Na śmietniku w pobliżu hiszpańskiego ministerstwa spraw zagranicznych znaleziono poufne protokoły z narady państw UE przed szczytem w Lahti. Z dokumentów opublikowanych przez madrycki
„El Pais” wynika, że celem spotkania było wypracowanie wspólnej strategii, aby „razem wystąpić przeciwko rosyjskiemu prezydentowi”. Przywódcy Unii uznali
bowiem, że stosunki z Rosją są znacznie gorsze niż się do tej pory wydawało, głównie za sprawą politycznego wykorzystywania przez Moskwę energetycznej zależności państw europejskich.
Chociaż José Barroso nawoływał do kompromisu z Rosją, to właśnie w czasie tej narady uzgodniono, że nacisk zostanie zastosowany podczas kolacji. Najbardziej zdecydowanymi
zwolennikami presji byli premierzy Estonii i Polski. Natomiast Jacques Chirac przypomniał swoim kolegom, że „bezpieczeństwo i stabilność w Europie zależą w znacznym stopniu od Rosji
i dlatego należy okazywać sobie wzajemne zrozumienie”. Prezydencja fińska uznała nieformalny szczyt w Lahti za sukces. Jeśli jednakże wspólne wystąpienie państw Unii było
rzeczywiście zaplanowane, to trudno mówić o sukcesie.
Samotny jeździec
Jaki więc sens ma samotny sprzeciw wobec udzielenia unijnego mandatu na negocjacje z Rosją, bez zniesienia przez Moskwę embarga na polskie artykuły rolne i ratyfikowania Karty Energetycznej? Tym
bardziej że USA osiągnęły z Rosją porozumienie na temat przystąpienia jej do WTO, co stanowi jeden z warunków podpisania układu z UE. Rosja zgodziła się nie tylko na zniesienie ograniczenia
na import mięsa ze Stanów Zjednoczonych, ale także na liberalizację sektora finansowego.
Z punktu widzenia perspektywicznych interesów Polski podjęcie z Rosją negocjacji na temat nowego układu o współpracy z Unią jest jak najbardziej korzystne. W naszym interesie leży, aby nowy
układ w jak największym stopniu nakładał na Rosję obowiązek podnoszenia standardów w zakresie rządów prawa i przestrzegania praw człowieka oraz zwiększał przejrzystość i
konkurencyjność gospodarki, w tym energetyki. Natomiast władzom Rosji może zależeć na automatycznym przedłużeniu obecnego układu, gdyż nie nakłada on na Rosję obowiązku przestrzegania
europejskich wartości i standardów. Paradoksalnie, sprzeciw Polski może być na rękę warstwie rządzącej, która nie jest zainteresowana modernizacją Rosji.
Paradoks ten może być pozorny, jeśli stanowisko rządu polskiego rozumieć jako element gry dyplomatycznej, która będzie rozwijać się w najbliższych dniach. Zakładam, że taka gra przewiduje
wycofanie weta, gdy Polska osiągnie zakładane cele lub przynajmniej się do nich zbliży. Chodzi nie o natychmiastowe przełamanie embarga rosyjskiego, ale o osiągnięcie wyższego
instytucjonalnego poziomu solidarności europejskiej. Polityka polska adresowana jest więc do naszych europejskich partnerów, a Rosja została potraktowana instrumentalnie. Wywołało to złość
jej polityków. Polski sprzeciw ma służyć głównie wywikłaniu się z pułapki, w jaką wciągnęła nas strona rosyjska, która oczekuje od nas spełnienia warunków niezgodnych z kilkoma
europejskimi strategiami. Jeśli pójdziemy na ugodę z Rosją, złamiemy zobowiązania unijne, a jeśli sprzeciwimy się – zostaniemy oskarżeni o rusofobię. Rząd Jarosława
Kaczyńskiego postanowił przeciąć ten węzeł, wykorzystując do tego pewne przesilenie w stosunkach unijno-rosyjskich.
Gaz za poparcie
Rosji chodzi o zminimalizowanie możliwości wywierania przez państwa zachodnie, zwłaszcza USA, wpływu na jej politykę wewnętrzną. Dąży do powiązania potencjału gospodarczego UE z własnym
kompleksem energetycznym i surowcowym. Jednocześnie, stawiając na rozwój stosunków dwustronnych, chce uniemożliwić narzucanie zewnętrznych reguł określających politykę eksportu surowców
energetycznych. Częste ostatnio zmiany stanowiska w zakresie politycznych założeń zagospodarowania złóż gazu na szelfie Morza Barentsa, manewry wokół projektu
„Sachalin-2”, pretensje podatkowe wobec kompanii TNK-BP świadczą o tym, że w Rosji pojawił się wyraźny pośpiech przed spodziewaną zmianą władzy, która
najprawdopodobniej odbędzie się przed wygaśnięciem drugiej kadencji Putina.
Nie wdając się w szczegółowe spekulacje, można przyjąć, że odbędzie się ona przy minimalizacji udziału wyborców, a więc niskiej legitymizacji wewnętrznej. Może to zostać
zrekompensowane przez legitymizację zewnętrzną, a tę najlepiej osiągnąć przez dwustronne porozumienia z największymi krajami europejskimi. Kreml odmawia ratyfikacji Karty Energetycznej, gdyż
nie chce tracić kontroli nad swoimi najważniejszymi argumentami w kluczowym dla niego przetargu. Jeśli więc Putin złożył Niemcom propozycję szczególnego uprzywilejowania w zakresie
współpracy energetycznej, to tak naprawdę zaproponował Angeli Merkel zawarcie układu o sukcesji władzy w Wielkim Mocarstwie Energetycznym. Nie wiadomo, czy rurociągiem bałtyckim kiedykolwiek
popłynie gaz, ale ju teraz może być nim tłoczone na Wschód polityczne poparcie dla autorytarnego i antymodernizacyjnego reżimu w Rosji. Putin prowadzi rozgrywkę o utrwalenie w swej ojczyźnie
na wiele lat niezgodnego z wartościami europejskimi reżimu bezalternatywnych rządów prezydenckich, do czego niezbędna jest akceptacja USA i największych państw europejskich. Dla Polski
zagrożenie stanowi nie tyle ewentualny tranzyt gazu po dnie Bałtyku, ile możliwość zawarcia niemiecko – rosyjskiego porozumienia politycznego o sukcesji władzy.
Jeśli u schyłku swojego istnienia Związek Radziecki sprzedawał gaz za rury, to teraz Rosja chce sprzedawać gaz za legitymizację. Problem może polegać tylko na tym, że tego gazu w końcu
zabraknie.
Według prognozy Ministerstwa Przemysłu i Energetyki FR już w 2007 roku będzie brakowało 4,2 mld metrów sześciennych gazu, a w 2010 roku deficyt ten się podwoi, aby w 2015 osiągnąć 46,6 mld
metrów sześciennych. By temu przeciwdziałać, Gazprom powinien zainwestować w najbliższych 10 latach we wzrost wydobycia ok. 300 mld dolarów. Jednakże kompania inwestuje swoje dochody poza
granicami Rosji, chroniąc je przed politycznym ryzykiem. Sukcesja władzy! Przyzwyczajeni jesteśmy interpretować politykę Moskwy w kategoriach dziewiętnastowiecznych jako „odbudowę
imperium” i nie zauważyliśmy, że Rosja polityczna jest tworem postnowoczesnym. Wielkie Mocarstwo Energetyczne to blef obliczony na niewiedzę jednych i fobie drugich.
Gospodarka, głupcze
Żądanie ratyfikacji Karty Energetycznej utrudnia realizację polityki „rury sukcesyjnej” albo czyni ją niemożliwą. Warto
zastanowić się nad głębszym sensem polskiego sprzeciwu, pamiętając o słowach francuskiego prezydenta o Rosji jako o ważnym czynniku bezpieczeństwa i stabilności w Europie. Z tego zaś
punktu widzenia ważne są przynajmniej dwa problemy: perspektywa stabilności politycznej i gospodarczej w samej Rosji oraz związany z tym ściśle problem ksenofobii w tym kraju.
Niewątpliwie Europa Zachodnia znajduje się pod wpływem propagandowych sukcesów Kremla w zakresie polityki stabilizacji i umiejętności technologicznych w rozwiązywaniu konfliktów społecznych.
Rząd rosyjski sprawnie rozwiązał kryzys spowodowany reformą sektora socjalnego, zwiększając uprawnienia władz lokalnych. Udało się również obniżyć poziom konfliktu zbrojnego w Czeczenii.
Schyłek drugiej kadencji Putina stanowi jednak poważne wyzwanie dla „stabilności”. W Rosji istnieje przynajmniej kilka dużych grup polityczno-finansowych, które obawiają
się, że mogą stać się ofiarami zwycięzców w 2008 roku. Wszyscy jeszcze mają przed oczyma kradzież w majestacie prawa aktywów kompanii „Jukos”. Dlatego diagnoza problemu
sukcesji władzy musi być bardziej złożona niż to przedstawiłem poprzednio. W procesie tym muszą być uwzględnione interesy większości wpływowych grup elitarnych. Na płaszczyźnie
politycznej problem sukcesji będzie musiał być rozwiązany najprawdopodobniej w formie okresowego ustanowienia „kierownictwa kolektywnego”. „Parlamentaryzacja ustroju
politycznego” ma umożliwić utrzymanie pod kontrolą sytuacji, gdy w 2009 roku skumulują się skutki zaniechania wielu reform strukturalnych.
W sensie gospodarczym, a w postkomunizmie władza i własność są ze sobą ściśle związane, problem sukcesji władzy będzie wymagał stworzenia kilku udzielnych księstw. Tłumaczy to
przyspieszony proces koncentracji kapitału w Rosji, np. w przemyśle aluminiowym i lotniczym. Prognoza ING Banku przewiduje dalszą koncentrację kapitału w sektorze naftowym, do przejęcia
pozostała jeszcze kompania Łukoil oraz w sektorze metali kolorowych (np. Nornikiel). Ponieważ po jakimś czasie kolektywne kierownictwo zastąpione zostanie przez rządy autorytarne, najlepszą
gwarancją ochrony tych kapitałów może być wyprowadzenie ich spod jurysdykcji rosyjskiej. Już teraz każdy rosyjski miliarder ma podwójne obywatelstwo. W końcu Michaiła Chodorkowskiego
aresztowano nie za nadużycia podatkowe, ale za to, że popierał koncepcję „rządów większości parlamentarnej”. Powodzenie operacji „sukcesja” zależy nie
tylko od zawarcia strategicznego porozumienia energetycznego z Niemcami, ale i od skutecznego wyprowadzenia części kapitałów z Rosji, aby ochronić je przed ewentualnym ryzykiem politycznym.
Dlatego prezydent Putin nie chce ratyfikować Karty Energetycznej, ale gotowy jest szukać kompromisu w zamian za ułatwienia dla rosyjskich inwestycji w sektorach gospodarki ważnych dla jego
otoczenia (np. energetyka atomowa). Przejęcie przez politycznych kapitalistów pełnej kontroli nad strategicznymi działami gospodarki spowoduje obniżenie jej efektywności. Szczególnie ryzykowne
w wypadku spadku cen ropy naftowej. Duże rezerwy złota i walut wymienialnych pozwolą co prawda na dosyć długie stabilizowanie sytuacji, ale nie są niewyczerpalne.
Dylemat polityków europejskich polega na tym, czy warto zapłacić taką cenę za utrzymanie nienowoczesnej stabilizacji w Rosji. W tej sytuacji polityka „rury sukcesyjnej” może
się okazać najgorszym wyborem. W Rosji będziemy mieli niestabilny autorytarny reżim ksenofobiczny, ale popierany przez Zachód. Próba zablokowania tej polityki jest słuszna, problem w tym, czy
skuteczna. Polscy politycy powinni tłumaczyć swoim europejskim partnerom wszystkie dramatyczne zagrożenia płynące z obecnej polityki wobec Rosji. Ale to nie wystarczy. W ślad za polskim wetem
powinno nastąpić wyraźne zarysowanie przed Rosją europejskich perspektyw, gdyż tylko idea europejska może stanowić obecnie przeciwwagę dla dalszego pogrążania się tego kraju w
postimperialnych fobiach i kompleksach.
Włodzimierz Marciniak, prof., pracownik ISP PAN, politolog, specjalizuje się we współczesnej Rosji, napisał m.in. „Rozgrabione imperium. Upadek Związku Sowieckiego i powstanie Federacji Rosyjskiej”