Jako były więzień zarówno hitleryzmu, jak i komunizmu, mam pełne zrozumienie dla tych ofiar zbrodniczych systemów, które do dziś czekają na sprawiedliwość - pisze w DZIENNIKU Władysław Bartoszewski.
Nie powinna istnieć nieukarana zbrodnia wobec narodu i jego obywateli. Nie wiem, czy rozwiązania proponowane przez premiera Jarosława Kaczyńskiego są najlepsze z
możliwych - nie mnie o tym sądzić, nie jestem prawnikiem. Ale zgadzam się, że nawet spóźniony akt sprawiedliwości wobec sprawców zbrodni jest godny poparcia.
W komunizmie mieliśmy do czynienia ze zbrodniami na masową skalę. Jeżeli więc ścigamy przy społecznym aplauzie obrzydliwe przestępstwa, które jednak dotykają jednostek - pedofilię, morderstwa - to tym bardziej trzeba ścigać zło wyrządzone w czasach PRL. Jako były więzień zarówno hitleryzmu, jak i komunizmu, mam pełne zrozumienie dla tych ofiar zbrodniczych systemów, które do dziś czekają na sprawiedliwość.
Trzeba jednak podkreślić, że prawo musi być prawem, i nawet jeśli jakieś przestępstwa komunizmu budzą w nas najwyższą odrazę, muszą być rozliczane w sprawiedliwym postępowaniu sądowym, z prawem do obrony. Tak jak nie istnieje odpowiedzialność zbiorowa narodu niemieckiego za zbrodnie III Rzeszy, tak samo nie istnieje odpowiedzialność zbiorowa pracowników służb PRL.
Poza tym - nawet jeśli prawo nie jest dość doskonałe - istnieje przecież odpowiedzialność moralna i polityczna. Jeżeli do dziś nie zostali osądzeni ludzie tacy jak Wojciech Jaruzelski czy Czesław Kiszczak i inni członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, jeżeli nie został osądzony ani jeden z tych - de facto namiestników KGB w Polsce - to wypada się zastanowić, jak mogło do tego dojść? Czy rzeczywiście mieliśmy ważniejsze sprawy do załatwienia? Te jątrzące rany, jak gorączka u zakażonego, co jakiś czas dają o sobie znać. Dają o sobie znać, gdy nagle zdemaskowany zostaje kolejny polityk, uczony, artysta czy coraz częściej ksiądz. Jakie powinno być właściwe leczenie? To temat dla autorytetów prawniczych. Ale że kuracja jest niezbędna, to pewne.
Powinniśmy nareszcie doczekać się wyraźnego związku przyczynowo-skutkowego między tym, jak ktoś funkcjonował w PRL, a tym, jakie ma dziś prawa i przywileje. Tymczasem nie widziałem tej konsekwencji ani w okresie, w którym do władzy dochodziła polska opozycja demokratyczna, ani w okresie, gdy Jarosław Kaczyński był prawą ręką prezydenta, a Lech Kaczyński szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, ani tym bardziej później - aż do dziś.
Sam dwukrotnie byłem ministrem spraw zagranicznych i borykałem się z peerelowskim spadkiem w tym urzędzie. Nie miałem prawnej możliwości wymówić pracy żadnej osobie, dopóki nie naruszyła obowiązków pracowniczych. A przecież kwestia współpracy ze służbami PRL nie ma znaczenia w resorcie rolnictwa czy leśnictwa, ale w MSZ, MON, czy MSWiA z pewnością ma. Po latach wciąż oglądamy skutki tamtego zaniedbania czy politycznej niemożności dokonania koniecznych rozliczeń.
Dużo dał mi do myślenia ostatni tekst Jana Pawła II "Pamięć i tożsamość", wydany na cztery tygodnie przed jego śmiercią. To jest tekst nie tylko papieża, ale przede wszystkim polskiego inteligenta, mądrego 80-letniego człowieka, który od roku 1939 do 1978 żył w tym kraju najpierw w warunkach hitleryzmu, potem komunizmu. Jan Paweł II pisze w tym tekście o "mierze zła" XX wieku. Stanowią ją - wymienione jednym tchem i na równi - hitleryzm i komunizm, największe zdaniem Jana Pawła II klęski społeczne tamtego stulecia. Papież mówi, że trzeba tym ludziom wybaczać. Ale mówi też, że trzeba widzieć skutki tego zła w głowach i sercach ludzi.
Władysław Bartoszewski, polityk, historyk, pisarz. Były żołnierz Armii Krajowej, więzień KL Auschwitz, po wojnie represjonowanyi więziony przez UB i SB, kawaler Orderu Orła Białego.
W komunizmie mieliśmy do czynienia ze zbrodniami na masową skalę. Jeżeli więc ścigamy przy społecznym aplauzie obrzydliwe przestępstwa, które jednak dotykają jednostek - pedofilię, morderstwa - to tym bardziej trzeba ścigać zło wyrządzone w czasach PRL. Jako były więzień zarówno hitleryzmu, jak i komunizmu, mam pełne zrozumienie dla tych ofiar zbrodniczych systemów, które do dziś czekają na sprawiedliwość.
Trzeba jednak podkreślić, że prawo musi być prawem, i nawet jeśli jakieś przestępstwa komunizmu budzą w nas najwyższą odrazę, muszą być rozliczane w sprawiedliwym postępowaniu sądowym, z prawem do obrony. Tak jak nie istnieje odpowiedzialność zbiorowa narodu niemieckiego za zbrodnie III Rzeszy, tak samo nie istnieje odpowiedzialność zbiorowa pracowników służb PRL.
Poza tym - nawet jeśli prawo nie jest dość doskonałe - istnieje przecież odpowiedzialność moralna i polityczna. Jeżeli do dziś nie zostali osądzeni ludzie tacy jak Wojciech Jaruzelski czy Czesław Kiszczak i inni członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, jeżeli nie został osądzony ani jeden z tych - de facto namiestników KGB w Polsce - to wypada się zastanowić, jak mogło do tego dojść? Czy rzeczywiście mieliśmy ważniejsze sprawy do załatwienia? Te jątrzące rany, jak gorączka u zakażonego, co jakiś czas dają o sobie znać. Dają o sobie znać, gdy nagle zdemaskowany zostaje kolejny polityk, uczony, artysta czy coraz częściej ksiądz. Jakie powinno być właściwe leczenie? To temat dla autorytetów prawniczych. Ale że kuracja jest niezbędna, to pewne.
Powinniśmy nareszcie doczekać się wyraźnego związku przyczynowo-skutkowego między tym, jak ktoś funkcjonował w PRL, a tym, jakie ma dziś prawa i przywileje. Tymczasem nie widziałem tej konsekwencji ani w okresie, w którym do władzy dochodziła polska opozycja demokratyczna, ani w okresie, gdy Jarosław Kaczyński był prawą ręką prezydenta, a Lech Kaczyński szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, ani tym bardziej później - aż do dziś.
Sam dwukrotnie byłem ministrem spraw zagranicznych i borykałem się z peerelowskim spadkiem w tym urzędzie. Nie miałem prawnej możliwości wymówić pracy żadnej osobie, dopóki nie naruszyła obowiązków pracowniczych. A przecież kwestia współpracy ze służbami PRL nie ma znaczenia w resorcie rolnictwa czy leśnictwa, ale w MSZ, MON, czy MSWiA z pewnością ma. Po latach wciąż oglądamy skutki tamtego zaniedbania czy politycznej niemożności dokonania koniecznych rozliczeń.
Dużo dał mi do myślenia ostatni tekst Jana Pawła II "Pamięć i tożsamość", wydany na cztery tygodnie przed jego śmiercią. To jest tekst nie tylko papieża, ale przede wszystkim polskiego inteligenta, mądrego 80-letniego człowieka, który od roku 1939 do 1978 żył w tym kraju najpierw w warunkach hitleryzmu, potem komunizmu. Jan Paweł II pisze w tym tekście o "mierze zła" XX wieku. Stanowią ją - wymienione jednym tchem i na równi - hitleryzm i komunizm, największe zdaniem Jana Pawła II klęski społeczne tamtego stulecia. Papież mówi, że trzeba tym ludziom wybaczać. Ale mówi też, że trzeba widzieć skutki tego zła w głowach i sercach ludzi.
Władysław Bartoszewski, polityk, historyk, pisarz. Były żołnierz Armii Krajowej, więzień KL Auschwitz, po wojnie represjonowanyi więziony przez UB i SB, kawaler Orderu Orła Białego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|