Nie tylko jesteśmy jedynym krajem w Unii, gdzie gospodarka wciąż jeszcze rośnie a nie zamiera, ale także jednym z ostatnich, gdzie polityczna ekstrema pozostaje na zupełnym marginesie.
Co się stało ?
. Dziś, kiedy przyszły trudne czasy a ludzie boją się o pracę i spłacenie kredytów mieszkaniowych, w cenie są politycy, którzy udowodnili, że przynajmniej w miarę skutecznie potrafią rządzić i nie proponują recept z kosmosu.
W zachodniej Europie przez te pięć lat nastąpił natomiast proces odwrotny. Od Niemiec po Wielką Brytanię, od Francji po Irlandię kraje przyzwyczajone do dobrobytu a nawet chwalące się "cudem gospodarczym" znalazły się w gospodarczym maraźmie. Bezużyteczne okazały się takie recepty na sukces, jak deregulacja sektora finansowego, które uparcie głosiła zarówno brytyjska prawica, jak i lewicy. Francuzi, przyzwyczajeni do pomocy państwa, muszą z kolei zacząć radzić sobie sami. A
W tej sytuacji, tak, jak my u progu demokracji a później u progu integracji z Unią, nasi zachodni sąsiedzi zachowują się trochę jak dzieci we mgle. I coraz częściej odwołują się do egzotycznych, a często nawet niebezpiecznych rozwiązań.
W Holandii, jednym z najbogatszych krajów kontynentu, drugą siłą polityczną okazuje się partia, której jedynym pomysłem jest zwalczanie emigracji i wprowadzenie zakazu publikacji Koranu.
Spór między prezydentem i premierem tak bardzo zdominował w naszym kraju obchody 4 czerwca, że już tylko komentatorzy zagranicznej prasy potrafili docenić nową rolę Polski jako kraju nie tylko ekonomicznego, ale też politycznego sukcesu. Czas, abyśmy i my potrafili to uznać.