Dziennik Gazeta Prawana logo

"Inteligencja, czyli fałszywi prorocy"

12 października 2007, 16:02
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Większość z nich jest głęboko przekonana, że działają wyłącznie na rzecz innych, całego narodu. Taki typowy dziennikarz czy profesor nieustannie się okłamuje, wmawiając sobie, że nie ma żadnego interesu, że wszystko, co robi, robi dla dobra społecznego - mówi o inteligencji znawca historii Rosji - Richard Pipes.
Wiktor Świetlik: Rosyjscy inteligenci kadeci (konserwatywni demokraci) i eserowcy (socjalistyczni rewolucjoniści), którzy w lutym 1917 roku, w wyniku rewolucji w Piotrogrodzie, doszli do władzy, już 9 miesięcy później ją stracili. W wyniku błyskawicznego zamachu stanu rządy przejęli cieszący się niewielkim poparciem bolszewicy i zbudowali morderczą dyktaturę. Dlaczego część inteligencji chcąca budować demokrację przegrała?
Richard Pipes: Błąd polegał na tym, że inteligenci wierzyli w mądrość narodu. W to, że ta mądrość objawia się tym, że lud rosyjski będzie ich popierał i sam z siebie dostosuje się do demokracji. Tymczasem okazało się, że ten naród sam nie chce wcale sobą rządzić. Do tego czasu w Rosji rządził car. Wydawał rozkazy, które wykonywano. Był samodzierżawcą. Nie było takiej tradycji, jak w Ameryce czy na Zachodzie, gdzie ludzie wierzyli w zdolność rządzenia sobą. Okazało się, że inteligencja, którą rewolucja lutowa wyniosła do władzy, kompletnie nie znała i nie rozumiała swojego narodu!

Premier Rządu Tymczasowego, Aleksander Kiereński, kompletnie zlekceważył bolszewików, panicznie za to bał się powrotu caratu...
Tak. To zresztą zaowocowało brutalnym wyeliminowaniem Ławra Korniłowa, generała, który mógł ocalić demokrację i miał świadomość zagrożenia ze strony bolszewików. No, ale dla Kiereńskiego i innych kadra oficerska to była reakcja, a bolszewicy to towarzysze walki z caratem.

W listopadzie w błyskawicznym zamachu stanu dochodzą do władzy bolszewicy. Ten zamach stanu znajdzie naśladowców. W swoich książkach pisze pan między innymi o tym, jak taktyka Lenina wpłynęła na Mussoliniego i Hitlera...
Mussolini przed I wojną światową był bardzo lewicowym publicystą. Lenin go czytał, cenił i chwalił. Później Mussolini zobaczył, jak nad hasłami socjalnymi triumfuje nacjonalizm i jak w imię tego przedstawiciele klasy robotniczej z różnych krajów są gotowi do mordowania się nawzajem. Ale nawet jako faszysta mówił, że ceni komunizm.

A Hitler?
Hitler nauczył się od Lenina, jak prowadzić politykę jednopartyjną. Skopiował pomysł osadzania wrogów w obozach koncentracyjnych. Później z kolei cenił Stalina. Łączyło ich to, że obaj byli przeciwko demokracji i burżuazji. Nic dziwnego, że Hitler zapowiedział, iż po wojnie, którą spodziewa się wygrać, naznaczy Stalina gauleiterem Rosji.

Jednak, pomimo podobieństw, intelektualiści na całym świecie zdecydowanie mieli skłonność do flag czerwonych, a nie brunatnych (może poza nielicznymi znanymi przypadkami flirtu z nazizmem Carla Schmidta, Martina Heideggera i innych). Skąd się brał ten wybór komunizmu?

Z prostej przyczyny. Komunizm przyjazną sobie inteligencję doceniał. Dla nazistów była ona niczym.

Skąd w ogóle ta skonność inteligentów do radykalizmów?
Z poczucia, że oni mają monopol na wiedzę, rozum, inteligencję. Że są jedyną klasą w społeczeństwie, która nie ma interesów w polityce, tak jak miała je niegdyś arystokracja, albo teraz ma klasa średnia. Uważają, że są klasą ponad interesami. Dlatego sądzą, że jako jedyni wiedzą, co jest dobre dla narodu.

Może po prostu lepiej wiedzą od niego, czego mu trzeba? Tak jak Russo, który wierzył w enigmatyczną "wolę powszechną", która wcale nie była wolą większości...
Myślą, że lepiej wiedzą. Jak narodnicy w carskiej Rosji, czyli działacze partii Narodna Wola (Wola Ludu), którzy uznali się za wykonawców woli powszechnej. Wskazuje na to sama nazwa ich partii. Twierdzili, że wyrażają wolę narodu, choć nigdy go o to nie pytali. Tak naprawdę wyrażali tylko swoją wolę. Ich idee były obce rosyjskiemu chłopstwu, które stanowiło większość narodu.

W "Rewolucji rosyjskiej" zwraca pan uwagę na wpływ niedocenianego z reguły dzisiaj osiemnastowiecznego francuskiego filozofa Helwecjusza na kształtowanie się podstaw inteligenckiej ideologii. Helwecjusz pokładał wielką wiarę w inżynierii społecznej. Uważał, że wychowaniem można dowolnie kształtować ludzi. Czy taki pogląd musi być cechą permanentną inteligencji?
Tak mi się wydaje. Tak jak esencją klasy średniej jest robienie pieniędzy, tak funkcją i aspiracją inteligencji jest rządzenie. Uważają, że społeczeństwo można w inteligentny sposób kształtować. I że oni są jedyną grupą, która jest w stanie to robić. Oto ich ideologia.

Inteligencja jednak deklaruje, że wierzy w demokrację...
Tak...

Ale z drugiej strony, z tego, co pan mówi, wynika, że jest antydemokratyczna, bo zamiast w głosy większości, wsłuchuje się we własny...
Tak. To pewien paradoks. Weźmy znowu doświadczenie rosyjskie. Inteligenci w końcu dowiedzieli się, że 90 procent narodu rosyjskiego jest za monarchią, autokracją, za carem. A więc, stwierdzali inteligenci, skoro naród nie wie, co dla niego dobre, to trzeba mu to narzucić. Tak zrobili bolszewicy.

Wspomniał pan o celach klasy średniej. Kto jest lepszy dla rozwoju państwa, społeczeństwa, ekonomii: egoistyczna klasa średnia czy altruistyczna inteligencja?
Klasa średnia. Fundator ideologii liberalnej Adam Smith powiedział, że jeśli dbasz o własne dobro, to tym samym popierasz społeczeństwo. Jeżeli każdy szuka własnego interesu, to tworzy się pewna harmonia interesów. Dostrzegł to także Alexis de Tocqueville. W czasie swoich podróży do Ameryki odkrył, że klasa średnia może rządzić, i to rządzić skutecznie. On, arystokrata, był tym zdziwiony. Ale zobaczył, więc uwierzył. Inteligencja widzi, ale nie wierzy. Uważa, że jest jedna prawda, tylko ona ją zna, i tę prawdę trzeba innym narzucić.

A czy w Stanach Zjednoczonych są w ogóle inteligenci?
Tak. To kadra profesorska, żurnaliści, pisarze. Większość z nich jest głęboko przekonana, że działają wyłącznie na rzecz innych, całego narodu. Taki typowy dziennikarz czy profesor nieustannie się samookłamuje, wmawiając sobie, że nie ma żadnych interesów, że wszystko, co robi, robi dla dobra społecznego.

Modelowy przykład?
Wszyscy, a przynajmniej zdecydowana większość naszych profesorów. Cała Partia Demokratyczna jest wiedziona przez tego rodzaju ludzi.

Na przykład guru lewicy, Noam Chomsky?
Tak. On faktycznie myśli, że przemawia w imieniu całego narodu. Nie ma prawa do tego. Mówi tylko w swoim imieniu!

Jeżeli chodzi o przyszłość inteligencji, czy ta grupa będzie dalej funkcjonować?
Myślę że tak. Wiedza jest monopolizowana przez specjalistów. Oni uważają, że mają wyłączność na rozwój, na idee, na koncepcje.

Czy jednak ta specjalizacja, rozwój korporacji, nie sprowadza także tych wykształconych do roli trybów w maszynie, a nie zatroskanych całością intelektualistów?
Nie. Typowy inżynier, owszem, nie interesuje się specjalnie polityką, o ile nie zacznie się czuć inteligentem i wypowiadać jako autorytet na każdy możliwy temat. Ale pozostają ludzie, którzy jako ekonomiści, prawnicy uważają, że oni, i tylko oni, rozumieją, jak społeczeństwo powinno funkcjonować.

Nie wierzy pan, że inteligencja się przekształci. Odejdzie od tej wiary w swój monopol na wiedzę, rozum i władzę?
Nie. Bo to jest istotą tej grupy społecznej. Inaczej przestałaby być inteligencją.

Czy w takim razie możliwi są w ogóle inteligenci konserwatywni? Przecież są też tacy, a jako konserwatyści muszą odrzucić ten cały racjonalizm i przyjąć więcej pokory wobec doświadczenia, tradycji, uświęconych mechanizmów, odrzucić radykalne zmiany...
Są konserwatywni inteligenci. Choć oczywiście tkwi w tym pewna sprzeczność. To zdecydowana mniejszość, której fundamentem jest często bunt przeciwko reszcie inteligencji. W Rosji też była taka grupa. W 1909 roku wydali zbiór artykułów pod tytułem "Wiechi" - ostrą krytykę inteligencji rosyjskiej. Pozostaje pytanie: czy oni byli nadal inteligentami, czy już nie? To też paradoks.

Pan też zalicza się do takich inteligenckich dysydentów?
Pewnie tak.

Obraża się pan na miano inteligenta?
Nie. Ale nie używam go w stosunku do siebie.
Richard Pipes, wybitny znawca historii Rosji, profesor Uniwersytetu Harvarda
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj