Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wielebny księże arcybiskupie"

12 października 2007, 14:58
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Wybrał ksiądz arcybiskup najgorszą możliwą drogę uporania się ze swoją fatalną przeszłością: zaprzeczać, zaprzeczać, zaprzeczać. Próbuje to ksiądz robić nawet teraz, kiedy dowody współpracy księdza ze służbami specjalnymi PRL są bezsporne - pisze publicysta Łukasz Warzecha.
Powiada ksiądz, że esbek na księdza krzyczał. Że trzeba było podpisać papiery. Nieprawda. Inni nie podpisywali, choć byli bici i grożono im śmiercią.

Powiada ksiądz, że nikomu nie szkodził. A skąd ksiądz to wie? Skąd ksiądz wie, że esbecja nie wykorzystała przeciwko nikomu informacji, które jej ksiądz przekazywał? A nawet gdyby ksiądz faktycznie nikomu nie zaszkodził, to dyskwalifikuje księdza co innego: uparte wypieranie się przeszłości, brak przeprosin i zwykłe kłamstwo, że niczego ksiądz nie podpisywał.

Nie wiem, co ksiądz powie wiernym na ingresie. Nie wyobrażam sobie, co można w takiej sytuacji powiedzieć poza: „Przepraszam wszystkich, rezygnuję, odchodzę na emeryturę. A jeżeli tego ksiądz nie jest gotowy powiedzieć, to proponuję, żeby zaprosił ksiądz jako gości honorowych księży Czajkowskiego i Malińskiego oraz ojca Hejmo. A ministrantem powinien chyba być Leszek Maleszka.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj