Rodząca się na początku lat 90. rosyjska wolność słowa poniosła klęskę. Okazało się, że niezależnych dziennikarzy mamy w Rosji zdecydowanie mniej niż czekistów zainteresowanych odbudowaniem autorytarnego reżimu - pisze w DZIENNIKU rosyjski publicysta Oleg Panfiłow.
Ostatnie pięć lat to pasmo porażek rodzącej się na początku lat 90. rosyjskiej wolności słowa. Pierwsze nieśmiałe próby dziennikarskiej walki o niezależność
okazały się jednak zbyt słabe w porównaniu z potęgą nowej rosyjskiej nomenklatury wywodzącej się z byłych oficerów KGB - nomenklatury, która w najbardziej szalonych snach nie jest w stanie
dopuścić możliwości istnienia w Rosji wolności i demokracji. Okazało się więc, że niezależnych dziennikarzy mamy w Rosji zdecydowanie mniej niż czekistów zainteresowanych odbudowaniem
autorytarnego reżimu.
Władza nad treścią
Sytuacja w Rosji przypomina dziś czasy sowieckie, kiedy na temat telewizyjnych dzienników mówiono, że zawierają "informacje o Breżniewie i dwie minuty na temat pogody". Wiosną nasze Centrum Dziennikarstwa Ekstremalnego (niezależna instytucja badająca rosyjskie media) przeprowadziło monitoring publicznych kanałów telewizyjnych. Chcieliśmy się zorientować, który z polityków i przedstawicieli władzy jest najczęściej prezentowany w programach informacyjnych. Rezultat naszych badań był oszałamiający. Aż 91-93 proc. czasu w telewizyjnych dziennikach w tzw. prime time poświęcono działaniom władz: prezydentowi 40 proc., premierowi i jego zastępcom - 40 proc., oraz liderom partii władzy, czyli Wspólnej Rosji - ponad 12 proc. Opozycja praktycznie jest zaś w dziennikach telewizyjnych nieobecna.
To efekt świadomej strategii władzy. W 2000 roku Putin podpisał szczególny dokument - Doktrynę Bezpieczeństwa Informacyjnego. Kilkadziesiąt razy pojawiają się w nim sformułowania "broń informacyjna" oraz "wojna informacyjna", a tylko raz wspomniana jest "wolność słowa". To informacyjny program nowego prezydenta, chętnie wdrażany w życie przez państwowy aparat. Co więcej, w rosyjskiej telewizji znowu gości antyzachodnia propaganda, wspierana filmami o licznych wrogach i zagranicznych szpiegach starających się zniszczyć wielką Rosję. Ludzie to oglądają i wierzą - władza wspaniale wykorzystuje sięgające sowieckiej epoki zaufanie społeczeństwa do telewizji.
W tej chwili najbardziej wpływowe rosyjskie media to pięć w całości kontrolowanych przez państwo kanałów telewizji publicznej. Jeśli chodzi o radio - wszystkie radiostacje informacyjne, oprócz "Echa Moskwy", transmitują wiadomości właściwie mało różniące się od tych z czasów sowieckich - wiele słów o władzy i trochę o pogodzie. Obraz byłby niepełny bez dodania do niego 88 regionalnych stacji radiowo-telewizyjnych oraz ogromnej liczby państwowych gazet. Sytuacja w mediach zaczyna wracać do stanu znanego z czasów Breżniewa.
Przywracanie sowieckich obyczajów dotyczy jednak nie samej instytucjonalnej kontroli nad mediami. Gdy w Rosji, tuż po upadku ZSRR, pojawiło się dziennikarstwo niezależne, przynajmniej na początku oznaczało ono nie tylko niezależność od władz, ale także od państwowych dowodów uznania, czyli nagród i orderów. Ten okres skończył się jednak bardzo szybko. Prezydent Jelcyn, publicznie ostro krytykujący czasy komunistyczne, szybko przywrócił tradycje nagradzania dziennikarzy. Tylko jeden z nich - Andriej Babicki - po rozpoczęciu wojny w Czeczenii zwrócił Jelcynowi otrzymany w 1991 roku medal "Obrońcy wolnej Rosji".
Marchewka dla wiernych
W czasach Putina tradycja nagradzania wiernych władzy dziennikarzy i artystów została w pełni przywrócona. Kilka miesięcy temu Federalna Służba Bezpieczeństwa ogłosiła laureatów nagrody za najlepsze dzieło literatury i sztuki poświęcone działalności spadkobierców Feliksa Dzierżyńskiego. Jak ogłoszono w centrum informacyjnym FSB, "do konkursu stanęło ponad 250 redakcji, filmowych studiów, filmowych kompanii oraz pojedynczych autorów. A komisja konkursowa wybrała dzieła, w których na wysokim poziomie artystycznym najbardziej obiektywnie przedstawiono wizerunek pracownika organów bezpieczeństwa...".
Zwycięzców wyłoniono w kilku kategoriach: program telewizyjny i radiowy, literatura piękna i dziennikarstwo, film telewizyjny i pełnometrażowy, dzieło muzyczne, kreacja aktorska. W jury zasiadali: z-ca szefa FSB - Wiaczesław Uszakow, szef pierwszego kanału telewizji publicznej - Konstanty Ernst, przewodniczący Związku Pisarzy Rosji - Walery Ganiczew, narodowy artysta Rosji, malarz - Wasilij Nesterenko, aktor - Michaił Nożkin oraz reżyser - Fiodor Bondarczuk (autor "9. kompanii" - przyp. red.). Większość z nich dała się poznać jako bezkompromisowi państwowcy, zwolennicy "twardej ręki". Takim ludziom imponuje oczywiście ideologia konkursu, którego zadaniem jest - jak wyjaśnił jego twórca, szef służb informacyjnych FSB Oleg Matwiejew - powrót do doświadczeń minionych lat. "Od 1978 do 1989 roku istniała specjalna nagroda KGB przyznawana tym, którzy tworzyli pozytywny wizerunek pracownika służb. Przywrócenie tej nagrody jest kolejnym krokiem w stronę realizacji polityki rozumnej otwartości specsłużb, czyli rozwoju i umocnienia związków ze społeczeństwem obywatelskim" - tłumaczył Matwiejew.
Główna nagroda wyniosła 100 tys. rubli, czyli ok. 2800 euro. Nieszczególnie to dużo, ale jak mówią sportowcy - liczy się nie tyle wygrana, ile uczestnictwo w zawodach. Jednym z tegorocznych laureatów konkursu został dziennikarz drugiego programu telewizji publicznej Aleksander Sładkow, znany nie tylko z tego, że prezydent Putin nagrodził go medalem "za męstwo". Dwa lata wcześniej dowodzący wojskami w Czeczenii generał Wiktor Kazancew wręczył Sładkowowi specjalnie sygnowany jego imieniem pistolet. Oczywiście ludzie tacy jak Sładkow to szczególna kategoria żurnalistów. Nie wydaje się jednak, by budzili oni szczególną niechęć większości dziennikarskiego środowiska Rosji. Środowisko to bowiem jest już niemal w całości podporządkowane władzy.
Kij na niepokornych
Istnieją wprawdzie także gazety niezależne, ale i one wolą publikować wiernopoddańcze artykuły na cześć prezydenta, niż stanąć przed sądem czy też narazić się na zamknięcie pod wymyślonym pretekstem naruszenia przepisów przeciwpożarowych lub sanitarnych.
Jedynym "dostawcą" alternatywnych wiadomości pozostaje internet, ale i on wywołuje zaniepokojenie władz, które przekonały się, jakie usługi oddał internet podczas pomarańczowej rewolucji na Ukrainie. Dlatego rządzący starają się nowymi ustawami ograniczyć wolność mediów także na stronach internetowych. To niejedyne działania. Z roku na rok zwiększa się liczba zamordowanych dziennikarzy, podobnie jak wzrasta ilość spraw sądowych wytaczanych tym gazetom, które ośmielają się pisać np. o korupcji rządzących. Każdego roku kilkudziesięciu dziennikarzy jest oskarżanych o oszczerstwo. W ostatnich dwóch latach na więzienie skazano pięciu z nich.
Nienawiść do niezależnego dziennikarstwa oraz miłość do propagandy nie s związane z obecną profesją Władimira Putina. Naciski na media zaczęły sie właściwie natychmiast, gdy tylko Putin został premierem - czyli w sierpniu 1999 roku. Od razu stało się jasne, że nowy szef rządu, przeniesiony na to stanowisko z fotela dyrektora FSB, zajmie się przywróceniem "konstytucyjnego porządku w Czeczenii". O takim rewanżu marzyli rosyjscy generałowie, politycy-patrioci i politycy-nacjonaliści.
Naiwnie uznano, że istnieje jeden sposób, by zwyciężyć w nowej wojnie - trzeba zabronić dziennikarzom pisać o niej prawdę. Sposób to stary i sprawdzony w czasach ZSRR. Wojny czeczeńskiej Rosja co prawda do dziś nie wygrała, ale to właśnie walka z wolnymi mediami okazała się pierwszym zwycięstwem Putina w innej wojnie - tej, która ma prowadzić do odbudowy dawnego imperium.
Oleg Panfiłow, znany rosyjski publicysta, szef niezależnego Centrum Dziennikarstwa Ekstremalnego, instytucji zajmującej się badaniem wolności słowa w rosyjskich mediach
Władza nad treścią
Sytuacja w Rosji przypomina dziś czasy sowieckie, kiedy na temat telewizyjnych dzienników mówiono, że zawierają "informacje o Breżniewie i dwie minuty na temat pogody". Wiosną nasze Centrum Dziennikarstwa Ekstremalnego (niezależna instytucja badająca rosyjskie media) przeprowadziło monitoring publicznych kanałów telewizyjnych. Chcieliśmy się zorientować, który z polityków i przedstawicieli władzy jest najczęściej prezentowany w programach informacyjnych. Rezultat naszych badań był oszałamiający. Aż 91-93 proc. czasu w telewizyjnych dziennikach w tzw. prime time poświęcono działaniom władz: prezydentowi 40 proc., premierowi i jego zastępcom - 40 proc., oraz liderom partii władzy, czyli Wspólnej Rosji - ponad 12 proc. Opozycja praktycznie jest zaś w dziennikach telewizyjnych nieobecna.
To efekt świadomej strategii władzy. W 2000 roku Putin podpisał szczególny dokument - Doktrynę Bezpieczeństwa Informacyjnego. Kilkadziesiąt razy pojawiają się w nim sformułowania "broń informacyjna" oraz "wojna informacyjna", a tylko raz wspomniana jest "wolność słowa". To informacyjny program nowego prezydenta, chętnie wdrażany w życie przez państwowy aparat. Co więcej, w rosyjskiej telewizji znowu gości antyzachodnia propaganda, wspierana filmami o licznych wrogach i zagranicznych szpiegach starających się zniszczyć wielką Rosję. Ludzie to oglądają i wierzą - władza wspaniale wykorzystuje sięgające sowieckiej epoki zaufanie społeczeństwa do telewizji.
W tej chwili najbardziej wpływowe rosyjskie media to pięć w całości kontrolowanych przez państwo kanałów telewizji publicznej. Jeśli chodzi o radio - wszystkie radiostacje informacyjne, oprócz "Echa Moskwy", transmitują wiadomości właściwie mało różniące się od tych z czasów sowieckich - wiele słów o władzy i trochę o pogodzie. Obraz byłby niepełny bez dodania do niego 88 regionalnych stacji radiowo-telewizyjnych oraz ogromnej liczby państwowych gazet. Sytuacja w mediach zaczyna wracać do stanu znanego z czasów Breżniewa.
Przywracanie sowieckich obyczajów dotyczy jednak nie samej instytucjonalnej kontroli nad mediami. Gdy w Rosji, tuż po upadku ZSRR, pojawiło się dziennikarstwo niezależne, przynajmniej na początku oznaczało ono nie tylko niezależność od władz, ale także od państwowych dowodów uznania, czyli nagród i orderów. Ten okres skończył się jednak bardzo szybko. Prezydent Jelcyn, publicznie ostro krytykujący czasy komunistyczne, szybko przywrócił tradycje nagradzania dziennikarzy. Tylko jeden z nich - Andriej Babicki - po rozpoczęciu wojny w Czeczenii zwrócił Jelcynowi otrzymany w 1991 roku medal "Obrońcy wolnej Rosji".
Marchewka dla wiernych
W czasach Putina tradycja nagradzania wiernych władzy dziennikarzy i artystów została w pełni przywrócona. Kilka miesięcy temu Federalna Służba Bezpieczeństwa ogłosiła laureatów nagrody za najlepsze dzieło literatury i sztuki poświęcone działalności spadkobierców Feliksa Dzierżyńskiego. Jak ogłoszono w centrum informacyjnym FSB, "do konkursu stanęło ponad 250 redakcji, filmowych studiów, filmowych kompanii oraz pojedynczych autorów. A komisja konkursowa wybrała dzieła, w których na wysokim poziomie artystycznym najbardziej obiektywnie przedstawiono wizerunek pracownika organów bezpieczeństwa...".
Zwycięzców wyłoniono w kilku kategoriach: program telewizyjny i radiowy, literatura piękna i dziennikarstwo, film telewizyjny i pełnometrażowy, dzieło muzyczne, kreacja aktorska. W jury zasiadali: z-ca szefa FSB - Wiaczesław Uszakow, szef pierwszego kanału telewizji publicznej - Konstanty Ernst, przewodniczący Związku Pisarzy Rosji - Walery Ganiczew, narodowy artysta Rosji, malarz - Wasilij Nesterenko, aktor - Michaił Nożkin oraz reżyser - Fiodor Bondarczuk (autor "9. kompanii" - przyp. red.). Większość z nich dała się poznać jako bezkompromisowi państwowcy, zwolennicy "twardej ręki". Takim ludziom imponuje oczywiście ideologia konkursu, którego zadaniem jest - jak wyjaśnił jego twórca, szef służb informacyjnych FSB Oleg Matwiejew - powrót do doświadczeń minionych lat. "Od 1978 do 1989 roku istniała specjalna nagroda KGB przyznawana tym, którzy tworzyli pozytywny wizerunek pracownika służb. Przywrócenie tej nagrody jest kolejnym krokiem w stronę realizacji polityki rozumnej otwartości specsłużb, czyli rozwoju i umocnienia związków ze społeczeństwem obywatelskim" - tłumaczył Matwiejew.
Główna nagroda wyniosła 100 tys. rubli, czyli ok. 2800 euro. Nieszczególnie to dużo, ale jak mówią sportowcy - liczy się nie tyle wygrana, ile uczestnictwo w zawodach. Jednym z tegorocznych laureatów konkursu został dziennikarz drugiego programu telewizji publicznej Aleksander Sładkow, znany nie tylko z tego, że prezydent Putin nagrodził go medalem "za męstwo". Dwa lata wcześniej dowodzący wojskami w Czeczenii generał Wiktor Kazancew wręczył Sładkowowi specjalnie sygnowany jego imieniem pistolet. Oczywiście ludzie tacy jak Sładkow to szczególna kategoria żurnalistów. Nie wydaje się jednak, by budzili oni szczególną niechęć większości dziennikarskiego środowiska Rosji. Środowisko to bowiem jest już niemal w całości podporządkowane władzy.
Kij na niepokornych
Istnieją wprawdzie także gazety niezależne, ale i one wolą publikować wiernopoddańcze artykuły na cześć prezydenta, niż stanąć przed sądem czy też narazić się na zamknięcie pod wymyślonym pretekstem naruszenia przepisów przeciwpożarowych lub sanitarnych.
Jedynym "dostawcą" alternatywnych wiadomości pozostaje internet, ale i on wywołuje zaniepokojenie władz, które przekonały się, jakie usługi oddał internet podczas pomarańczowej rewolucji na Ukrainie. Dlatego rządzący starają się nowymi ustawami ograniczyć wolność mediów także na stronach internetowych. To niejedyne działania. Z roku na rok zwiększa się liczba zamordowanych dziennikarzy, podobnie jak wzrasta ilość spraw sądowych wytaczanych tym gazetom, które ośmielają się pisać np. o korupcji rządzących. Każdego roku kilkudziesięciu dziennikarzy jest oskarżanych o oszczerstwo. W ostatnich dwóch latach na więzienie skazano pięciu z nich.
Nienawiść do niezależnego dziennikarstwa oraz miłość do propagandy nie s związane z obecną profesją Władimira Putina. Naciski na media zaczęły sie właściwie natychmiast, gdy tylko Putin został premierem - czyli w sierpniu 1999 roku. Od razu stało się jasne, że nowy szef rządu, przeniesiony na to stanowisko z fotela dyrektora FSB, zajmie się przywróceniem "konstytucyjnego porządku w Czeczenii". O takim rewanżu marzyli rosyjscy generałowie, politycy-patrioci i politycy-nacjonaliści.
Naiwnie uznano, że istnieje jeden sposób, by zwyciężyć w nowej wojnie - trzeba zabronić dziennikarzom pisać o niej prawdę. Sposób to stary i sprawdzony w czasach ZSRR. Wojny czeczeńskiej Rosja co prawda do dziś nie wygrała, ale to właśnie walka z wolnymi mediami okazała się pierwszym zwycięstwem Putina w innej wojnie - tej, która ma prowadzić do odbudowy dawnego imperium.
Oleg Panfiłow, znany rosyjski publicysta, szef niezależnego Centrum Dziennikarstwa Ekstremalnego, instytucji zajmującej się badaniem wolności słowa w rosyjskich mediach
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|