile my dopłacaliśmy do Stoczni Gdańskiej już w latach 80. Co to w ogóle za pomysł, aby pozostawiać jakiś zakład
pracy, bo jest symbolem? Gdyby teren stoczni zaorać, tam mogłoby powstać inne miejsce pracy, które być może też zatrudniłoby 1900 osób.
________________________
Pełną wersję rozmowy znajdziesz w sobotnio-niedzielnym wydaniu DZIENNIKA