Nowa polityka energetyczna Rosji opiera się na zasadach rynkowych: Kreml wyznacza w niej główne kierunki i zasady współpracy, Gazprom narzuca konkretne warunki dostaw oraz ceny - pisze w DZIENNIKU rosyjski ekonomista Borys Frumkin.
Dziennikarze zaproszeni na 10 rano 1 stycznia 2007 roku do głównej siedziby Gazpromu przeżyli gorzkie rozczarowanie. Mieli uczestniczyć w oficjalnej ceremonii
przerwania dostaw gazu na Białoruś. Jednak kilka minut przed zakończeniem starego roku rosyjskie władze zawarły z Mińskiem pakiet porozumień gwarantujących dostawy gazu na Białoruś w latach
2007 - 2011, które zabezpieczały tranzyt surowca do Europy i zezwalały Gazpromowi na zakup 50 proc. akcji białoruskiego przedsiębiorstwa transportowego Biełtransgaz. Z tego powodu noworoczna
"uroczystość" się nie odbyła.
Ostatnie wydarzenia symbolicznie pokazują szczególne stosunki między największą rosyjską korporacją i państwem, wspólnie dążącymi do przekształcenia Rosji w światową potęgę energetyczną. Świadczą również o celach i metodach rosyjskich władz i Gazpromu. Białoruś była ostatnim przykładem przedkładania przez Rosję racji politycznych nad gospodarczymi - jeżeli idzie o stosunki z sąsiadami, których lojalność polityczną Moskwa opłacała niskimi cenami surowców. Teraz stało się jasne, że rosyjskie władze ostatecznie wybrały nową politykę energetyczną, opierającą się na zasadach rynkowych. Kreml wyznacza w niej główne kierunki i zasady współpracy, Gazprom ustala konkretne warunki dostaw oraz ceny. Twarda pozycja w rozmowach z Białorusią oznacza, że od tej reguły nie będzie żadnych wyjątków i polityczne cele nie przysłonią więcej ekonomicznych interesów narodowych Rosji. Białoruś w 2007 roku będzie dostawała gaz po cenie dwa razy wyższej niż w roku 2006 (chociaż znowu najniższej wśród krajów WNP), a w ciągu czterech lat opłaty mają osiągnąć europejski poziom. Gazprom nareszcie będzie miał połowę udziałów w rurociągach, którymi transportuje gaz do Polski i dalej na Zachód, o co zabiegał od 2002 roku.
Światowy potentat
Historia Gazpromu od początku związana była z polityką rosyjskiej partii władzy. Kompania powstała trzynaście lat temu po przejęciu dominującej część majątku Ministerstwa Przemysłu Gazowego ZSRR. Jej pierwszy szef, Wiktor Czernomyrdin - były sowiecki minister gazownictwa - wkrótce został rosyjskim premierem, a Gazprom szybko przekształcił się z wielkiej, ale tylko rosyjskiej kompanii w globalną korporację z realnym wpływem na rynek światowy. Kierowana przez Czernomyrdina ówczesna partia władzy w znacznym stopniu bazowała na organizacyjnym i finansowym dorobku Gazpromu. Jej nazwa "Nasz Dom - Rosja" stała się symbolem określającym rolę, jaką odgrywa Gazprom w gospodarczym i politycznym rozwoju Rosji. W tej chwili trudno odróżnić, gdzie się kończy państwowa polityka Rosji, a zaczyna korporacyjna polityka Gazpromu.
Taka sytuacja ma swoje obiektywne przyczyny. W roku 2006 po przeprowadzonej przez prezydenta Putina liberalizacji rynku akcji Gazprom stał się największym światowym potentatem, jeżeli idzie o wydobycie i handel gazem. W 2005 roku wydobycie wyniosło 548 miliardów metrów sześciennych, czyli niemal 86 proc. rosyjskiego wydobycia gazu i prawie 20 proc. tego, co wydobywa się na świecie. Po liberalizacji wartość rynkowa kompanii wzrosła o 35 proc. i 27 grudnia 2006 roku przewyższyła 270 miliardów dolarów, co stawia Gazprom na piątej pozycji na liście najbardziej wartościowych firm świata. Dla porównania: rekordowe rezerwy dewizowe Rosji wyniosły w tym samym czasie 299 miliardów dolarów. Codziennie dzięki Gazpromowi do budżetu państwa wpływa miliard rubli podatku, tj. blisko 40 milionów dolarów. Jeżeli wzrost wartości firmy będzie postępował dalej w tym samym tempie, to całkiem realny może stać się deklarowany przez kierownictwo kompanii cel: rynkowa wartość Gazpromu może w najbliższych latach przekroczyć kwotę biliona dolarów. Byłoby to więcej, niż wynosi cały produkt narodowy brutto Rosji. Jednym słowem, znany reklamowy slogan "Gazprom narodowym dobrem Rosji" ma całkiem realne postawy.
Do państwa należy ponad 50 proc. akcji bogatej kompanii - zgodnie z zasadą, że narodowe dobro wymaga państwowej opieki. Za to państwowa polityka opiera się na "narodowym dobru". W tym sensie monopolistyczna pozycja kompanii jest po prostu odbiciem roli, jaką Gazprom odgrywa w gospodarce i polityce państwa rosyjskiego. Państwa, któremu 20 proc. produktu krajowego zapewnia właśnie eksport gazu, ropy naftowej i produktów pochodnych.
Gazprom kontroluje wydobycie, transport i dystrybucję gazu, jest jedynym eksporterem z Rosji i koordynatorem tranzytu tego surowca energetycznego z republik azjatyckich: Kazachstanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu. W znacznym stopniu właśnie na systemie Gazpromu opiera się nowa strategia rosyjskich władz, która przewiduje przekształcenie kraju w światowe mocarstwo energetyczne. Dla osiągnięcia tego celu konieczne jest jednak spełnienie kilku warunków.
Przede wszystkim powinna nastąpić konsolidacja w ręku Gazpromu największych złóż gazowych w Rosji i koordynacja produkcji gazu przez niezależne rosyjskie firmy (głównie kompanie naftowe, dla których wydobycie gazu jest dodatkowym zajęciem). Ponadto Gazprom miałby kontrolować dystrybucję gazu dla rosyjskich odbiorców zarówno przemysłowych, jak i indywidualnych. Poza tym należy podwyższyć efektywność oraz dochodowość eksportu gazu przez bezpośredni dostęp do odbiorców w krajach importujących rosyjski surowiec oraz osiągnięcie realnych rynkowych cen za dostarczany produkt. Niezbędna jest też geograficzna dywersyfikacja eksportu, czyli dostęp do złóż w państwach niemających wystarczającego potencjału wydobywczego i transportowego.
Deficyt gazu
Pozycji Gazpromu może zagrozić tylko jedno - pogłębiająca się różnica pomiędzy podjętymi zobowiązaniami dotyczącymi dostaw na rynki zagraniczne i krajowe a realnym potencjałem wydobywczym. Już w roku 2007 ogólny deficyt gazu w Rosji wyniesie około 4 miliardów metrów sześciennych, przy czym wynik Gazpromu będzie jeszcze gorszy. Przyczyną tego jest znaczny w ostatnich latach wzrost eksportu przy niedostatecznym inwestowaniu w złoża już istniejące, a przede wszystkim w eksploatację nowych złóż. A nie inwestowano, bo brakowało na to pieniędzy. Ów niedostatek brał się z dwóch powodów. Pierwszy to wyjątkowo niskie ceny surowców na rynku rosyjskim, tudzież dotychczasowe ulgowe traktowanie uprzywilejowanych partnerów z WNP, takich jak do 2006 roku Ukraina czy do 2007 Białoruś. Drugi powód to nietrafione inwestycje, takie jak chociażby projekt wybudowania nowej siedziby Gazpromu w St. Petersburgu, wycenionej na 2,5 miliarda dolarów.
Lekarstwem na brak gotówki ma być podwyższenie cen gazu na rynku wewnętrznym i urynkowienie eksportu, a poza tym racjonalizacja inwestycji, czyli skierowanie gazpromowskich dochodów na zagospodarowanie nowych złóż oraz budowa nowych i modernizacja starych rurociągów. To jedyny sposób, aby w maksymalnym stopniu móc się oprzeć na inwestycjach własnych. Podstawą aktywnej polityki inwestycyjnej Gazpromu, dającej możliwość stawiania warunków potencjalnym inwestorom zagranicznym, jest dalsza konsolidacja nowych gazowych złóż w rękach Gazpromu (kompania posiada już 61proc. rosyjskiego potencjału wydobywczego).
W umacnianiu monopolistycznej pozycji Gazpromu wszystkimi siłami pomaga państwo. Ostatnim przykładem może być zmuszenie zachodnich kompanii uczestniczących w tzw. projekcie Sachalin 2 (chodzi o eksploatację pól gazu ziemnego u wybrzeży wyspy Sachalin ocenianych na 500 miliardów metrów sześciennych, zakład skraplania gazu LPG oraz gazociąg) do sprzedaży Gazpromowi połowy udziałów. W ten sposób kompania pozostaje głównym rozgrywającym na rosyjskim rynku gazowym i skutecznym narzędziem nowej narodowej polityki energetycznej. Liberalizacja rosyjskiego rynku surowcowego nie zmienia dominującej pozycji Gazpromu. Daje mu natomiast nowe możliwości podwyższenia cen wewnętrznych (regulowanych przez państwo i giełdę). Barierą dla dalszego podnoszenia cen przez Gazprom może stać się tylko gwałtowny spadek konkurencyjności rosyjskiego przemysłu przyzwyczajonego do taniego gazu i protesty społeczne.
Europa - główny kierunek
Na gazowym froncie zewnętrznym Moskwa wyznaczyła sobie trzy cele: osiągnięcie korzystnych cen na rynkach tradycyjnych, takich jak Unia Europejska i Wspólnota Niepodległych Państw; zdobycie nowych rynków zbytu w rejonie Azji i Pacyfiku - chodzi głównie o Chiny, Japonię i Koreę Południową; poszukiwanie nowych źródeł gazu poza granicami Rosji, m.in. w Azji Centralnej, Indiach, Wietnamie, Iranie oraz Ameryce Płd. - Wenezueli.
Europa jest i jeszcze długo będzie głównym kierunkiem aktywności Gazpromu. Kompania zaspokaja około 28 proc. gazowych potrzeb UE, otrzymując w zamian około 2/3 dochodów z eksportu. Nieformalny (październik 2006 r.) i oficjalny (grudzień 2006) szczyt Rosja - UE ostatecznie wyjaśnił pozycję obu stron. Bruksela chce pełnej przejrzystości i pewnych dostaw gazu. Nalega więc na włączenie nie tylko zasad, ale i praktycznych rozwiązań Karty Energetycznej do nowego Porozumienia o partnerstwie strategicznym z Rosją - chodzi przede wszystkim o dostęp do rosyjskich złóż gazowych i rurociągów tranzytowych z Rosji i krajów Azji Środkowej. W tej sprawie Unia stara się mówić jednym głosem. Rosja natomiast żąda w zamian dostępu do dystrybucji gazu w krajach Unii. Wzajemna zależność będzie się nasilać. Podkreślił to w trakcie nieformalnego szczytu przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, mówiąc, iż: "Nie możemy pozwolić, żeby sprawy energetyczne podzieliły Rosję i Europę, jak wcześniej komunizm".
Dlatego właśnie Unia jako całość negatywnie odniosła się do mięsno-energetycznego weta Polski wobec rozpoczęcia negocjacji z Rosją, a Komisja Europejska już zaproponowała, aby dopuścić rosyjskie kompanie (w tym Gazprom) do zaangażowania na wspólnym unijnym rynku energetycznym - w zamian za przyjęcie podstawowych warunków UE. Na poziomie porozumień dwustronnych proces ten już się rozpoczął. Gazprom może już teraz sprzedawać część gazu bezpośrednio konsumentom w Austrii, Francji, na Węgrzech oraz we Włoszech - i robi to za cenę dwa razy wyższą niż przy dotychczasowej sprzedaży gazu przez miejscowych pośredników. Ponadto trwa budowa Rurociągu Północnego Nord Stream, omijającego co prawda Polskę i kraje bałtyckie, ale gwarantującego Unii roczne dostawy 55 miliardów metrów sześciennych gazu (co stanowi jedną trzecią ogólnych dostaw z Rosji w 2005 r. lub cały dzisiejszy tranzyt do Europy z krajów Azji Środkowej). Aby utrzymać zaufanie Unii, Rosja zdecydowała się na przeorientowanie przyszłych dostaw gazu z gigantycznych złóż Sztokman. Zamiast do USA - jak planowano wcześniej - surowiec popłynie do Europy Zachodniej.
Kraje WNP pozostaną oczywiście ważnym rynkiem, ale ceny eksportu z Rosji będą zbliżać się do europejskich - w 2006 r. podwoiły się dla Ukrainy i Mołdawii, a w 2007 r. wzrosną dwukrotnie dla Białorusi i Gruzji oraz 1,5 raza dla Ukrainy. To podejście jest zresztą całkowicie zgodne z żądaniami, jakie wobec Rosji formułują UE i WTO.
Oczywiście Rosja szuka nowych rynków zbytu gazu, tak jak Unia szuka dodatkowych nierosyjskich źródeł zaopatrzenia w surowiec, podpisując np. specjalne umowy o współpracy energetycznej z Ukrainą, Kazachstanem czy Azerbejdżanem. Jednak zarówno zapewnienie sobie przez Moskwę nowych rynków zbytu, jak i przez Europę nowych dostawców wymaga sporo czasu i pieniędzy. Losy energetyczne Rosji i Europy będą więc jeszcze długo ściśle połączone.
Borys Frumkin, ekonomista i politolog, pracownik naukowy Instytutu Międzynarodowych Stosunków Politycznych i Ekonomicznych Rosyjskiej Akademii Nauk, wykładowca MGiMO - "kuźni kadr" dyplomacji rosyjskiej. W latach 1987 - 1992 pierwszy sekretarz wydziału ekonomicznego ambasady radzieckiej, a następnie rosyjskiej w Warszawie
Ostatnie wydarzenia symbolicznie pokazują szczególne stosunki między największą rosyjską korporacją i państwem, wspólnie dążącymi do przekształcenia Rosji w światową potęgę energetyczną. Świadczą również o celach i metodach rosyjskich władz i Gazpromu. Białoruś była ostatnim przykładem przedkładania przez Rosję racji politycznych nad gospodarczymi - jeżeli idzie o stosunki z sąsiadami, których lojalność polityczną Moskwa opłacała niskimi cenami surowców. Teraz stało się jasne, że rosyjskie władze ostatecznie wybrały nową politykę energetyczną, opierającą się na zasadach rynkowych. Kreml wyznacza w niej główne kierunki i zasady współpracy, Gazprom ustala konkretne warunki dostaw oraz ceny. Twarda pozycja w rozmowach z Białorusią oznacza, że od tej reguły nie będzie żadnych wyjątków i polityczne cele nie przysłonią więcej ekonomicznych interesów narodowych Rosji. Białoruś w 2007 roku będzie dostawała gaz po cenie dwa razy wyższej niż w roku 2006 (chociaż znowu najniższej wśród krajów WNP), a w ciągu czterech lat opłaty mają osiągnąć europejski poziom. Gazprom nareszcie będzie miał połowę udziałów w rurociągach, którymi transportuje gaz do Polski i dalej na Zachód, o co zabiegał od 2002 roku.
Światowy potentat
Historia Gazpromu od początku związana była z polityką rosyjskiej partii władzy. Kompania powstała trzynaście lat temu po przejęciu dominującej część majątku Ministerstwa Przemysłu Gazowego ZSRR. Jej pierwszy szef, Wiktor Czernomyrdin - były sowiecki minister gazownictwa - wkrótce został rosyjskim premierem, a Gazprom szybko przekształcił się z wielkiej, ale tylko rosyjskiej kompanii w globalną korporację z realnym wpływem na rynek światowy. Kierowana przez Czernomyrdina ówczesna partia władzy w znacznym stopniu bazowała na organizacyjnym i finansowym dorobku Gazpromu. Jej nazwa "Nasz Dom - Rosja" stała się symbolem określającym rolę, jaką odgrywa Gazprom w gospodarczym i politycznym rozwoju Rosji. W tej chwili trudno odróżnić, gdzie się kończy państwowa polityka Rosji, a zaczyna korporacyjna polityka Gazpromu.
Taka sytuacja ma swoje obiektywne przyczyny. W roku 2006 po przeprowadzonej przez prezydenta Putina liberalizacji rynku akcji Gazprom stał się największym światowym potentatem, jeżeli idzie o wydobycie i handel gazem. W 2005 roku wydobycie wyniosło 548 miliardów metrów sześciennych, czyli niemal 86 proc. rosyjskiego wydobycia gazu i prawie 20 proc. tego, co wydobywa się na świecie. Po liberalizacji wartość rynkowa kompanii wzrosła o 35 proc. i 27 grudnia 2006 roku przewyższyła 270 miliardów dolarów, co stawia Gazprom na piątej pozycji na liście najbardziej wartościowych firm świata. Dla porównania: rekordowe rezerwy dewizowe Rosji wyniosły w tym samym czasie 299 miliardów dolarów. Codziennie dzięki Gazpromowi do budżetu państwa wpływa miliard rubli podatku, tj. blisko 40 milionów dolarów. Jeżeli wzrost wartości firmy będzie postępował dalej w tym samym tempie, to całkiem realny może stać się deklarowany przez kierownictwo kompanii cel: rynkowa wartość Gazpromu może w najbliższych latach przekroczyć kwotę biliona dolarów. Byłoby to więcej, niż wynosi cały produkt narodowy brutto Rosji. Jednym słowem, znany reklamowy slogan "Gazprom narodowym dobrem Rosji" ma całkiem realne postawy.
Do państwa należy ponad 50 proc. akcji bogatej kompanii - zgodnie z zasadą, że narodowe dobro wymaga państwowej opieki. Za to państwowa polityka opiera się na "narodowym dobru". W tym sensie monopolistyczna pozycja kompanii jest po prostu odbiciem roli, jaką Gazprom odgrywa w gospodarce i polityce państwa rosyjskiego. Państwa, któremu 20 proc. produktu krajowego zapewnia właśnie eksport gazu, ropy naftowej i produktów pochodnych.
Gazprom kontroluje wydobycie, transport i dystrybucję gazu, jest jedynym eksporterem z Rosji i koordynatorem tranzytu tego surowca energetycznego z republik azjatyckich: Kazachstanu, Turkmenistanu i Uzbekistanu. W znacznym stopniu właśnie na systemie Gazpromu opiera się nowa strategia rosyjskich władz, która przewiduje przekształcenie kraju w światowe mocarstwo energetyczne. Dla osiągnięcia tego celu konieczne jest jednak spełnienie kilku warunków.
Przede wszystkim powinna nastąpić konsolidacja w ręku Gazpromu największych złóż gazowych w Rosji i koordynacja produkcji gazu przez niezależne rosyjskie firmy (głównie kompanie naftowe, dla których wydobycie gazu jest dodatkowym zajęciem). Ponadto Gazprom miałby kontrolować dystrybucję gazu dla rosyjskich odbiorców zarówno przemysłowych, jak i indywidualnych. Poza tym należy podwyższyć efektywność oraz dochodowość eksportu gazu przez bezpośredni dostęp do odbiorców w krajach importujących rosyjski surowiec oraz osiągnięcie realnych rynkowych cen za dostarczany produkt. Niezbędna jest też geograficzna dywersyfikacja eksportu, czyli dostęp do złóż w państwach niemających wystarczającego potencjału wydobywczego i transportowego.
Deficyt gazu
Pozycji Gazpromu może zagrozić tylko jedno - pogłębiająca się różnica pomiędzy podjętymi zobowiązaniami dotyczącymi dostaw na rynki zagraniczne i krajowe a realnym potencjałem wydobywczym. Już w roku 2007 ogólny deficyt gazu w Rosji wyniesie około 4 miliardów metrów sześciennych, przy czym wynik Gazpromu będzie jeszcze gorszy. Przyczyną tego jest znaczny w ostatnich latach wzrost eksportu przy niedostatecznym inwestowaniu w złoża już istniejące, a przede wszystkim w eksploatację nowych złóż. A nie inwestowano, bo brakowało na to pieniędzy. Ów niedostatek brał się z dwóch powodów. Pierwszy to wyjątkowo niskie ceny surowców na rynku rosyjskim, tudzież dotychczasowe ulgowe traktowanie uprzywilejowanych partnerów z WNP, takich jak do 2006 roku Ukraina czy do 2007 Białoruś. Drugi powód to nietrafione inwestycje, takie jak chociażby projekt wybudowania nowej siedziby Gazpromu w St. Petersburgu, wycenionej na 2,5 miliarda dolarów.
Lekarstwem na brak gotówki ma być podwyższenie cen gazu na rynku wewnętrznym i urynkowienie eksportu, a poza tym racjonalizacja inwestycji, czyli skierowanie gazpromowskich dochodów na zagospodarowanie nowych złóż oraz budowa nowych i modernizacja starych rurociągów. To jedyny sposób, aby w maksymalnym stopniu móc się oprzeć na inwestycjach własnych. Podstawą aktywnej polityki inwestycyjnej Gazpromu, dającej możliwość stawiania warunków potencjalnym inwestorom zagranicznym, jest dalsza konsolidacja nowych gazowych złóż w rękach Gazpromu (kompania posiada już 61proc. rosyjskiego potencjału wydobywczego).
W umacnianiu monopolistycznej pozycji Gazpromu wszystkimi siłami pomaga państwo. Ostatnim przykładem może być zmuszenie zachodnich kompanii uczestniczących w tzw. projekcie Sachalin 2 (chodzi o eksploatację pól gazu ziemnego u wybrzeży wyspy Sachalin ocenianych na 500 miliardów metrów sześciennych, zakład skraplania gazu LPG oraz gazociąg) do sprzedaży Gazpromowi połowy udziałów. W ten sposób kompania pozostaje głównym rozgrywającym na rosyjskim rynku gazowym i skutecznym narzędziem nowej narodowej polityki energetycznej. Liberalizacja rosyjskiego rynku surowcowego nie zmienia dominującej pozycji Gazpromu. Daje mu natomiast nowe możliwości podwyższenia cen wewnętrznych (regulowanych przez państwo i giełdę). Barierą dla dalszego podnoszenia cen przez Gazprom może stać się tylko gwałtowny spadek konkurencyjności rosyjskiego przemysłu przyzwyczajonego do taniego gazu i protesty społeczne.
Europa - główny kierunek
Na gazowym froncie zewnętrznym Moskwa wyznaczyła sobie trzy cele: osiągnięcie korzystnych cen na rynkach tradycyjnych, takich jak Unia Europejska i Wspólnota Niepodległych Państw; zdobycie nowych rynków zbytu w rejonie Azji i Pacyfiku - chodzi głównie o Chiny, Japonię i Koreę Południową; poszukiwanie nowych źródeł gazu poza granicami Rosji, m.in. w Azji Centralnej, Indiach, Wietnamie, Iranie oraz Ameryce Płd. - Wenezueli.
Europa jest i jeszcze długo będzie głównym kierunkiem aktywności Gazpromu. Kompania zaspokaja około 28 proc. gazowych potrzeb UE, otrzymując w zamian około 2/3 dochodów z eksportu. Nieformalny (październik 2006 r.) i oficjalny (grudzień 2006) szczyt Rosja - UE ostatecznie wyjaśnił pozycję obu stron. Bruksela chce pełnej przejrzystości i pewnych dostaw gazu. Nalega więc na włączenie nie tylko zasad, ale i praktycznych rozwiązań Karty Energetycznej do nowego Porozumienia o partnerstwie strategicznym z Rosją - chodzi przede wszystkim o dostęp do rosyjskich złóż gazowych i rurociągów tranzytowych z Rosji i krajów Azji Środkowej. W tej sprawie Unia stara się mówić jednym głosem. Rosja natomiast żąda w zamian dostępu do dystrybucji gazu w krajach Unii. Wzajemna zależność będzie się nasilać. Podkreślił to w trakcie nieformalnego szczytu przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, mówiąc, iż: "Nie możemy pozwolić, żeby sprawy energetyczne podzieliły Rosję i Europę, jak wcześniej komunizm".
Dlatego właśnie Unia jako całość negatywnie odniosła się do mięsno-energetycznego weta Polski wobec rozpoczęcia negocjacji z Rosją, a Komisja Europejska już zaproponowała, aby dopuścić rosyjskie kompanie (w tym Gazprom) do zaangażowania na wspólnym unijnym rynku energetycznym - w zamian za przyjęcie podstawowych warunków UE. Na poziomie porozumień dwustronnych proces ten już się rozpoczął. Gazprom może już teraz sprzedawać część gazu bezpośrednio konsumentom w Austrii, Francji, na Węgrzech oraz we Włoszech - i robi to za cenę dwa razy wyższą niż przy dotychczasowej sprzedaży gazu przez miejscowych pośredników. Ponadto trwa budowa Rurociągu Północnego Nord Stream, omijającego co prawda Polskę i kraje bałtyckie, ale gwarantującego Unii roczne dostawy 55 miliardów metrów sześciennych gazu (co stanowi jedną trzecią ogólnych dostaw z Rosji w 2005 r. lub cały dzisiejszy tranzyt do Europy z krajów Azji Środkowej). Aby utrzymać zaufanie Unii, Rosja zdecydowała się na przeorientowanie przyszłych dostaw gazu z gigantycznych złóż Sztokman. Zamiast do USA - jak planowano wcześniej - surowiec popłynie do Europy Zachodniej.
Kraje WNP pozostaną oczywiście ważnym rynkiem, ale ceny eksportu z Rosji będą zbliżać się do europejskich - w 2006 r. podwoiły się dla Ukrainy i Mołdawii, a w 2007 r. wzrosną dwukrotnie dla Białorusi i Gruzji oraz 1,5 raza dla Ukrainy. To podejście jest zresztą całkowicie zgodne z żądaniami, jakie wobec Rosji formułują UE i WTO.
Oczywiście Rosja szuka nowych rynków zbytu gazu, tak jak Unia szuka dodatkowych nierosyjskich źródeł zaopatrzenia w surowiec, podpisując np. specjalne umowy o współpracy energetycznej z Ukrainą, Kazachstanem czy Azerbejdżanem. Jednak zarówno zapewnienie sobie przez Moskwę nowych rynków zbytu, jak i przez Europę nowych dostawców wymaga sporo czasu i pieniędzy. Losy energetyczne Rosji i Europy będą więc jeszcze długo ściśle połączone.
Borys Frumkin, ekonomista i politolog, pracownik naukowy Instytutu Międzynarodowych Stosunków Politycznych i Ekonomicznych Rosyjskiej Akademii Nauk, wykładowca MGiMO - "kuźni kadr" dyplomacji rosyjskiej. W latach 1987 - 1992 pierwszy sekretarz wydziału ekonomicznego ambasady radzieckiej, a następnie rosyjskiej w Warszawie
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|