Dziennik Gazeta Prawana logo

"Do zmiany wystarczy silna wola"

12 października 2007, 14:56
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Każde przełamanie własnej niemocy, każdy zwycięski pojedynek z lenistwem, zmęczeniem, daje radość zwycięstwa i nowy akumulator energii, z którego można czerpać także podczas wędrówek po górach codzienności - pisze w DZIENNIKU Beata Pawlikowska, pisarka i podróżniczka.
Nigdy nie chciałam się zgodzić na to, że życie to ciąg wyrzeczeń, przykrej pracy i niewolniczych obowiązków, które musimy dźwigać. Zawsze wydawało mi się, że żyjemy na świecie po to, żeby być szczęśliwymi ludźmi. Jeśli więc ktoś nie czuje się szczęśliwy, musi swoje szczęście odnaleźć. I nigdy nie jest na to za późno.
Piszę te słowa w ostatnich godzinach starego roku, przygotowując jak zwykle listę moich postanowień noworocznych. Lubię się zmieniać, pracować nad moimi słabościami i stawiać sobie coraz to nowsze cele, bo dzięki temu moje życie każdego dnia staje się coraz bogatsze - a ja czuję się szczęśliwym człowiekiem.

W górach codzienności
Po raz pierwszy zauważyłam to podczas jednej z moich wypraw do Ameryki Południowej. Zaproponowano mi ekspedycję w wysokie góry. Roześmiałam się. Czego ja - blondynka z dżungli i nizin, uwielbiająca gorący i wilgotny klimat tropików - mogłabym szukać w górach? Miałam niewielkie doświadczenie z dużą wysokością nad poziomem morza. Kilka lat wcześniej w stolicy Ekwadoru, Quito, nie mogłam wejść z plecakiem na pierwsze piętro, bo brakowało mi tchu - a znajdowałam się wtedy na wysokości zaledwie niecałych trzech tysięcy metrów. A teraz miałabym wspinać się na szczyt wulkanu przez krainę śniegu i lodu?... Podziękowałam uprzejmie, życzyłam uczestnikom wyprawy szczęśliwej drogi, oddałam im nawet moje kijki trekkingowe i latarkę, po czym położyłam się spać. Ale nie mogłam usnąć. Coś nie dawało mi spokoju. Przewracałam się z boku na bok, aż wreszcie o szóstej rano wyskoczyłam z łóżka, spakowałam się, zeszłam na dół i oświadczyłam: Idę razem z wami! I poszłam. Zdobyłam mój pierwszy pięciotysięcznik. Rok później wyruszyłam na wyprawę w Himalaje, podczas której zrozumiałam coś bardzo ważnego.

Temperatura w nocy spadała poniżej zera, osadzając szron nie tylko na trawie i zewnętrznej płachcie namiotu, ale także wewnątrz niego. W ostatnim obozie trzeba było topić w menażce śnieg, żeby zagotować wodę na herbatę. Wspinaliśmy się w alpinistycznych uprzężach, trzymając się specjalnych lin asekurujących zwanych poręczówkami. Droga była ciężka. Płuca wołały o tlen w rozrzedzonym powietrzu, ciśnienie atmosferyczne spadło poniżej pięciuset hektopaskali (dla porównania - w Polsce jest zwykle około tysiąca hektopaskali). Po każdych dziesięciu krokach trzeba było stanąć, odpocząć, i ciężko dysząc, nabrać trochę siły. Czasem myślałam, że nie dam rady postawić kolejnego kroku. Ale jednak szłam naprzód. I to właśnie było najdziwniejsze - zamiast powalającego z nóg zmęczenia i niemocy z każdym krokiem czułam, jak rośnie we mnie radość, a sił miałam coraz więcej.

Każda podróż do dżungli czy w Himalaje to także podróż przez życie. Właśnie podczas dalekich wypraw zrozumiałam, że człowiek, który pokonuje własną słabość, zyskuje nowy zapas sił. Każde kolejne przełamanie własnej niemocy, każdy zwycięski pojedynek z lenistwem, zmęczeniem albo brakiem tlenu daje radość zwycięstwa i nowy akumulator energii, z którego można czerpać nie tylko w Tatrach, Andach czy Himalajach, ale także podczas wędrówek po górach codzienności. To jest pierwszy powód, dla którego warto podejmować postanowienia noworoczne.

Czy zmieniać swoje życie?
Znam dwa rodzaje ludzi: takich, którzy są wiecznie niezadowoleni i rozczarowani tym, że ich życie nie jest dokładnie takie, jakie by chcieli, oraz takich, którzy nieustannie poszukują sposobów, żeby swoje życie zmienić na lepsze i bardziej szczęśliwe.

Pierwsi są bierni i czekają, aż stanie się cud - dostaną lepszą propozycję pracy, wygrają wycieczkę zagraniczną albo znajdą na ulicy skarb. Drudzy nie czekają. Biorą życie we własne ręce. Planują, marzą, walczą ze swoimi ograniczeniami i słabościami. Rzucają palenie, zaczynają się odchudzać, zapisują się na siłownię albo do klubu fitness, zaczynają się uczyć obcego języka i podejmują inne postanowienia noworoczne - bo pierwszy stycznia to dobry moment, żeby rozpocząć coś nowego. I ja też zawsze to robię. Nie chcę czekać.

Przełomowym momentem w moim życiu było uświadomienie sobie, że nie chcę być królewną, która czeka, aż przyjedzie książę na białym koniu i odczyta w jej myślach najskrytsze marzenia. Nie chcę uzależniać mojego dobrego samopoczucia, szczęścia i życia od tego, co zechcą mi dać lub zrobić dla mnie inni ludzie. Zrozumiałam, że pretensje i oczekiwania mogę mieć tylko w stosunku do siebie i że właściwie do tej pory świadomie nie zrobiłam chyba niczego, co mogłoby mieć wpływ na moją przyszłość. Postanowiłam zakasać rękawy, zastanowić się, czego najbardziej pragnę, a potem spróbować to zrealizować.
To prosty plan na życie, ale bardzo skuteczny. Zrozumiałam, że najważniejsze, co mam do zrobienia, to zorganizowanie własnego życia. Zastanowienie się, czego pragnę, o czym marzę, czego potrzebuję, a potem znalezienie sposobu, żeby to zamienić na rzeczywistość. Temu właśnie służą postanowienia noworoczne. Jest tylko jeden warunek ich skuteczności: trzeba je podejmować w zgodzie z sobą samym. Nie po to, żeby się ukarać piekielną dietą, głodówką albo ćwiczeniami do utraty sił. Trzeba być sobie przyjacielem - wtedy łatwo zmieniać swoje życie na lepsze.

Zimowy Pałac Noworocznych Postanowień
Postanowienia noworoczne mają to do siebie, że łatwo o nich zapomnieć - szczególnie, jeżeli pozostają jedynie w myślach. Dlatego rok temu postanowiłam otworzyć Zimowy Pałac Noworocznych Postanowień. Został zbudowany po to, żeby można w nim było zostawić zapis swojego noworocznego postanowienia - na dowód jego podjęcia. Jeśli coś jest zapisane albo wypowiedziane na głos, to bardziej zobowiązuje. Chciałam też udowodnić niedowiarkom, jakie cuda czynią silna wola i dyscyplina wewnętrzna, stawianie przed sobą zadań i rozliczanie się z nich przed samym sobą - tak jak to opisałam w książce "W dżungli życia". W tym roku na mojej stronie internetowej otworzyłam całkiem nowy, drugi Zimowy Pałac Noworocznych Postanowień. Znów można w nim zapisać swój plan na nowy rok - podpisując je swoim imieniem albo anonimowo bądź nawet szyfrem zrozumiałym wyłącznie dla autora. Z mojego doświadczenia wynika, że lepiej jest podjąć jedno ważne zobowiązanie noworoczne niż pięć małych. Bo trudniej jest zaplanować i zrealizować pięć planów jednocześnie, ale jeden ważny zwykle się udaje. Ja nigdy nie przestaję marzyć i snuć nowych planów. Dzięki temu czuję, że żyję. I wszystkim Czytelnikom DZIENNIKA życzę tego samego.
Beata Pawlikowska, pisarka, podróżniczka, przewodniczka wypraw do dżungli amazońskiej. Autorka dziesięciu książek i audycji "Świat według Blondynki" w Radiu ZET. www.beatapawlikowska.com
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj