Walentynki to święto społeczeństwa, nas wszystkich i nikt nie może nam tego dnia zawłaszczyć i wykorzystać do własnych celów. Polacy w przeszłości zbyt często byli manipulowani, przeróżne święta stawały się narzędziem propagandy i elementem nacisku. Szczególnie skwapliwie korzystały z tej okazji władze PRL. Obecnie nastąpił całkowity odwrót. Zapanowała pustka po dawnych paradach, hucznych uroczystościach w przeszłości tłumnie odwiedzanych przez Polaków. Pozostały jedynie smętnie zwisające flagi. I troszkę mi żal, że ludzie swoją niechęć do przeszłości przenieśli także na nasze święta narodowe.
Polacy po prostu bojkotują wyznaczane odgórnie święta, bo zaczęła drażnić ich nadęta celebra tych uroczystości. Mają dość zadufania i wykorzystywania symboliki narodowej przez kolejne ekipy rzadzące. Dlatego zaczęli szukać czegoś, co nie jest w żaden sposób nacechowane negatywnie. A co może być lepszego od święta promującego miłość?
Znaleźli swój własny dzień, które ma być pełen tylko dobrych, pozytywnych emocji. Dzień zakochanych stał się dla wielu ludzi motorem, aby raz do roku przełamać się i zrobić coś na co do tej pory nie potrafili się odważyć. I dobrze, naprawdę potrzeba więcej takich dni w roku! Dzięki Walentynkom wielu ludzi, którzy mają problemy z ekspresją, może chowając się za symboliką serduszek, wierszyków miłosnych, kartek, maskotek wyrazić swoje emocje. To taka współczesna wersja gry towarzyskiej flirt, która była bardzo modna w moich czasach. Dzięki zabawie, z przymrużeniem oka uczymy się mówić o sprawach ważnych, wyznawać sobie miłość, okazywać emocje. Przestajemy bać się odrzucenia i kompromitacji, nabieramy większej pewności siebie.
Oczywiście, trudno ocenić, szczerość takiego zachowania oraz czy samo podejście do miłości nie uległo skomercjalizowaniu. Ja mimo wszystko uważam, że udało się zachować równowagę pomiędzy rynkiem, a obywatelami. To własnie te dwa elementy są inicjatorem i siłą sprawczą Walentynek. Wprawdzie czasem mam wrażenie, że forma zaczyna przerastać treść, że wszędzie wręcz wylewają się na nas reklamy prezentów walentynkowych, że ktoś próbuje nam mówić jak mamy się zachowywać, czy co kupować ukochanemu, aby był „naprawdę” szczęśliwy, ale przecież nie trzeba wydawać majątku. Małe czekoladowe serduszko naprawdę wystarczy, aby powiedzieć „Kocham Cię”. Liczy się przede wszystkim gest. Walentynki to właśnie taki symboliczny dzień gestów i porywów serca.
prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog