Agresywne zachowanie Moskwy w ostatnich miesiącach wynika z chęci prezydenta Putina do pozostania na stanowisku na kolejną kadencję. Żeby to osiągnąć, Moskwa musi wykreować sytuację
kryzysową, poczucie zagrożenia. To pozwoli zwolennikom i przyjaciołom prezydenta, by powiedzieć: w takiej sytuacji Rosja nie może być rządzona przez kogoś innego, tylko Putin może sobie
poradzić w takiej chwili.
Taka taktyka pozwala również wbijać klin między Europę a Amerykę. Niezmiennie służy do tego wachlarz tematów z zakresu polityki międzynarodowej, takich jak tarcza antyrakietowa czy
podsycanie antyamerykańskich nastrojów w Europie. Putin wspiera europejski sprzeciw wobec planów tarczy, a także krytykę działań USA, np. w Niemczech czy Francji. Z miesiąca na miesiąc jest
coraz gorzej. Teraz Brytyjczycy straszą już, że nie należy inwestować w Rosji, bo nie ma tam poszanowania własności prywatnej - przedsiębiorców niezależnych od Kremla spotykają szykany,
konfiskaty.
Politykę i zaczepki Kremla należy ignorować - tak jak potraktowano pamiętne przemówienie prezydenta Putina w Monachium w lutym tego roku, kiedy gwałtownie skrytykował on między innymi
plany budowy tarczy antyrakietowej czy rozszerzenie NATO na państwa byłego ZSRR. Nie spotkało się wówczas z większym odzewem ze strony Waszyngtonu - i była to najlepsza reakcja. Ignorowanie
nie oznacza oczywiście uległości. Inna sprawa, że jeżeli Władimir Putin zostanie po raz kolejny prezydentem, sytuacja może się wówczas poprawić - zniknie powód, by ją pogarszać. Kryzys
przestanie być potrzebny.