Przeciwnicy kary śmierci, nawet za najstraszliwsze zbrodnie, twierdzą, że śmierć nie jest karą, kara nie może być odwetem, tylko narzędziem reedukacji i przywracania zbrodniarza społeczeństwu - pisze w "Fakcie" publicysta Maciej Rybiński.
Odwołują się do rozmaitych wysoce humanitarnych opinii zagranicznych, o co nietrudno, ponieważ europejskie i światowe gremia zajmujące się teorią prawa karnego to
międzynarodówka doktrynalnych przeciwników kary śmierci. Nie ofiarujących społeczeństwu niczego w zamian.
Tymczasem przedstawianie Polaków, nawet przy obecnym stanie nastrojów społecznych po wszystkich tych wstrząsających okrucieństwach, jako zbiorowiska w większości żądnego krwi, marzącego o obstawieniu wszystkich dróg w kraju lasem szubienic, tęskniącego do publicznych egzekucji, łamania kołem jest całkowicie nieprawdziwe. Zakłamane, ponieważ nie jest elementem oceny sytuacji, tylko propagandy.
Polakom, pozwalam sobie sądzić, nie chodzi o przywrócenie Kodeksu Hammurabiego, o zasadę krew za krew, tylko o bezpieczeństwo. O to, żeby zbrodniarz nie tylko poniósł karę, ale żeby już nigdy nie zagroził nikomu innemu. Żadna resocjalizacja nic tu nie pomoże, poza daniem zatrudnienia garstce psychiatrów, psychologów i seksuologów. Każdy uczciwy lekarz z praktyką więzienną powie z ręką na sercu, że dewianci o takim stopniu nasilenia zła nie poprawią się nigdy. Coś takiego jak immanentne zło istnieje naprawdę i trzeba je izolować na zawsze.
Podobny problem mieli Niemcy, którzy najwyższą karę zredukowali do 25 lat więzienia i seksualny wampir mógł wyjść nawet po 12 latach. Kosztem wielu ofiar znaleziono rozwiązanie, nie zmieniając nawet kodeksu. Wprowadzono Sicherheitsverwahrung, osobną instytucję dożywotniego internowania nie ze względu na interes sprawcy, tylko na interes publiczny. Zbrodniarze odbywają swoją karę, a jednak pozostają za kratami na zawsze. Bez urlopów, przepustek i jakichkolwiek zwolnień. Ja wiem, że to kosztuje, ale na to akurat pieniądze muszą się znaleźć.
Tymczasem przedstawianie Polaków, nawet przy obecnym stanie nastrojów społecznych po wszystkich tych wstrząsających okrucieństwach, jako zbiorowiska w większości żądnego krwi, marzącego o obstawieniu wszystkich dróg w kraju lasem szubienic, tęskniącego do publicznych egzekucji, łamania kołem jest całkowicie nieprawdziwe. Zakłamane, ponieważ nie jest elementem oceny sytuacji, tylko propagandy.
Polakom, pozwalam sobie sądzić, nie chodzi o przywrócenie Kodeksu Hammurabiego, o zasadę krew za krew, tylko o bezpieczeństwo. O to, żeby zbrodniarz nie tylko poniósł karę, ale żeby już nigdy nie zagroził nikomu innemu. Żadna resocjalizacja nic tu nie pomoże, poza daniem zatrudnienia garstce psychiatrów, psychologów i seksuologów. Każdy uczciwy lekarz z praktyką więzienną powie z ręką na sercu, że dewianci o takim stopniu nasilenia zła nie poprawią się nigdy. Coś takiego jak immanentne zło istnieje naprawdę i trzeba je izolować na zawsze.
Podobny problem mieli Niemcy, którzy najwyższą karę zredukowali do 25 lat więzienia i seksualny wampir mógł wyjść nawet po 12 latach. Kosztem wielu ofiar znaleziono rozwiązanie, nie zmieniając nawet kodeksu. Wprowadzono Sicherheitsverwahrung, osobną instytucję dożywotniego internowania nie ze względu na interes sprawcy, tylko na interes publiczny. Zbrodniarze odbywają swoją karę, a jednak pozostają za kratami na zawsze. Bez urlopów, przepustek i jakichkolwiek zwolnień. Ja wiem, że to kosztuje, ale na to akurat pieniądze muszą się znaleźć.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|