Chodzi o zaskoczenie przeciwnika - tego zewnętrznego i tego z innej partyjnej frakcji. Jednak kiedy plan wchodzi w fazę realizacji, wszystko zazwyczaj staje się jasne. Tusk idzie po prezydenturę, Kaczyńscy pragną reelekcji - tej prezydenckiej i tej premierowskiej. Olejniczak chce odbić III RP.
A o co chodzi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu? Im więcej udziela wywiadów, tym mniej go rozumiemy. Były prezydent ciągle ukrywa plany. Gdy Olejniczak ujawnia, że Kwaśniewski pragnie stanowiska premiera - Kwaśniewski czuje się obrażony. Gdy DZIENNIK relacjonuje, iż SLD widzi go w 2009 r. na czele listy do Parlamentu Europejskiego - reaguje nerwami i zarzutami wobec "tego typu dziennikarstwa".
Jak jednak nazwać uprawiany przez niego typ polityki? Chyba taktyką węża, bo zamiast jasnej, demokratycznej deklaracji, iż zamierza walczyć o władzę, ciągle natykamy się na zasłony dymne. Może rację ma jeden z polityków SLD, który tłumaczy, że Kwaśniewski boi się wystąpić z otwartą przyłbicą z dwóch powodów. Po pierwsze, obawia się ataku ze strony obecnej władzy i jeszcze częstszego wzywania do prokuratura. Po drugie, chce uniknąć kontrataku ze strony partyjnych kolegów widzących w nim zagrożenie dla własnych pozycji. Stąd właśnie taktyka węża i stąd te dymy.
W rzeczywistości sprawa przyszłości byłego prezydenta jest dość prosta. Kwaśniewski porzucił marzenia o międzynarodowej karierze. Pytał w Unii Europejskiej, myślał o NATO - ale efekty były żadne. Zdecydował się wrócić do krajowej polityki. Zrobił to już dość dawno, co nie przeszkadza mu co jakiś czas ogłaszać tej informacji i podawać jej jako świeżutkiej. Taki to już typ polityki.
Podjął więc decyzję o zaangażowaniu się na scenie krajowej. Dużo mówił o obywatelskości, prawach człowieka i demokracji. Skończyło się na dobrze znanych kolegach z dawnego SLD teraz
zgrupowanych w bloku Lewica i Demokraci. Powstało ciekawe równanie - demokracja równa się Kwaśniewski przy władzy.
Po drodze próbował budować własne komitety polityczne, których hasłem miała być obrona zagrożonej rzekomo demokracji - co jako pierwszy w kwietniu opisał DZIENNIK.
Wtedy były prezydent aż kipiał od ironii. "Nieprawda. Natomiast pomysł interesujący, jestem wdzięczny DZIENNIKOWI, że podrzuca nam takie pomysły” - mówił. Miesiąc później hucznie uruchamiał podczas spotkania na Uniwersytecie Warszawskim Ruch Obrony Demokracji. Taki typ polityka.
Z Ruchu za wiele nie wyszło, odzew społeczny był więcej niż mizerny, więc były prezydent zmienił plany. Wszedł do Rady Programowej Lewicy i Demokratów, z którego próbuje uczynić superzarząd ugrupowania. Opisywaliśmy to w DZIENNIKU dokładnie.
Ale sondaże lewicy stoją w miejscu. Ludzie SLD myślą więc o sposobach podciągnięcia wyniku przed wyborami parlamentarnymi jesienią 2009 r. Szansą na to będą wybory do Parlamentu Europejskiego - kilka miesięcy wcześniej. Zwłaszcza że ma być jedna lista w całym kraju, a Polska - jednym okręgiem wyborczym. Czy jest ktoś lepszy niż Kwaśniewski, tak europejski przecież, do pociągnięcia pozostałych? Kwaśniewski zaprzecza. Zobaczymy, to przecież taki typ. A co dalej? Spróbuje walki o premierostwo w koalicji z PO, w zamian za poparcie Donalda Tuska na prezydenta. A dalej? A jak się nie uda? Może prezydentura - raz jeszcze? Chodzi o władzę. Nie wierzmy zaprzeczeniom. To już taki typ.