Dziennik Gazeta Prawana logo

"Nie będzie lustracji duchownych"

12 października 2007, 14:59
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Na kilka minut przed ingresem, gdy usłyszeliśmy o dymisji arcybiskupa Wielgusa, wydawało się, że w ostatniej chwili Kościół potrafi naprawić własny błąd. Ale pół godziny później, po homilii prymasa, nie można było mieć złudzeń - pisze Robert Krasowski, redaktor naczelny DZIENNIKA.
Prymas stanął przed wiernymi, aby im jasno powiedzieć - gdyby to zależało ode mnie, Wielgus pozostałby arcybiskupem.

Prymas odrzucił wszystkie zarzuty. Przedstawił Wielgusa jako ofiarę napaści, osobę niewinną, zaszczutą. Nawet nie wspomniał, że arcybiskup do ostatniej chwili kłamał. Że okłamał i papieża, i biskupów, i wiernych. Atakując IPN, historyków i dziennikarzy, prymas nie zająknął się, że zarzuty przeciw Wielgusowi potwierdziła także komisja powołana przez Kościół, złożona z ludzi, którym zależało przede wszystkim na dobru Kościoła. I przede wszystkim ani przez chwilę prymas nie próbował zastanowić się nad tym, co było najważniejsze - nad powodami, dla których papież Benedykt XVI zażądał dymisji arcybiskupa.

Mszę w katedrze zorganizowano jako manifestację lojalności wobec Wielgusa. Zobaczyliśmy wielkie przedstawienie, w którym centralne miejsce zajmował biskup agent, kamery skupione były na jego twarzy, przez którą przebiegały skurcze cierpienia. Z boku dobiegały broniące go słowa prymasa, przerywane oklaskami klakierów ściągniętych na uroczystość przez ojca Rydzyka.

Duchowni na żywo komentujący to wydarzenie dla telewizji byli zażenowani. Nie tego oczekiwali. Nie chcieli oczywiście upokorzenia Kościoła. Zresztą nikt z nas tego nie chce. Ale chcemy usłyszeć kilka ważnych zdań. Że nie można donosić na przyjaciół. Że dla kariery nie można poświęcać dobra innych. I że biskupi głoszone zasady stosują także wobec siebie.

Czemu prymas, człowiek wielkich zasług, wikła się w pokrętną obronę Wielgusa? Wbrew prawdzie i wbrew papieżowi? Otóż całą tę apologię arcybiskupa agenta, w którą prymas sam zapewne nie wierzy, trzeba czytać jako sygnał. Jako otwartą deklarację, że polski Kościół nigdy nie zgodzi się na lustrację.

Prymas pominął w swojej homilii główny temat - ludzkiej krzywdy. Bo wtedy w centrum uwagi nie byłby cierpiący z poranionej dumy arcybiskup. Wtedy musielibyśmy usłyszeć inne pytania. Na kogo arcybiskup donosił? Czy jego słowa komuś zaszkodziły? Jaka była skala krzywd sprowadzonych przez niego na innych w wyniku jego wieloletniej współpracy z SB? Prymas o to nie pytał... Nie pytał, bo nie mógł. Bo wtedy wina Wielgusa byłaby jeszcze większa. A prymas wystąpił wczoraj nie jako bezstronny sędzia, ale jak obrońca, który dla dobra swojego klienta gotów jest zrobić wszystko.

Prześledźmy rozumowanie prymasa. Nie w tym celu, by go krytykować ponad miarę. Ale by zrozumieć istotę problemu. Aby zobaczyć mecenasa, który sam nie wierzy w to, co mówi. A swoimi atakami próbuje jedynie odsunąć problem jak najdalej.

Prymas pyta w homilii - jaką presję wywarto na Wielgusa, że zgodził się pracować dla SB? Dobre pytanie. Tylko czemu prymas zadał je nam. Czemu sam o to nie spytał po publikacji „Gazety Polskiej. Czemu nie spytał Wielgusa? Historyków IPN? Historyków księży?

Prymas mówi, że nad Wielgusem odbył się sąd. I pyta - na podstawie jakich świstków? Otóż prawdziwych. Których wiarygodność potwierdziła także komisja powołana przez Episkopat, o czym prymas dobrze wie. Po co mówi, że ziemia jest płaska? Po co mówi rzeczy, które w dzisiejszych gazetach będą prostować wszyscy eksperci.

Prymas grzmi - my nie chcemy takich sądów! A jakich chcecie? - rodzi się pytanie. Przecież powołaliście też swoje, ale zabroniliście im działać. Prymas mówi o skrzywdzonym Wielgusie i pyta, czemu mu odmówiono prawa do obrony. Na Boga! Przecież od tygodni proszono arcybiskupa o jego relację. I to on albo milczał, albo kłamał.

Gdzie są ubecy, którzy oskarżali biskupa? - pyta prymas. No to my spytajmy się prymasa, czy ktokolwiek z Kościoła ich szukał? Czy ktoś próbował ustalić prawdę?

Mówiąc oględnie, w tych wywodach brakuje logiki. Nawet gdy prymas mówi ewangeliczne prawdy - np., że żałującym Bóg może wybaczyć. Zgoda, ale kto słyszał o żalu Wielgusa? Przecież nawet składając urząd, nie wypowiedział słowa przeprosin. "Święty Piotr to nie był kryształ, to nie był ideał bez skazy" - mówi dalej prymas. To prawda. Ale gdzie tu jest analogia? Gdzie jest cała jawność Piotrowego upadku, gdzie jego skrucha...
Ale stop! Starczy już tej krytyki. Jak widać, prymas nie ma dobrego argumentu. Bo mieć nie może. Bo broni sprawy, której obronić się nie da.

Przykro mi to wszystko pisać, bo bardzo cenię księdza prymasa, i uważam, że w zbyt małym stopniu docenia się jego wielkie zasługi zarówno w latach 80. jak i po 1989 roku. Jednak dziś prymas Glemp płaci za swój największy błąd. Za to, że uwierzył Kiszczakowi, że teczki na księży zostały zniszczone. I powstrzymywał lustrację zbyt długo.

Prymas obawia się dziś, że jak się ta cała zawartość archiwów wyleje, ucierpi na tym autorytet Kościoła. Zapewne tak będzie. Jednak brnięcie dalej jest jeszcze większym błędem. Może więc czas, by zmienić strategię. Dziś prymas okopał się w jakimś małym szańcu. Z grupą biskupów i fanatykami z Radia Maryja. Tymczasem po drugiej stronie znalazła się cała elita polskiego Kościoła. Lustrację zaakceptowali dominikanie i jezuici, księża liberalni i konserwatywni, chcą jej katolicy świeccy, katoliccy intelektualiści i dziennikarze, od Gowina, Nosowskiego, Terlikowskiego, po Cywińskiego, Zająca i Makowskiego. I co najważniejsze poparł ją nawet papież Benedykt XVI.

Bo dziś Polacy zrozumieli, że lustracja nie jest tym, co o niej mówi grupa jej fanatycznych wrogów. To nie jest wojna domowa, to nie jest polowanie na czarownice, to nie jest hańba. To jedynie komfort, że polskich elit nie będą tworzyć ludzie pokroju Wielgusa.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj