"Chciałbym zaapelować do arcybiskupa Stanisława Wielgusa, żeby sam wyszedł z inicjatywą przesunięcia swego ingresu" - pisze w DZIENNIKU Jarosław Gowin, senator, rektor Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera.
Wszyscy w Polsce mają prawo oczekiwać od arcybiskupa Wielgusa, że publicznie ustosunkuje się do zarzutów już nie tylko mediów, ale i historyków. Dla dobra
Kościoła powinien poprosić o wstrzymanie ingresu do czasu wyjaśnienia sprawy, czy zarzuty są prawdziwe. Powinno być także jasne, czy wobec Ojca Świętego i polskiej opinii publicznej
postępował w ostatnich miesiącach prawdomównie. Takich spraw nie można zostawić niewyjaśnionych.
Zarzuty s tak poważne, że gdyby się potwierdziły, stanowiłoby to przeszkodę moralną w objęciu nawet posady nauczyciela w szkole. A cóż dopiero mówić o godności metropolity warszawskiego, o przejęciu urzędu, który kiedyś sprawował prymas Wyszyński, a ostatnio ks. prymas Józef Glemp, który - jak wiemy z badań historyków - zachowywał się równie niezłomnie jak jego wielki poprzednik. Poza tym Polacy mają prawo znać prawdę o swojej przeszłości, zarówno o jej kartach heroicznych, jak i o tych mrocznych.
Czy Kosciół mógłby nie reagować w takiej sprawie? Milczenie w tak poważnej sprawie sprawiałoby wrażenie hipokryzji lub lęku przed zmierzeniem się z prawdą. Zarzuty wobec abp. Wielgusa muszą być wyjaśnione do końca. Jeśli są nieprawdziwe, wyrządzono mu potworną krzywdę. Jeśli zaś są prawdziwe, to on skrzywdził Kościół i Polaków, przyjmując godność biskupią. W takim przypadku sam powinien wyciągnąć z tego konsekwencje i zrzec się urzędu. A generalnie rzecz biorąc, cała sprawa pokazuje, że gruntowne zbadanie historii Kościoła w czasach komunizmu jest zadaniem pilnym i nieuchronnym.
Zarzuty s tak poważne, że gdyby się potwierdziły, stanowiłoby to przeszkodę moralną w objęciu nawet posady nauczyciela w szkole. A cóż dopiero mówić o godności metropolity warszawskiego, o przejęciu urzędu, który kiedyś sprawował prymas Wyszyński, a ostatnio ks. prymas Józef Glemp, który - jak wiemy z badań historyków - zachowywał się równie niezłomnie jak jego wielki poprzednik. Poza tym Polacy mają prawo znać prawdę o swojej przeszłości, zarówno o jej kartach heroicznych, jak i o tych mrocznych.
Czy Kosciół mógłby nie reagować w takiej sprawie? Milczenie w tak poważnej sprawie sprawiałoby wrażenie hipokryzji lub lęku przed zmierzeniem się z prawdą. Zarzuty wobec abp. Wielgusa muszą być wyjaśnione do końca. Jeśli są nieprawdziwe, wyrządzono mu potworną krzywdę. Jeśli zaś są prawdziwe, to on skrzywdził Kościół i Polaków, przyjmując godność biskupią. W takim przypadku sam powinien wyciągnąć z tego konsekwencje i zrzec się urzędu. A generalnie rzecz biorąc, cała sprawa pokazuje, że gruntowne zbadanie historii Kościoła w czasach komunizmu jest zadaniem pilnym i nieuchronnym.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|