Wicepremier Roman Giertych zażądał od premiera Jarosława Kaczyńskiego określenia oficjalnego stanowiska rządu wobec homoseksualistów - pisze Maciej Rybiński, publicysta "Faktu".
Giertych uważa, że władza wykonawcza państwa polskiego powinna mieć jasne i wyraźne stanowisko wobec sposobu zaspokajania popędu płciowego obywateli czujących
pociąg do osób tej samej płci. Wicepremier Roman Gietrych zażądał od premiera Jarosława Kaczyńskiego określenia oficjalnego stanowiska rządu wobec homoseksualistów. Giertych uważa, że
władza wykonawcza państwa polskiego powinna mieć jasne i wyraźne stanowisko wobec sposobu zaspokajania popędu płciowego obywateli czujących pociąg do osób tej samej płci. Stanowisko
wicepremiera w tej palącej kwestii społecznej nie różni się wcale od poglądu aktywistów ruchu homoseksualnego, którzy domagają się od rządu tego samego. Jedyna różnica jest taka, że
działacze gejowscy oczekują od organów państwa aprobaty, a nawet afirmacji, natomiast Giertych spodziewa się potępienia. Jest to tylko różnica akcentów, ale w gruncie rzeczy obie strony
oczekują tego samego. Uznania przez państwo homoseksualizmu za zjawisko należące do sfery publicznej i wobec tego wymagające urzędowych regulacji.
Logicznie rzecz biorąc, tego nie da się zrobić tylko w stosunku do gejów i lesbijek. Nie ma bowiem dobrego powodu, aby tę akurat kategorię Polaków uprzywilejowywać szczególnymi deklaracjami i nadzwyczajnym zainteresowaniem rządu. Jako uporczywy heteroseksualista czułbym się poniżony brakiem zainteresowania ze strony rządu Rzeczypospolitej, a zwłaszcza brakiem jego oficjalnego stanowiska w kwestii stosunków dwupłciowych. Oczekiwałbym wobec tego deklaracji, w której rząd opowiedziałby się zdecydowanie za jednym tylko ze sposobów zaspokajania potrzeb seksualnych, a także w konsekwencji specjalnego programu rządowego promującego stosunki heteroseksualne.
W programie powinny być uwzględnione zachęty materialne dla uprawiających seks wedle zalecanych i popieranych przez rząd wzorów. Powinno się wypłacać materacowe, w końcu to pierwszy warunek dla otrzymania becikowego. Wciągnięcie życia płciowego Polaków w orbitę zainteresowań i interwencji państwa musiałoby doprowadzić do stworzenia struktur administracyjnych, zarządzających nim i kontrolujących prawidłowość oraz poprawność stosunków.
W rezultacie moglibyśmy stać się pierwszym państwem posiadającym ministerstwo seksu. Pierwszym ministrem tego resortu powinien zostać Roman Giertych, który zdaje się ma na to stanowisko lepsze kwalifikacje niż na fotel ministra oświaty. Ciekawe, komu Giertych powierzyłby w tym ministerstwie stołek dyrektora departamentu samogwałtu? Może komuś z Samoobrony? Najlepiej byłoby jednak nie słuchać ani działaczy Kampanii przeciw Homofobii, ani Giertycha i LPR i zostawić życie płciowe Polaków w sferze ich prywatności. Niech każdy czyni, jak lubi i uważa, byle dobrowolnie. Państwo ma inne obowiązki, niż pakować się komuś na trzeciego do łóżka.
Logicznie rzecz biorąc, tego nie da się zrobić tylko w stosunku do gejów i lesbijek. Nie ma bowiem dobrego powodu, aby tę akurat kategorię Polaków uprzywilejowywać szczególnymi deklaracjami i nadzwyczajnym zainteresowaniem rządu. Jako uporczywy heteroseksualista czułbym się poniżony brakiem zainteresowania ze strony rządu Rzeczypospolitej, a zwłaszcza brakiem jego oficjalnego stanowiska w kwestii stosunków dwupłciowych. Oczekiwałbym wobec tego deklaracji, w której rząd opowiedziałby się zdecydowanie za jednym tylko ze sposobów zaspokajania potrzeb seksualnych, a także w konsekwencji specjalnego programu rządowego promującego stosunki heteroseksualne.
W programie powinny być uwzględnione zachęty materialne dla uprawiających seks wedle zalecanych i popieranych przez rząd wzorów. Powinno się wypłacać materacowe, w końcu to pierwszy warunek dla otrzymania becikowego. Wciągnięcie życia płciowego Polaków w orbitę zainteresowań i interwencji państwa musiałoby doprowadzić do stworzenia struktur administracyjnych, zarządzających nim i kontrolujących prawidłowość oraz poprawność stosunków.
W rezultacie moglibyśmy stać się pierwszym państwem posiadającym ministerstwo seksu. Pierwszym ministrem tego resortu powinien zostać Roman Giertych, który zdaje się ma na to stanowisko lepsze kwalifikacje niż na fotel ministra oświaty. Ciekawe, komu Giertych powierzyłby w tym ministerstwie stołek dyrektora departamentu samogwałtu? Może komuś z Samoobrony? Najlepiej byłoby jednak nie słuchać ani działaczy Kampanii przeciw Homofobii, ani Giertycha i LPR i zostawić życie płciowe Polaków w sferze ich prywatności. Niech każdy czyni, jak lubi i uważa, byle dobrowolnie. Państwo ma inne obowiązki, niż pakować się komuś na trzeciego do łóżka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|