Dziennik Gazeta Prawana logo

"Śmierć to sprawiedliwa kara"

12 października 2007, 14:56
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Co zrobić z kimś, kto morduje nożem kilka osób, okrutnie gwałci bądź zabija dziecko, bestialsko morduje żonę? Przeprogramować go? To niestety bywa niemożliwe - pisze w filozof Gustavo Buenos.
Widzę tutaj tylko dwa możliwe wyjścia. Pierwsze rozwiązanie - to aby taka osoba popełniła samobójstwo. Drugie - to skazać go na karę śmierci. To oświecona droga zaproszenia takiej osoby do popełnienia samobójstwa. To elegancki, w pewien sposób, gest ze strony społeczeństwa skierowany w kierunku zbrodniarza.

Przeciwnicy kary śmierci powołują się na spuściznę europejską, czy to tę wywodzącą się od chrześcijaństwa, czy tę czerpiącą z oświecenia, która ma wskazywać na tę karę jako nieludzką i obcą nam. Jednak ani Biblia, ani Platon, ani Arystoteles, ani święty Tomasz z Akwinu, ani Kant, ani Hegel nigdy, nawet przez chwilę, nie wątpili w konieczność istnienia instytucji najwyższego wymiaru kary.

Mając na uwadze obronę społeczeństwa przed zagrożeniem, można traktować karę śmierci jako odwet i usprawiedliwiać ją jako środek odstraszający potencjalnych przestępców (choć musimy wziąć pod uwagę fakt, że nie zostało to dowiedzione ze stuprocentową pewnością).

Najczęstszym argumentem jest więc ten o prawnej ochronie społeczeństwa przed kryminalistą popełniającym najcięższe zbrodnie i stwarzającym ryzyko, graniczące z pewnością, że do tych zbrodni dojdzie ponownie. To prawda, że w przypadku, gdy kryminalista jest dożywotnio uwięziony i niezdolny do atakowania kogokolwiek ponownie, choćby poprzez całkowitą izolację, kara śmierci nie może być orzekana w imię zasady obrony społeczeństwa, ale czy to oznacza, że możemy zanegować inne jej etyczne powody?

Niemal dziecinnym błędem jest postępowanie w sposób taki, jak gdyby zasady etyki można było stosować w absolutnym oderwaniu od pozostałych zasad bądź standardów moralnych, z którymi musi być bezwzględnie powiązana. Dlatego właśnie tradycja chrześcijańska ograniczyła piąte przykazanie do przypadków uprawnionej obrony.

Czy możemy jednak odwołać się do innej zasady moralnej? Bez wątpienia możemy przywołać zasadę wspaniałomyślności. W tym względzie możemy rozpocząć od potępienia zamglonego i niejasnego pojęcia "kary śmierc". Jeżeli pojęcie to wciąż ma jakiekolwiek znaczenie, jest nim zrozumienie, że jeżeli akceptujemy nieśmiertelność duszy osoby skazanej, możemy również się zgodzić, że osoba ta może ponieść karę, jaką jest utrata powłoki cielesnej (rodzaj kary polegającej na okaleczeniu, ale nie śmierć absolutna). Ale tylko animiści mogą opowiadać się za tym, że można ukarać duszę.

Jeśli faktycznie uznajemy nieśmiertelność duszy, to dalsze życie kryminalisty bez poczucia ogromu własnych zbrodni będzie prowadziło nie tylko do kolejnych zbrodni, ale i wiecznego potępienia. Poprzez uświadomienie mu zła, które czyni, zagrożenie, które stanowi, i doprowadzenie do potępienia swojej przeszłości pomagamy mu. A poprzez zastosowanie kary śmierci pozwalamy mu uniknąć samobójstwa (a więc znowu potępienia), które uświadomienie sobie ogromu własnych zbrodni częstokroć wywołuje.

To założenie oczywiście może funkcjonować tylko w przypadku kryminalisty, który jest zdolny do refleksji nad swoim postępkiem. Co z takim, który zupełnie nie jest w stanie pojąć konsekwencji swojego czynu, bądź - co gorsza pojmuje je, a zarazem ma je za nic? Godzi się z nimi, akceptuje je i nie stwarza żadnych nadziei na poprawę. Niekoniecznie jest imbecylem intelektualnym, może być nawet całkiem inteligentny. Ale jest imbecylem moralnym. Niewątpliwie w jego przypadku próba niesienia pomocy duszy się nie powiedzie. Ale z drugiej strony jest on żywym zaprzeczeniem mitu o możliwości resocjalizacji każdego człowieka - głównej tezie przeciwników kary śmierci. Zgodnie z tą tezą każdego można - tak jak chorego - zamknąć w więzieniu (szpitalu), gdzie po zastosowaniu odpowiedniej kuracji medycznej, środków rehabilitacji wyjdzie on jako nowy (uleczony) człowiek, uczciwy i niezdolny do swoich wcześniejszych zbrodni. Moralni imbecyle nie są do tego zdolni.
Gustavo Buenos, jeden z wiodących hiszpańskich filozofów
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj