Dziennik Gazeta Prawana logo

"Europa potrzebuje dobrej konstytucji"

12 października 2007, 15:48
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
"Polacy mają prawo domagać się od Unii solidarności energetycznej. Solidarność nie może jednak być jednostronna. My także mamy prawo oczekiwać od Polski solidarności, na przykład przy realizacji Traktatu Konstytucyjnego" - mówi DZIENNIKOWI Hans-Gert Pöttering, przewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Katarzyna Szymańska-Borginon (RMF FM): Czy Unia Europejska powinna wypracować całkiem nowy projekt Traktatu Konstytucyjnego?
Hans-Gert Pöttering: Zmiany w pierwszej i drugiej części istniejącego Traktatu Konstytucyjnego nie są potrzebne. Przypominam, jest w nich mowa o kompetencjach Unii oraz państw członkowskich i o tym, czym jest Unia. Opowiadam się także za zawartym w Traktacie Konstytucyjnym sposobem podejmowania decyzji w Radzie UE, czyli poprzez tzw. podwójną większość.

Kiedy jest szansa na ratyfikację nowego Traktatu?
Na szczycie UE w czerwcu uzgodnimy konkretny kalendarz. Chciałbym widzieć rezultaty przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, co oznacza, że ratyfikacja Traktatu musiałaby nastąpić przed czerwcem 2009 roku. Wybory do PE odbyłyby się już na podstawie nowego Traktatu.

Czy w Traktacie powinno się znaleźć odwołanie do Boga?

Będąc liderem Europejskiej Partii Ludowej-Europejskich Demokratów w Parlamencie Europejskim, czyli do stycznia 2007 roku, mocno walczyłem, by takie odniesienie znalazło się w Traktacie. Chciałem, by miało postać odwołania do wartości judeochrześcijańskich. Niestety, nie odnieśliśmy sukcesu. Mimo to chrześcijańskie wartości, takie jak godność człowieka, jego podstawowe prawa i zasada solidarności, znajdują się już w Traktacie Konstytucyjnym, w artykule 52., który mówi o szczególnej roli Kościołów w naszym społeczeństwie. Chciałbym, żeby w tekście było coś więcej, ale to się nie udało.

Czy w Traktacie powinien znaleźć się zapis o solidarności energetycznej, gwarantujący Polsce pomoc innych krajów UE w razie przerwy w dostawach energii z Rosji?
Polacy mają prawo domagać się takiej solidarności od Unii. Solidarność nie może jednak być jednostronna. My także mamy prawo oczekiwać od Polski solidarności, na przykład przy realizacji Traktatu Konstytucyjnego. Zresztą sama zasada solidarności już jest zapisana w istniejącym Traktacie, tyle że dotyczy wszystkich dziedzin polityki UE. Wprowadzenie stwierdzeń, mówiących konkretnie o solidarności energetycznej w podstawowej treści Traktatu, byłoby problemem dla krajów, które już ratyfikowały ten dokument. Uważam jednak, że taki zapis mógłby się znaleźć w protokole lub w dołączonej do Traktatu deklaracji politycznej.

Parlament Europejski niedawno poparł solidarnie Polskę w sprawie rosyjskiego embarga na mięso. I nic z tego nie wynikło...
Niezupełnie. Rosja zaczęła sobie zdawać sprawę, że Polska nie jest w tym sporze sama. I że ostatecznie wrócimy do negocjacji na temat partnerstwa i współpracy Unii z Rosją. Jestem zwolennikiem tego, by w tej umowie znalazły się zapisy o bezpieczeństwie dostaw energii.

Szef francuskiej dyplomacji Philippe Douste-Blazy twierdzi, że Parlament Europejski jest daleko od ludzi, dlatego nie może odgrywać znaczącej roli w przygotowywaniu projektu nowego Traktatu Konstytucyjnego. Zgadza się Pan z tym?

Niektórzy politycy krytykują nas za oddalenie od społeczeństwa, ale sami nie są zbyt blisko własnych obywateli. Jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego bardzo naciskam na to, by PE był włączony w przygotowywanie konstytucji tak samo jak podczas poprzednich negocjacji.

Jednak coraz częściej słyszy się, że tym razem Traktat zostanie przygotowany w zaciszu gabinetów krajów członkowskich.
Niektórzy rzeczywiście by tego chcieli. Ja uważam, że Parlament powinien uczestniczyć w procesie powstawania konstytucji.

Stosunki polsko-niemieckie są ostatnio dosyć trudne. Czy dostrzega Pan tu jakąś winę Berlina?
Urodziłem się we wrześniu 1945 roku. Mój ojciec zginął, zanim przyszedłem na świat. Walczył jako zwykły żołnierz na terenie ówczesnych wschodnich Niemiec, które dzisiaj należą do Polski. Dorastałem w mocnym przekonaniu o konieczności pojednania między Polską a Niemcami. Bardzo duży wpływ na moje myślenie wywarł opublikowany w 1965 roku list biskupów polskich do niemieckich, w którym napisali: "Przebaczamy i prosimy o wybaczenie". To jest stwierdzenie głęboko zakorzenione w chrześcijańskim myśleniu. Mam nadzieję, że dziś każdy w Polsce i w Niemczech będzie pamiętał o tych pięknych słowach.

Ale konkretnie. Elmar Brok, rozgoryczony po przegranej walce o fotel szefa komisji spraw zagranicznych PE, mówił, że w tym sporze odegrała rolę nacjonalistyczna argumentacja, i że po raz pierwszy nie były możliwe rokowania na zasadach parlamentarnych, bo polski rząd uznał tę sprawę za kwestię prestiżu narodowego. Zgadza się Pan z tą oceną?
Nie chcę komentować tego, co się działo wokół wyboru szefa komisji spraw zagranicznych. Sadzę, że doszliśmy w końcu do porozumienia. Mogę tylko powiedzieć, że Elmar Brok, jako szef komisji spraw zagranicznych, zrobił bardzo wiele dla członkostwa Polski i wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej w Unii.

W kuluarach Parlamentu Europejskiego mówi się o rosnącej dominacji Niemiec. Mówią o tym nie tylko Polacy, ale także Francuzi i inni...
Nie sądzę, żeby wzrastał wpływ Niemiec w europejskich instytucjach. Ja sam oddałem bardzo wpływowe stanowisko przewodniczącego największej grupy politycznej w Parlamencie Europejskim. Niemieckie przewodnictwo w UE potrwa tylko pół roku. Tak się złożyło, że zbiegło się ono z objęciem przeze mnie szefostwa PE. Jednak taka sytuacja miała już miejsce w przeszłości, gdy szefem PE był Irlandczyk Pat Cox, a Irlandia sprawowała przewodnictwo w UE.

Mówi się, że Pan, jako szef europejskich chadeków, największej grupy politycznej w PE, oraz Martin Schultz, także Niemiec, przewodniczący eurosocjalistów, drugiej co do wielkości grupy, załatwialiście wiele spraw między sobą w interesie Berlina.
To nie jest właściwa ocena. Opiera się na myśleniu wyłącznie w kategoriach narodowych, a PE nie funkcjonuje w taki sposób. Oczywiście, jestem Europejczykiem o niemieckich korzeniach. Gdy zostałem po raz pierwszy wybrany przewodniczącym europejskich chadeków w 1999 roku, otrzymałem ponad 90 procent głosów. Byłem wybierany ponownie, otrzymując 95 procent głosów w tajnym głosowaniu. Jeżeli członkowie grupy nie mieliby do mnie zaufania, nie otrzymałbym takiego poparcia.

Czy pańskim zdaniem na nowym rozdaniu funkcji w Parlamencie Europejskim Polska zyskuje, czy traci na znaczeniu?
To musicie ocenić sami.

Dwaj nowi polscy wiceprzewodniczący PE, Marek Siwiec i Adam Bielan, otrzymali najmniej głosów z wszystkich wiceprzewodniczących. Dlaczego? Są tak mało znani, czy może nie są lubiani?
Nie mam wytłumaczenia tego rezultatu. Każdy może głosować, jak chce.

Istnieje jednak zasada, że im mniej głosów, tym mniej prestiżowe zadania w ramach prezydium Parlamentu.
Będę chciał znaleźć rozwiązanie satysfakcjonujące dla wszystkich. Chciałbym, aby każdy zajmował się w PE tym, czym pragnie. Nie mogę jednak tej decyzji podejmować jednoosobowo. Muszę znaleźć kompromis. A dwaj polscy wiceprzewodniczący są tak samo mile widziani, jak pozostali.

Czy Saryusz-Wolski jako szef komisji spraw zagranicznych będzie zajmować się Traktatem Konstytucyjnym, czy też do tego celu zostanie stworzona nowa komisja?
Nie sądzę, żeby specjalna komisja ds. traktatu była użyteczna. Wolę, żeby członkowie PE byli włączeni do konferencji międzyrządowej na zakończenie debaty o traktacie. Ale o tym, czy taka specjalna komisja ostatecznie powstanie, zadecydują szefowie grup politycznych. Ja zrzekłem się kierowania najsilniejszą z nich, więc z narodowego punktu widzenia Niemcy straciły część wpływów w Parlamencie Europejskim...
Hans-Gert Pöttering, przewodniczący Parlamentu Europejskiego
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj