Zdaniem portalu, przed "miażdżącą porażką" nie uchroniło Orbana nawet poparcie m.in. prezydenta USA Donalda Trumpa i wiceprezydenta J.D. Vance'a.
Orban przestrzelił z dwoma straszakami: Ukrainą i Unią
"Zewnętrzna ingerencja ze strony MAGA (amerykańskiego ruchu skupionego wokół Trumpa – PAP) i europejskich populistów, takich jak Marine Le Pen we Francji, Geert Wilders w Holandii i Matteo Salvini we Włoszech, którzy podobnie jak Vance pojawili się w Budapeszcie, by prowadzić kampanię na rzecz Orbana, była po prostu zmarnowanym wysiłkiem" – oceniło Politico w artykule opublikowanym w niedzielę późnym wieczorem.
Redakcja zwróciła uwagę, że węgierscy wyborcy "byli niespokojni i coraz bardziej zmęczeni (Orbanem – PAP) i jego partią Fidesz, utożsamianą z kumoterstwem i korupcją, które przyczyniają się do załamania gospodarki".
Orban "nie miał nowej odpowiedzi na zmieniające się nastroje społeczne". "Uparcie trzymał się strategii, którą stosował w trzech poprzednich wyborach, przedstawiając się jako jedyny człowiek zdolny do ochrony węgierskich interesów, i jednocześnie kreował zewnętrzne zagrożenia. W tej kampanii Orban oskarżył rywala o wciąganie kraju w wojnę poprzez (rzekomy – PAP) sojusz z dwoma odwiecznymi straszakami: Unią Europejską i prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim" – czytamy.
Zdaniem Politico właśnie ta błędna ocena dotycząca węgierskiego elektoratu pomogła Magyarowi wobec manipulowania przez Fidesz granicami okręgów wyborczych, przyjęcia mediów i kupowania głosów.
Czy Peter Magyar to po prostu Viktor Orban z 2010 roku?
Wykorzystując frustrację wyborców, partia Magyara obiecała zbudować nowoczesne, europejskie Węgry, co spodobało się nie tylko młodym wyborcom, ale także mężczyznom w średnim wieku, robotnikom fizycznym, którzy stanowią ważną część tradycyjnego elektoratu Fideszu – powiedział w rozmowie z portalem Matyas Bodi, analityk geopolityczny związany z Uniwersytetem Loranda Eotvosa w Budapeszcie.
(Magyar – PAP) wypowiadał się bardzo podobnie jak Orban w 2010 r., kiedy z podobnym zapałem prowadził kampanię skupioną na kwestiach gospodarczych i zobowiązał się do poprawienia losu zwykłych Węgrów – zauważył Peter Molnar, naukowiec i członek Fideszu do 1994 roku.
Również niemiecka telewizja ARD stwierdziła, że Magyar wygrał dlatego, że tak jak Orban, jest konserwatystą. Podobnie jak wielu Węgrów jest bardzo sceptycznie nastawiony do przyjęcia Ukrainy do UE. Magyar ucieleśnia to, czym chce być ogromna większość Węgrów – "dumnym narodem w Unii Europejskiej".
Politico podkreśliło, że "przez cały (wyborczy) wyścig Magyar pozostał waleczny i nastawiony na przyszłość, bez wahania prowadząc kampanię w miastach i wsiach tradycyjnie sprzyjających Fideszowi, czego nigdy nie robili poprzedni kontrkandydaci Orbana". W kampanii wyborczej "na każde miasto, które odwiedził Orban, przypadało sześć miejscowości, które odwiedził Magyar, podkreślając swoją dostępność". Podczas wizyt na wsiach lider Tiszy zabierał ze sobą tekturową podobiznę Orbana, która miała symbolizować nieobecność premiera w rozmowach z wyborcami.
Brytyjski historyk: To przyniosło Magyarowi zwycięstwo
Brytyjski historyk Timothy Garton Ash z think tanku Chatham House zauważył, że Magyarowi zwycięstwo przyniosło nagłośnienie problemu korupcji na Węgrzech. Ludzie mogą akceptować kleptokrację tak długo, jak gospodarka prosperuje, ale jeśli gospodarka zaczyna podupadać i zobaczą, że to inni napełniają sobie kieszenie, można spodziewać się reakcji – zauważył.
Według wyników na podstawie niemal 99 proc. przeliczonych głosów TISZA może liczyć na 138 mandatów w 199-miejscowym parlamencie Węgier. Koalicja Fidesz-KDNP pod przewodnictwem dotychczasowego premiera Viktora Orbana otrzymała 55 mandatów. Do parlamentu wejdzie też skrajnie prawicowa partia Mi Hazank, która może liczyć na sześć miejsc.