Pragnienie posiadania silnego władcy jest charakterystyczne dla politycznej kultury Rosjan, dla rosyjskiej mentalności. Zdaje się, że w gabinecie Putina wisi portret Piotra Wielkiego. Imperator stał się idolem Rosjan. I kremlowscy mistrzowie od PR doszli do wniosku, że trzeba z Putina zrobić Piotra - mówi DZIENNIKOWI Leonid Siedow, główny analityk Ośrodka Badania Opinii Publicznej im. Jurija Lewady.
Justyna Prus: Z ostatnich badań pańskiego ośrodka [chodzi o sondaż dotyczący preferencji wyborczych w wyborach prezydenckich - przyp. red.] wynika, że spora
część rosyjskiego społeczeństwa powierzyłaby Władimirowi Putinowi dożywotnią władzę.
Leonid Siedow: Rzeczywiście, aż 35 procent mieszkańców Rosji uważa, że Władimir Putin powinien pozostać na stanowisku prezydenta aż do śmierci. 32 procent zaś bez namysłu wskazuje na jego kandydaturę, nie zważając na to, że nie ma on już prawa do udziału w wyborach.
O co tu chodzi? Rosjanie przestali zawracać sobie głowy demokracją?
Chodzi tu przede wszystkim o samego Władimira Putina, który już od dawna jest najpopularniejszym politykiem w kraju. Nie da się jednak ukryć, że pragnienie posiadania silnego władcy jest charakterystyczne dla naszej politycznej kultury, dla rosyjskiej mentalności. Na przykład na pytanie, czy w kraju zdarzają się takie momenty, kiedy potrzebna jest władza silnej ręki, prawie połowa odpowiedziała: naszemu narodowi cały czas jest potrzebna taka władza. Prawie 30 procent obywateli uważa, że w niektórych przypadkach konieczne jest skupienie całej władzy w rękach jednej osoby. To nie zaskakuje - w większości naszych badań współczynnik ludzi myślących w sposób "demokratyczny" waha się między kilkunastoma a dwudziestoma procentami. Wynika z tego, że tylko co piąty Rosjanin opowiada się za demokracją.
Dlaczego Rosjanie tak bardzo tęsknią za silną władzą?
Z dwóch powodów. Z jednej strony zadecydowała o tym nasza historia. Najpierw wieki caratu, potem Związek Sowiecki z silnym przywódcą i wręcz religijnym kultem jednostki przyzwyczaiły nas do władzy autorytarnej. Ale z drugiej strony to przecież my, Rosjanie, sami tworzyliśmy tę historię. Trudno powiedzieć, co było pierwsze, jajko czy kura.
Czy decyduje nasz narodowy charakter, czy historia. Sądzę, że tę słabość do silnej władzy zawdzięczamy przede wszystkim rosyjskiej mentalności, którą zaliczyłbym do typu bizantyjskiego. Odziedziczyliśmy ją ze Wschodu razem z prawosławiem. To mentalność imperialna, w której na pierwszym miejscu stoi silne państwo, a człowiek się nie liczy.
Czy Cerkiew, która po latach odrzucenia powraca do łask, jest ważna dla przeciętnego Rosjanina?
Cerkiew w Rosji nigdy nie funkcjonowała jako instytucja autonomiczna, odrębna od państwa. Jej los i znaczenie zawsze zależały od woli władzy państwowej. Dlatego dla Rosjanina od religii ważniejsza jest ideologia. Ideologia, która potwierdza, że jesteśmy lepsi od innych i tłumaczy dlaczego.
Prawosławie przez długi czas odgrywało rolę ideologii, było nośnikiem wygodnych dla państwa wartości. W samym słowie "prawosławie" już jest ukryte przekonanie, że nasza wiara jest lepsza, bardziej prawidłowa niż inne. I tak było przez wiele wieków, aż do cara Piotra I Wielkiego. To on przechrzcił Rosjan na zupełnie inne wyznanie: wiarę w naukę i technikę. I wówczas Cerkiew przestała być potrzebna.
W czasach sowieckich nośnikiem ideologii został departament propagandy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego. Wtedy Cerkiew była konsekwentnie niszczona, świątynie grabiono, dewastowano, przerabiano na składy, magazyny, fabryki. Dzisiaj Cerkiew rzeczywiście zaczyna odgrywać pewną rolę, ale znowu nie jest niezależna. To państwo promuje ideologię, w której prawosławie jest potrzebne jako ważny element tradycji i kultury.
A więc Władimirowi Putinowi udało się znaleźć ideologię odpowiadającą rosyjskiej mentalności.
Jeszcze trochę za wcześnie, by stwierdzić, czy to, co głosi, przyjmie się jako ideologia. Niemniej jednak obecny prezydent doskonale wyczuwa potrzeby społeczeństwa, wie, co ono chce usłyszeć - że jest lepsze. I umie to wykorzystać, utrwalać. Wystarczy spojrzeć na rozmach, z jakim świętuje się Dzień Zwycięstwa w naszym kraju. Z jaką pieczołowitością Kreml pielęgnuje kult Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
Ostatni konflikt z Estonią nie pozostawił w tej kwestii chyba żadnych wątpliwości.
Naszym władzom zależy na tym, by podgrzewać w społeczeństwie nastroje nacjonalistyczne. Robią to przez tworzenie wizerunku wroga. Dzięki temu mogą odwracać uwagę Rosjan od problemów wewnętrznych, przekierowywać ich energię na co innego. Ale nie muszą przy tym gwałcić rosyjskiej mentalności, bo taka ideologia jej odpowiada.
Z jednej strony jest to świadome i celowe działanie władz, ale nie zapominajmy, że to też Rosjanie. Mają takie same cechy jak większość społeczeństwa, myślą jak typowi mieszkańcy Rosji. Podobnie rzecz wygląda na przykład z milicjantami, o których brutalności i bezwzględności krążą legendy.
Ale te cechy nie są charakterystyczne tylko dla nich, każdy Rosjanin jest z natury brutalny. Nie należy do przesady przekonanie o sadystycznym kompleksie naszego narodu. Milicjant to po prostu Rosjanin z pagonami.
Czy to oznacza, że Rosjanin nie może się stać człowiekiem Zachodu?
Nasz naród od długiego już czasu utknął na raczkującym etapie rozwoju. Na tle mieszkańców Europy Zachodniej rosyjski obywatel jawi się jako osobnik wciąż niedojrzały. Niedorosły, który nie osiągnął właściwego poziomu realizmu i pragmatyzmu. Żyje w świecie młodzieńczych iluzji. Ma bardzo silne poczucie przynależności do wspólnoty wyjątkowej, która przez swą wyjątkowość zasługuje na szacunek.
Aby dojrzeć, potrzebuje wstrząsu, dramatycznych doświadczeń. Takich, dzięki którym w swoim czasie dojrzewała Europa. Jej wyjściu ze średniowiecza - po krucjatach, epidemii dżumy, wojny stuletniej - towarzyszyło dojrzewanie społeczeństw. W Rosji tego nie było.
Pierwszą szansę straciliśmy w czasach Piotra I. Był pierwszym z carów rosyjskich, który podróżował za granicę. Wprowadził wzorem Zachodu wiele reform mających unowocześnić państwo, również obyczajowych, ale jego "otwarcie na Europę" okazało się tylko pozorne. W rzeczywistości Piotr był władcą totalitarnym i nie pozwolił społeczeństwu zbytnio się usamodzielnić.
Drugą szansę mieliśmy w XX wieku. Po naszych tragediach - stalinowskim reżimie, wojennych klęskach i ofiarach - naród powoli zaczynał dojrzewać. Jednak paradoksalnie zostało to zaprzepaszczone przez zwycięstwo nad faszystami. Znowu uwierzyliśmy, że jesteśmy najsilniejsi, najlepsi, że jesteśmy zwycięzcami.
Z dzisiejszych sondaży wynika, że Rosjanie uważają, iż sami mogliby wygrać wojnę i wcale nie potrzebowali do tego sojuszników.
Dokładnie. Znowu spoczęliśmy na laurach, pielęgnując mit o własnej wielkości, pogrążyliśmy się w zachwycie nad sobą, zamiast się rozwijać. Straciliśmy zdolność do realistycznego oceniania historii i rzeczywistości. Wojna światowa była doświadczeniem, dzięki któremu mogliśmy dojrzeć, ale zwycięstwo znowu pogrążyło nas w iluzjach.
Kto jest teraz największym bohaterem historycznym w dziejach Rosji? Do kogo Rosjanie się odwołują?
Jeszcze do początków pierestrojki niekwestionowanym liderem był Lenin, ale teraz niepodzielnie króluje Piotr I Wielki. Ta zmiana była oczywiście efektem rozpadu Związku Sowieckiego i upadku komunistycznej ideologii. Dlatego razem z Leninem z czołówki zniknął niegdyś popularny Marks.
A Piotr I jest popularny bynajmniej nie dlatego, że "otworzył nam okno na Europę", jak uczono nas na lekcjach historii. Rosjanie kochają go przede wszystkim za to, że jest symbolem rosyjskiej potęgi, był wielkim władcą rządzącym silną ręką.
Putin chce być podobny do Piotra Wielkiego?
Oczywiście. Zdaje się, że w jego gabinecie wisi nawet portret imperatora. Piotr Wielki stał się idolem Rosjan jeszcze przed dojściem Putina do władzy. I kremlowscy mistrzowie PR doszli do wniosku, że trzeba z Putina zrobić Piotra. Dlatego starali się pokazać, że jest on współczesną kopią tego władcy - silny, wie, czego chce, potrafi się przeciwstawić obcym itd.
A może, gdy sytuacja się ustabilizuje, Rosjanie będą woleli bardziej demokratycznego prezydenta?
W 1999 roku Rosjanie żyli w ogromnym poczuciu zagrożenia rozpadem państwa, wojną w Czeczenii. Dlatego prezydent z KGB, który zaprowadzi porządek, był dobrze widziany. Ale mimo zapanowania spokoju nic się w nastawieniu Rosjan do typu przywództwa nie zmieniło. Silny przywódca uosabia dla nich głęboko zakorzenioną tęsknotę za silną władzą, szacunek wobec siły, pragnienie, by znowu poczuć się mocarstwem.
Leonid Siedow, główny analityk Ośrodka Badania Opinii Publicznej im. Jurija Lewady
Leonid Siedow: Rzeczywiście, aż 35 procent mieszkańców Rosji uważa, że Władimir Putin powinien pozostać na stanowisku prezydenta aż do śmierci. 32 procent zaś bez namysłu wskazuje na jego kandydaturę, nie zważając na to, że nie ma on już prawa do udziału w wyborach.
O co tu chodzi? Rosjanie przestali zawracać sobie głowy demokracją?
Chodzi tu przede wszystkim o samego Władimira Putina, który już od dawna jest najpopularniejszym politykiem w kraju. Nie da się jednak ukryć, że pragnienie posiadania silnego władcy jest charakterystyczne dla naszej politycznej kultury, dla rosyjskiej mentalności. Na przykład na pytanie, czy w kraju zdarzają się takie momenty, kiedy potrzebna jest władza silnej ręki, prawie połowa odpowiedziała: naszemu narodowi cały czas jest potrzebna taka władza. Prawie 30 procent obywateli uważa, że w niektórych przypadkach konieczne jest skupienie całej władzy w rękach jednej osoby. To nie zaskakuje - w większości naszych badań współczynnik ludzi myślących w sposób "demokratyczny" waha się między kilkunastoma a dwudziestoma procentami. Wynika z tego, że tylko co piąty Rosjanin opowiada się za demokracją.
Dlaczego Rosjanie tak bardzo tęsknią za silną władzą?
Z dwóch powodów. Z jednej strony zadecydowała o tym nasza historia. Najpierw wieki caratu, potem Związek Sowiecki z silnym przywódcą i wręcz religijnym kultem jednostki przyzwyczaiły nas do władzy autorytarnej. Ale z drugiej strony to przecież my, Rosjanie, sami tworzyliśmy tę historię. Trudno powiedzieć, co było pierwsze, jajko czy kura.
Czy decyduje nasz narodowy charakter, czy historia. Sądzę, że tę słabość do silnej władzy zawdzięczamy przede wszystkim rosyjskiej mentalności, którą zaliczyłbym do typu bizantyjskiego. Odziedziczyliśmy ją ze Wschodu razem z prawosławiem. To mentalność imperialna, w której na pierwszym miejscu stoi silne państwo, a człowiek się nie liczy.
Czy Cerkiew, która po latach odrzucenia powraca do łask, jest ważna dla przeciętnego Rosjanina?
Cerkiew w Rosji nigdy nie funkcjonowała jako instytucja autonomiczna, odrębna od państwa. Jej los i znaczenie zawsze zależały od woli władzy państwowej. Dlatego dla Rosjanina od religii ważniejsza jest ideologia. Ideologia, która potwierdza, że jesteśmy lepsi od innych i tłumaczy dlaczego.
Prawosławie przez długi czas odgrywało rolę ideologii, było nośnikiem wygodnych dla państwa wartości. W samym słowie "prawosławie" już jest ukryte przekonanie, że nasza wiara jest lepsza, bardziej prawidłowa niż inne. I tak było przez wiele wieków, aż do cara Piotra I Wielkiego. To on przechrzcił Rosjan na zupełnie inne wyznanie: wiarę w naukę i technikę. I wówczas Cerkiew przestała być potrzebna.
W czasach sowieckich nośnikiem ideologii został departament propagandy Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego. Wtedy Cerkiew była konsekwentnie niszczona, świątynie grabiono, dewastowano, przerabiano na składy, magazyny, fabryki. Dzisiaj Cerkiew rzeczywiście zaczyna odgrywać pewną rolę, ale znowu nie jest niezależna. To państwo promuje ideologię, w której prawosławie jest potrzebne jako ważny element tradycji i kultury.
A więc Władimirowi Putinowi udało się znaleźć ideologię odpowiadającą rosyjskiej mentalności.
Jeszcze trochę za wcześnie, by stwierdzić, czy to, co głosi, przyjmie się jako ideologia. Niemniej jednak obecny prezydent doskonale wyczuwa potrzeby społeczeństwa, wie, co ono chce usłyszeć - że jest lepsze. I umie to wykorzystać, utrwalać. Wystarczy spojrzeć na rozmach, z jakim świętuje się Dzień Zwycięstwa w naszym kraju. Z jaką pieczołowitością Kreml pielęgnuje kult Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.
Ostatni konflikt z Estonią nie pozostawił w tej kwestii chyba żadnych wątpliwości.
Naszym władzom zależy na tym, by podgrzewać w społeczeństwie nastroje nacjonalistyczne. Robią to przez tworzenie wizerunku wroga. Dzięki temu mogą odwracać uwagę Rosjan od problemów wewnętrznych, przekierowywać ich energię na co innego. Ale nie muszą przy tym gwałcić rosyjskiej mentalności, bo taka ideologia jej odpowiada.
Z jednej strony jest to świadome i celowe działanie władz, ale nie zapominajmy, że to też Rosjanie. Mają takie same cechy jak większość społeczeństwa, myślą jak typowi mieszkańcy Rosji. Podobnie rzecz wygląda na przykład z milicjantami, o których brutalności i bezwzględności krążą legendy.
Ale te cechy nie są charakterystyczne tylko dla nich, każdy Rosjanin jest z natury brutalny. Nie należy do przesady przekonanie o sadystycznym kompleksie naszego narodu. Milicjant to po prostu Rosjanin z pagonami.
Czy to oznacza, że Rosjanin nie może się stać człowiekiem Zachodu?
Nasz naród od długiego już czasu utknął na raczkującym etapie rozwoju. Na tle mieszkańców Europy Zachodniej rosyjski obywatel jawi się jako osobnik wciąż niedojrzały. Niedorosły, który nie osiągnął właściwego poziomu realizmu i pragmatyzmu. Żyje w świecie młodzieńczych iluzji. Ma bardzo silne poczucie przynależności do wspólnoty wyjątkowej, która przez swą wyjątkowość zasługuje na szacunek.
Aby dojrzeć, potrzebuje wstrząsu, dramatycznych doświadczeń. Takich, dzięki którym w swoim czasie dojrzewała Europa. Jej wyjściu ze średniowiecza - po krucjatach, epidemii dżumy, wojny stuletniej - towarzyszyło dojrzewanie społeczeństw. W Rosji tego nie było.
Pierwszą szansę straciliśmy w czasach Piotra I. Był pierwszym z carów rosyjskich, który podróżował za granicę. Wprowadził wzorem Zachodu wiele reform mających unowocześnić państwo, również obyczajowych, ale jego "otwarcie na Europę" okazało się tylko pozorne. W rzeczywistości Piotr był władcą totalitarnym i nie pozwolił społeczeństwu zbytnio się usamodzielnić.
Drugą szansę mieliśmy w XX wieku. Po naszych tragediach - stalinowskim reżimie, wojennych klęskach i ofiarach - naród powoli zaczynał dojrzewać. Jednak paradoksalnie zostało to zaprzepaszczone przez zwycięstwo nad faszystami. Znowu uwierzyliśmy, że jesteśmy najsilniejsi, najlepsi, że jesteśmy zwycięzcami.
Z dzisiejszych sondaży wynika, że Rosjanie uważają, iż sami mogliby wygrać wojnę i wcale nie potrzebowali do tego sojuszników.
Dokładnie. Znowu spoczęliśmy na laurach, pielęgnując mit o własnej wielkości, pogrążyliśmy się w zachwycie nad sobą, zamiast się rozwijać. Straciliśmy zdolność do realistycznego oceniania historii i rzeczywistości. Wojna światowa była doświadczeniem, dzięki któremu mogliśmy dojrzeć, ale zwycięstwo znowu pogrążyło nas w iluzjach.
Kto jest teraz największym bohaterem historycznym w dziejach Rosji? Do kogo Rosjanie się odwołują?
Jeszcze do początków pierestrojki niekwestionowanym liderem był Lenin, ale teraz niepodzielnie króluje Piotr I Wielki. Ta zmiana była oczywiście efektem rozpadu Związku Sowieckiego i upadku komunistycznej ideologii. Dlatego razem z Leninem z czołówki zniknął niegdyś popularny Marks.
A Piotr I jest popularny bynajmniej nie dlatego, że "otworzył nam okno na Europę", jak uczono nas na lekcjach historii. Rosjanie kochają go przede wszystkim za to, że jest symbolem rosyjskiej potęgi, był wielkim władcą rządzącym silną ręką.
Putin chce być podobny do Piotra Wielkiego?
Oczywiście. Zdaje się, że w jego gabinecie wisi nawet portret imperatora. Piotr Wielki stał się idolem Rosjan jeszcze przed dojściem Putina do władzy. I kremlowscy mistrzowie PR doszli do wniosku, że trzeba z Putina zrobić Piotra. Dlatego starali się pokazać, że jest on współczesną kopią tego władcy - silny, wie, czego chce, potrafi się przeciwstawić obcym itd.
A może, gdy sytuacja się ustabilizuje, Rosjanie będą woleli bardziej demokratycznego prezydenta?
W 1999 roku Rosjanie żyli w ogromnym poczuciu zagrożenia rozpadem państwa, wojną w Czeczenii. Dlatego prezydent z KGB, który zaprowadzi porządek, był dobrze widziany. Ale mimo zapanowania spokoju nic się w nastawieniu Rosjan do typu przywództwa nie zmieniło. Silny przywódca uosabia dla nich głęboko zakorzenioną tęsknotę za silną władzą, szacunek wobec siły, pragnienie, by znowu poczuć się mocarstwem.
Leonid Siedow, główny analityk Ośrodka Badania Opinii Publicznej im. Jurija Lewady
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|