Dziennik Gazeta Prawana logo

"Niskie kary zachęcają do zbrodni"

12 października 2007, 15:07
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Wypuszczenie przez prokuraturę dziewczyny, która sprowokowała bandycki wyczyn swoich bliskich kolegów w Lublinie to skandal. Równie karygodną rzeczą jest decyzja sądu pozostawiająca na wolności nożowników z Gubałówki - pisze w DZIENNIKU kryminolog Brunon Hołyst.
Wynika ona z nadmiernego liberalizmu polskiego aparatu sprawiedliwości. Rodzaj przestępstwa w Zakopanem, a więc bójka z użyciem niebezpiecznego narzędzia - pamiętajmy, że w ruch poszedł nóż nakazywał zastosowanie aresztu wobec podejrzanych. Również okoliczności przemawiają przeciw łagodnemu traktowaniu takich zbrodniarzy przez sąd. Odwrotnie - powinny być oni oceniani surowiej. To poważna sprawa - sześciu pociętych nożem. Z czego dwóch rannych odniosło ciężkie obrażenia wymagające długiego leczenia. Co to znaczy? To wskazuje, iż bandycka postawa sprawców była aktem agresji nie na zasadzie odruchu, lecz przemocą długotrwałą, której celem było zamierzone zadanie cierpień ofiarom. Ludzi, którzy brali aktywny udział w takiej krwawej rozprawie, nie można pozostawiać na wolności przed postawieniem ich przed sądem.

Osadzenie sprawców z Gubałówki, podobnie jak prowodyrki Niny R. z Lublina w areszcie, ma ogromne znaczenie profilaktyczne. Jest rodzajem ostrzeżenia: "Uważajcie potencjalni sprawcy. Czeka was podobny los, jak waszych kolegów. Nie będziemy się wahać, żeby potraktować was równie surowo".

Mam przed oczami przypadek sprzed kilku lat, kiedy sąd warszawski wykazał łagodność i wypuścił z aresztu "Starego Karego", bandytę z gangu modlińskiego. Kilka tygodni po jego wyjściu na wolność gang odżył na nowo. To było koniunkturalne zwolnienie. Szło z kierunkiem mody w sądach. A więc sąd działał pod presją środowiskową. Niezależnie od tego jednak, czy była to decyzja w pełni autonomiczna, czy miały na nią wpływ czynniki uboczne, był to niewątpliwie poważny błąd sądu.

Jeżeli mamy do czynienia z groźnym przestępcą, jeżeli dla lokalnej społeczności przestępca staje się postrachem - a tak było z gangsterem z Modlina, to sąd musi pokazać, że czuwa nad bezpieczeństwem szarych obywateli. I stosuje względnie surową politykę karną.

Niektórzy opacznie dostrzegają rolę sądu. Widzą go jakby nieco na uboczu. Ograniczają ją wyłącznie do funkcji ferowania sankcji, tzn. wymierzania kary oskarżonym bądź uwalniania ich od zarzutów zawartych w akcie oskarżenia. Tymczasem sąd - podobnie jak policja i prokuratura - obowiązany jest dbać o bezpieczeństwo obywateli. Oczywiste, że ten obowiązek wypełnia narzędziami, jakimi rozporządza. Wród nich są decyzje dotyczące tego, kogo osadzać w areszcie tymczasowym, kogo i kiedy wypuszczać na przerwy w odbywaniu kary więzienia, a kogo zwalniać przedterminowo z więzienia. To wszystko też kształtuje opinię społeczeństwa na temat sprawiedliwości w państwie.

Normalni obywatele, nieuwikłani w różne interesy polityczne lub grupowe, często najlepiej wyłapują wszelkie mielizny i cienie, jakie pojawiają się na obrazie prokuratury i sądu.

Dlatego tych odczuć nie tylko nie można ignorować, pozostając w kręgu fachowców czy tzw. ekspertów. Opinie przeciętnych obywateli winny być podstawową wskazówką do prawidłowej oceny sądu czy prokuratury. Ja w każdym razie "głosu ulicy" nigdy nie pomijam.

Łatwo przecież zauważyć, że z punktu widzenia tych wielorakich decyzji sądu można mówić o pozytywnej i negatywnej roli polityki karnej dla społeczeństwa.

Kiedy mamy do czynienia z liberalną polityką karną, ewentualni sprawcy mówią: "A co tam, nic nam nie grozi. Pewnie prokuratura nawet nie da wniosku o aresztowanie. A jak już będzie się dopominała, żeby nas przymknąć do sprawy, to nie zgodzi się sąd. Jest nieźle. Można trochę się zabawić. Można nawet poszaleć".

Liberalna polityka zachęca do wejścia na drogę przestępstwa. Zwiększa też wśród sprawców poczucie potencjalnej bezkarności. Rodzi się bardzo niebezpieczna tendencja przynosząca wzrost przestępczości, narastania strachu wśród obywateli. Odbija się to na mobilności społecznej - ludzie wolą siedzieć w domu, niż ryzykować wychodzenie wieczorem do przyjaciół czy znajomych. To z kolei powiększa atomizację społeczną, zakłóca naturalny rozwój więzi, co jak wiadomo, sprzyja agresji. Koło się zamyka.

Jeśli zaś jest surowa, acz sprawiedliwa polityka karna, oczywiście w każdej konkretnej sytuacji, wpływa na podniesienie bezpieczeństwa obywateli. Kształtuje się też świadomość prawną w społeczeństwie. A w tym podstawowa reguła: „Nie opłaca się być przestępcą. Zostają zahamowane groźne dla społeczeństwa tendencje.

Na tym tle widać wyraźny rozdźwięk, jaki występuje między postulatami ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry (zgodnego z linią PiS) a praktyką, jaka ma miejsce w prokuraturze i sądach. Ziobro chce zaostrzyć prawo, a obecne przepisy stosować z możliwie maksymalną surowością, gdy tymczasem prokuratura i sąd postępują nader liberalnie.

Jednym z powodów jest odreagowanie po czasach PRL, kiedy stosowano drakońską politykę karną. Za drobne przestępstwa finansowe czy gospodarcze wlepiano kary wieloletniego więzienia. Przypomnę tylko wyroki kary śmierci w tzw. aferze mięsnej w latach 60.

Drugi motyw łagodnego traktowania podejrzanych przez prokuraturę i oskarżonych przez sąd jest to, że niektórzy prokuratorzy i sędziowie lubią mieć w środowisku opinię liberałów.

Wychodzą z założenia, że nie mogą stosować ostrych sankcji wobec człowieka, którego trzeba przywrócić społeczeństwu jako w pełni pożytecznego jego członka. Ale jak on jest bandytą, to jego nie da się społeczeństwu przywrócić.

Jest jeszcze jeden hipotetyczny - co wcale nie znaczy, że nieistotny - powód liberalnej postawy wielu prokuratorów i sędziów. Niektrzy z nich uważają, że minister Ziobro ze zbyt małym szacunkiem odnosi się do środowiska prawników, że wdaje się w konflikty z autorytetami, choćby z profesurą pracującą nad nowelizacją kodeksu karnego.

Mówią więc: Nie będziemy respektować ani wymogów, ani postulatów ministra Ziobry. Nikt nam nie będzie niczego narzucał. My mamy własny rozum i własne sumienia i będziemy działać zgodnie z nimi. Oto ich argumentacja.
Brunon Hołyst, prawnik; specjalista w dziedzinie kryminalistyki, kryminologii i wiktymologii. Od 1978 r. profesor Uniwersytetu Łódzkiego. W latach 1974 1990 dyrektor Instytutu Problematyki Przestępczości. Członek wielu zagranicznych komitetów naukowych, m.in. Międzynarodowego Towarzystwa Kryminologicznego (w latach 1980 1985 wiceprzewodniczący).
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj