Komuś, kto nie jest Polakiem, kto nie wie z doświadczenia, co oznaczało życie w kraju komunistycznym, trudno jest ocenić, jak naprawdę szkodliwe są ujawnione ostatnio informacje w sprawie arcybiskupa Stanisława Wielgusa - pisze amerykański watykanista John L. Allen.
Głęboko niepokojąca jest już informacja, że Wielgus przez ponad 20 lat miał intensywne kontakty z SB, najwyraźniej odbywając specjalne szkolenia i przekazując
informacje na temat studentów i księży. Na razie jednak nie jest jasne, czy jakakolwiek informacja przekazana przez Wielgusa wyrządziła komuś krzywdę. Dopiero się okaże, czy mamy do
czynienia z przypadkiem kleryka, który od strony formalnej spełniał oczekiwania państwa policyjnego, aby móc kontynuować karierę naukową, w jego mniemaniu bez wątpienia mogącą przynieść
Kościołowi korzyść w postaci możliwości otwartej komunikacji ze światem zewnętrznym, czy też Wielgus był faktycznie „kolaborantem” w najczarniejszym znaczeniu tego
słowa.
Jak podkreślają eksperci, są to skomplikowane zagadnienia historyczne, a rozgorączkowana atmosfera medialnego skandalu podsycanego przez politykę rzadko bywa najlepszym klimatem dla ich racjonalnego osądu.
Jednak nawet nie-Polak może się pokusić o dwa spostrzeżenia w sprawie Wielgusa. Po pierwsze, w znacznej mierze nieistotne jest to, czy weźmie on udział w planowanym na niedzielę ingresie. Zgodnie z prawem Kościoła Stanisław Wielgus został arcybiskupem metropolitą warszawskim 6 grudnia, kiedy na ten urząd powołał go Benedykt XVI. Dlatego dyskusja nie powinna koncentrować się na tym, co się stanie w niedzielę. Chodzi o to, czy Wielgus jest dostatecznie skompromitowany, by nie mieć moralnej legitymacji do rządzenia, a zatem powinien ustąpić bądź zostać odwołany. Do tej sprawy mogą się odnieść jedynie Polacy w dialogu z Watykanem.
Po drugie, mogę tu przytoczyć lekcję, jaką wyniósł kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych przy okazji niedawnych skandali związanych z wykorzystywaniem seksualnym oraz lekcję płynącą z długiej historii przeróżnych instytucji, które w pewnym momencie musiały odpierać ataki: do zguby prowadzi nie sam skandal, lecz jego tuszowanie.
Wielgus może teraz sobie najlepiej pomóc w jeden sposób: szczerze opowiedzieć o wszystkim, co robił w czasach komunizmu, publicznie wyjaśniając ze szczegółami, z kim się spotykał, gdzie bywał oraz co mówił i robił. Powinien udzielić prasie obszernego wywiadu, omawiając każdy skrawek papieru dokumentujący jego działania w tamtych latach, tym samym kładąc kres przeciekom, jakie ostatnio dominowały w mediach, oraz szczegółowo wyjaśniając motywy, jakimi się kierował.
Na nic się zdadzą skargi na „ataki” na Kościół katolicki ze strony mediów ani odmowa zaspokojenia ciekawości opinii publicznej. Nawet jeżeli jest prawdą, że niektóre media ostrzą sobie zęby na Kościół, mówienie o tym na głos po prostu pogłębi generalne wrażenie, że przywódcy Kościoła mają coś do ukrycia. Powtórzę, jedyna strategia przynosząca efekty to absolutna transparentność.
Jeżeli arcybiskup faktycznie przekroczył granicę i przystąpił do kolaboracji z krzywdą dla innych, powinien to powiedzieć, przyznać, że postąpił źle, i poprosić o wybaczenie. Zależność grzechu i pokuty jest głęboko zakorzeniona w katolickiej psychice: jest to sedno sakramentu pokuty. Katolicy pogodzą się z zadziwiającym ogromem ludzkich błędów, jakie popełnili ich przywódcy, jeżeli będą ich postrzegać jako uczciwych i pełnych skruchy.
Częściej niż sam grzech, fatalne skutki przynosi arogancja i defensywna postawa. Jeżeli Stanisław Wielgus chce przetrwać jako metropolita warszawski, musi się oczyścić w stopniu większym, niż robił to do tej pory, i uczynić to raczej prędzej niż później.
John L. Allen jr., jeden z najbardziej znanych amerykańskich watykanistów, rzymski korespondent tygodnika "National Catholic Reporter" oraz współpracownik stacji telewizyjnej CNN.
Autor m.in. dwóch książek o Benedykcie XVI. W Polsce biografia obecnego papieża pióra Johna L. Allena ukazała się w ubiegłym roku nakładem wydawnictwa Rebis
Jak podkreślają eksperci, są to skomplikowane zagadnienia historyczne, a rozgorączkowana atmosfera medialnego skandalu podsycanego przez politykę rzadko bywa najlepszym klimatem dla ich racjonalnego osądu.
Jednak nawet nie-Polak może się pokusić o dwa spostrzeżenia w sprawie Wielgusa. Po pierwsze, w znacznej mierze nieistotne jest to, czy weźmie on udział w planowanym na niedzielę ingresie. Zgodnie z prawem Kościoła Stanisław Wielgus został arcybiskupem metropolitą warszawskim 6 grudnia, kiedy na ten urząd powołał go Benedykt XVI. Dlatego dyskusja nie powinna koncentrować się na tym, co się stanie w niedzielę. Chodzi o to, czy Wielgus jest dostatecznie skompromitowany, by nie mieć moralnej legitymacji do rządzenia, a zatem powinien ustąpić bądź zostać odwołany. Do tej sprawy mogą się odnieść jedynie Polacy w dialogu z Watykanem.
Po drugie, mogę tu przytoczyć lekcję, jaką wyniósł kościół katolicki w Stanach Zjednoczonych przy okazji niedawnych skandali związanych z wykorzystywaniem seksualnym oraz lekcję płynącą z długiej historii przeróżnych instytucji, które w pewnym momencie musiały odpierać ataki: do zguby prowadzi nie sam skandal, lecz jego tuszowanie.
Wielgus może teraz sobie najlepiej pomóc w jeden sposób: szczerze opowiedzieć o wszystkim, co robił w czasach komunizmu, publicznie wyjaśniając ze szczegółami, z kim się spotykał, gdzie bywał oraz co mówił i robił. Powinien udzielić prasie obszernego wywiadu, omawiając każdy skrawek papieru dokumentujący jego działania w tamtych latach, tym samym kładąc kres przeciekom, jakie ostatnio dominowały w mediach, oraz szczegółowo wyjaśniając motywy, jakimi się kierował.
Na nic się zdadzą skargi na „ataki” na Kościół katolicki ze strony mediów ani odmowa zaspokojenia ciekawości opinii publicznej. Nawet jeżeli jest prawdą, że niektóre media ostrzą sobie zęby na Kościół, mówienie o tym na głos po prostu pogłębi generalne wrażenie, że przywódcy Kościoła mają coś do ukrycia. Powtórzę, jedyna strategia przynosząca efekty to absolutna transparentność.
Jeżeli arcybiskup faktycznie przekroczył granicę i przystąpił do kolaboracji z krzywdą dla innych, powinien to powiedzieć, przyznać, że postąpił źle, i poprosić o wybaczenie. Zależność grzechu i pokuty jest głęboko zakorzeniona w katolickiej psychice: jest to sedno sakramentu pokuty. Katolicy pogodzą się z zadziwiającym ogromem ludzkich błędów, jakie popełnili ich przywódcy, jeżeli będą ich postrzegać jako uczciwych i pełnych skruchy.
Częściej niż sam grzech, fatalne skutki przynosi arogancja i defensywna postawa. Jeżeli Stanisław Wielgus chce przetrwać jako metropolita warszawski, musi się oczyścić w stopniu większym, niż robił to do tej pory, i uczynić to raczej prędzej niż później.
John L. Allen jr., jeden z najbardziej znanych amerykańskich watykanistów, rzymski korespondent tygodnika "National Catholic Reporter" oraz współpracownik stacji telewizyjnej CNN.
Autor m.in. dwóch książek o Benedykcie XVI. W Polsce biografia obecnego papieża pióra Johna L. Allena ukazała się w ubiegłym roku nakładem wydawnictwa Rebis
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|