Dziennik Gazeta Prawana logo

Państwo praktycznie przestało istnieć. Takiego kryzysu świat jeszcze nie widział

dzisiaj, 10:18
[aktualizacja dzisiaj, 10:25]
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Sudan
Sudan/Shutterstock
Po trzech latach wojny Sudan jako państwo nie istnieje, trawi je kryzys humanitarny – powiedziała PAP afrykanistka Aleksandra Mizerska, dyrektorka regionalna Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM). W jej ocenie głód w Sudanie jest wykorzystywany jako narzędzie wojny.

W środę mijają trzy lata odkąd rozpoczęły się walki między Sudańskimi Siłami Zbrojnymi (SAF) reprezentującymi rząd, a paramilitarna grupa, czyli Siłami Szybkiego Wsparcia (RSF). Bezpośrednim powodem wybuchu konfliktu było wykluczenie RSF ze struktur regularnej armii oraz próby przejęcia władzy po zamachu stanu w 2021 r.

Największy kryzys uchodźczy na świecie

Konflikt doprowadził do największego na świecie kryzysu przesiedleńczego, który objął, według danych ONZ, ok. 14 mln ludzi.

Mizerska w październiku spotkała się i rozmawiała z uchodźcami wojennymi, którzy przebywają w Sudanie Południowym, w hrabstwie Aweil Wschodni, ok. 40 km w linii prostej do granicy z Sudanem.

Jak wspomniała, to podwójni uchodźcy, pochodzący z Sudanu Południowego, którzy kilkanaście lat temu wyemigrowali do Sudanu, a teraz z powodu wojny wrócili do kraju. W jej ocenie ponad 90 proc. z nich to kobiety i dzieci szukające bezpieczeństwa i pomocy.

"Sudan jako państwo w zasadzie nie istnieje"

Cały czas spotykamy się z ludźmi, którzy uciekają przed wojną i są w sytuacji kryzysowej. Patrzymy na ten konflikt, nie widząc bezpośrednich ofiar działań zbrojnych, lecz obserwując całkowity rozpad instytucji państwowych, w tym destrukcję opieki zdrowotnej, edukacji czy gospodarki rolnej – powiedziała rozmówczyni. Jej zdaniem "Sudan jako państwo w zasadzie nie istnieje".

Pogłębiający się kryzys humanitarny nie został w żaden sposób zaopiekowany. Patrząc z perspektywy organizacji pomocowej, nie ma żadnych spektakularnych zmian po tych trzech latach. Widzimy raczej zmęczenie oraz coraz większą lukę pomiędzy potrzebami, a pomocą, bo ta skala rośnie zdecydowanie szybciej niż odpowiedź na nią – podkreśliła Mizerska.

Głód jako narzędzie wojny

Według niedawno opublikowanych danych ONZ, 21 mln Sudańczyków zmaga się z brakiem bezpieczeństwa żywnościowego, w tym 6,3 mln znajduje się w stanie skrajnego kryzysu żywnościowego. Jednocześnie ponad 40 proc. obywateli wymaga natychmiastowej pomocy medycznej, w kraju liczącym ok. 53 mln mieszkańców.

UNICEF podał w tym tygodniu, że w całym Sudanie w 2026 r. ok. 4,2 mln dzieci będzie cierpieć z powodu ostrego niedożywienia, w tym ponad 825 tys. to będą przypadki ciężkie, które mogą być śmiertelne, jeśli pomoc medyczna nie zostanie dostarczona.

Według relacji Mizerskiej nie maleją potrzeby uchodźców, którym PCPM pomaga w szpitalu i ośrodku dożywienia w Gordhim w Sudanie Południowym. Pomagamy kobietom i dzieciom do pięciu lat. Dzięki wsparciu polskich darczyńców co roku wysyłamy pomoc do Sudanu Południowego, a dzięki wyjątkowej mobilizacji w ubiegłym roku w tym roku mogliśmy zwiększyć jej skalę o ponad 80 proc. Jednocześnie realia wojny sprawiają, że sytuacja pozostaje nieprzewidywalna, a ewentualne nowe fale uchodźców mogą znacząco wpłynąć na zakres potrzeb – wyjaśniła.

Widzimy w jakiej kondycji są ludzie, którzy zgłaszają się do naszego ośrodka, w tym nasi lekarze i pielęgniarki oceniają stan dzieci. Odbiega on mocno od prawidłowego rozwoju niemowląt i najmłodszych dzieci. Mogę powiedzieć, że w tym konflikcie głód jest narzędziem wojny – dodała.

W rozmowie afrykanistka wspomniała o trudnościach z dostarczeniem pomocy, kiedy to transport z żywnością terapeutyczną i lekami kupionymi w Kenii musi pokonać ponad 4 tys. km, by dotrzeć do potrzebujących. Pokonanie trasy z Nairobi do Gordhim zajęło miesiąc i duża część tego czasu to załatwianie formalności oraz zatrzymywanie ciężarówek na posterunkach w Sudanie Południowym. Trudności te z roku na rok są coraz bardziej dotkliwe – oceniła.

Oceniła, że na razie nie widać szans na zakończenie wojny i pokój w Sudanie, a kryzys się pogłębia. Z punktu widzenia pracownika humanitarnego nie widzę żadnych sygnałów, które mogłyby dać jakąkolwiek nadzieję i świadczyć o tym, że w ciągu na przykład najbliższego pół roku albo roku coś się zmieni – powiedziała.

Sami Sudańczycy nie rozmawiają o polityce, nie mają dylematów, czy wrócić do kraju. Nikt o tym nie myśli, bo skupia całą swoją uwagę i siły na przetrwaniu z dnia na dzień. Mówię o ludziach, którzy nie mają dachu nad głową, nie mają co włożyć do garnka albo nie mają czym nakarmić swoich dzieci – dodała Mizerska.

PCPM prowadzi ośrodek dożywiania w Gordhim, w północno-zachodnim Sudanie Południowym od 2017 r. W ramach działań w tym kraju polska fundacja w latach 2019-2025 objęła opieką medyczną ponad 100 tys. dzieci oraz ponad 41 tys. matek.

Zapomniana wojna

Uwagę opinii publicznej i mediów koncentruje wojna w Ukrainie i Bliski Wschód; Sudan to konflikt zapomniany – ocenił dla PAP politolog dr Jędrzej Czerep z PISM.

Konflikt w Sudanie to nie tylko wojna wewnętrzna, ale swój udział mają też aktorzy zagraniczni. Najważniejszym z nich są Zjednoczone Emiraty Arabskie, które dozbrajają, finansują i są politycznym wsparciem dla bojówek RSF, które chcą przejąć kontrolę nad krajem. Moim zdaniem ucięcie tego kanału zasilania wojny byłoby najważniejszym działaniem, które mogłoby ją zatrzymać – stwierdził ekspert.

Zapytany, dlaczego inne państwa nie reagują na tę sytuację, rozmówca PAP ocenił, że "nikt nie chce się narazić Zjednoczonym Emiratom Arabskim". O ile w kuluarowych rozmowach każdy zgodzi się z tym, że głównym problemem wojny w Sudanie jest wsparcie Zjednoczonych Emiraty Arabskich dla RSF, to już kiedy się rozmawia o tym w gabinetach decydentów w światowych stolicach, okazuje się, że to rzecz nie do przeskoczenia. Dla mnie jest to niezrozumiałe, bo nie ma powodu, dla którego mamy ulegać polityce jakiegoś kraju, która prowadzi do destrukcji, a jeśli jest to dla nas pożądany partner, nie wymagać od niego więcej – podkreślił.

W opinii politologa trwająca od trzech lat wojna zmienia się wraz z postępem technologicznym, co przypomina sytuację na ukraińskim froncie. W Sudanie okresowo przewagę uzyskuje jedna lub druga strona i jest to zależne od wprowadzenia nowego elementu technicznego, w tym dronów lub systemów wyłączających komunikację strony przeciwnej, tak że walczący są głusi i ślepi na polu walki – wyjaśnił Czerep.

Zwrócił uwagę, że w ostatnich miesiącach wzrosła znacząco liczba ataków przeprowadzanych przy udziale dronów, w tym na cele cywilne, jak bazary, szkoły czy szpitale. Potwierdzają to opublikowane w tym tygodniu dane UNICEF, według których od stycznia do marca zginęło co najmniej 160 dzieci, a 85 zostało rannych, z czego 78 proc. to ofiary ataków dronowych. Organizacja podała, że to o 50 proc. więcej ofiar śmiertelnych i rannych wobec pierwszego kwartału 2025 r.

Sudan jak Ukraina

Myśląc o możliwym zawieszeniu broni, porównałbym sytuację w Sudanie do wojny w Ukrainie. Oto mamy stronę atakującą i stronę broniącą się. Nie ma równowagi pomiędzy dwoma stronami tego konfliktu. Nie mamy tu do czynienia z bezmyślnymi generałami, którzy wzięli się za łby i teraz trzeba ich rozdzielić i pogodzić. Ilość aktów przemocy wobec cywilów jest policzalna. Ośrodki badawcze szacują, że około 80–90 proc. z nich miała miejsce na terenach przejętych przez RSF, które jest ugrupowaniem ludobójczym, a do tego w dużym stopniu wykorzystującym zagranicznych najemników – wyjaśnił rozmówca PAP.

Według danych opublikowanych przez Międzynarodową Organizację ds. Migracji (IOM) z kwietnia 2026 r., blisko 4 mln ludzi zdecydowało się na powrót do miejsc swojego zamieszkania, mimo braku gwarancji bezpieczeństwa. To największy ruch osób przesiedlonych, jaki odnotowano od dziesięcioleci. Co ważne, 90 proc. Sudańczyków, którzy zdecydowali się na ten krok, wróciło na tereny, z których wyparto RSF. Na tereny kontrolowane przez bojowników nie wraca praktycznie nikt – skomentował Czerep.

W ciągu tych trzech lat mamy do czynienia z ogromnym kryzysem uchodźczym. Miliony Sudańczyków uciekało przed terrorem, przed rzeczywistością okupacji przez RSF. W przypadku zachodniej części kraju, w tym Darfuru, możemy mówić o milionach, które mogą nigdy nie wrócić do swych domów – dodał.

Pytany, czy zawieszenie broni mogłoby realnie wpłynąć na zakończenie konfliktu, ekspert ocenił, że "bez rozbrojenia RSF i ucięcia kanałów wsparcia dla bojówek, doszłoby jedynie do zabetonowania konfliktu na jakiś okres".

Zawieszenie broni dałoby czas RSF, może kilka miesięcy, na przegrupowanie sił i dozbrojenie się, by następnie bez mrugnięcia okiem zaatakować ponownie i próbować zdobyć władzę w całym kraju, co jest ich celem od początku wojny – zaznaczył Czerep.

Wyobraźmy sobie, że mamy włamywacza, który wszedł do naszego domu. Sąsiad mediator mówi, abyśmy przestali z nim walczyć i oddali mu nasz duży pokój i korytarz. Nam zostaje mały pokój i kuchnia. Tylko, że jak nasz sąsiad wyjdzie, to złoczyńca dźgnie nas w plecy nożem i tyle będzie z naszego porozumienia. To nie tylko moja ocena, ale też Sudańczyków, którzy sami wiedzą czego potrzebują i jakie rozwiązanie konfliktów byłoby najlepsze dla nich – dodał rozmówca.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj