Szanowny Panie Prezydencie, drogi Olku! Nie zamierzam kwestionować Twego dziennikarskiego powołania, zrodzonego z pasji, Twojej znajomości warsztatu dziennikarskiego ani obrotności, której i na innych polach dałeś dowody. Wbrew stanowisku kolegów z DZIENNIKA namawiam Cię, byś poddawał nieustraszonej i fachowej krytyce naszą gazetę i wszystkie inne także. Wzrośnie Twój prestiż i niewykluczone, że Twoja partia zechce wykorzystać Twoje zawodowe kompetencje i znów powierzy Ci stanowisko naczelnego redaktora, tym razem "Trybuny". Serdecznie Ci tego życzę. A ponieważ poparcie się zawsze przyda, pogadam na ten temat z Leszkiem Millerem.
Przyznam jednak, że o dziennikarstwie Aleksandra Kwaśniewskiego nic nie mogę powiedzieć i nie mam o nim zdania z prostego powodu - nigdy się z takim zjawiskiem nie zetknąłem. Wprawdzie Kwaśniewski jako naczelny redaktor "Itd" był przez sześć tygodni moim szefem, ale w tym czasie niczego nie napisał, a przez większą część tego okresu był za granicą. Jak się wtedy mówiło - w delegacji.
Znaliśmy się wcześniej - Olek był szefem komisji kultury Rady Naczelnej SZSP. Jako naczelnego wymyślił go Mieczysław Krajewski, szef pionu ideologicznego Wydziału Prasy KC PZPR. Zresztą ciekawa postać, przeciwnik Olszewskiego i partyjnych twardogłowych. Sam wtedy namawiałem kolegów redakcyjnych do zaakceptowania Kwaśniewskiego, argumentując, że na niczym się nie zna, więc nie będzie się wtrącał i łatwo będzie nim powodować.
I przynajmniej na ten krótki czas miałem rację. Ostatni przed stanem wojennym numer "Itd", autoryzowany przez Kwaśniewskiego, a datowany na 13 grudnia 1981 r., był poświęcony Grudniowi '81. Okładka była rozjechana gąsienicami czołgu i ociekała krwią. O ile wiem, ocalał tylko jeden egzemplarz. Reszta poszła na przemiał.
Potem był stan wojenny i weryfikacja dziennikarzy. Zostałem pozbawiony prawa wykonywania zawodu. Oficjalnie, mam ten papier do dziś, zostałem wyrzucony z powodu likwidacji tytułu. A kiedy wyprzedawałem książki, żeby utrzymać rodzinę, z datą 30 maja 1982 roku, z kolejnym numerem 1099, z tym samym naczelnym redaktorem Aleksandrem Kwaśniewskim "Itd" ukazało się na nowo. A w nim pierwszy tekst autorstwa Kwaśniewskiego, jaki miałem okazję przeczytać.
Komentarz ma tytuł "Numer jeden", a w nim taki fragment: "Oddajemy Wam ten numer z ogromną tremą. Wynika to z przerwy w naszym ukazywaniu się, zmienionych warunków i z tego wreszcie, czego przemilczeć nie sposób, że pracujemy w częściowo zmienionym zespole. Nie ma w nim kilku dziennikarzy których talent i wrażliwość cenili, dając temu liczne dowody, nasi Czytelnicy. Wierzymy, że ci, co odeszli, życzą <Itd> jak najlepiej. My życzymy im powodzenia i mamy nadzieję, że nieraz jeszcze będziemy mogli współpracować".
To "ci, co odeszli", to ładny eufemizm. Dziennikarski warsztat najwyższej klasy. Z następnymi etapami dziennikarskiej kariery Kwaśniewskiego już się nie zetknąłem, bo wkrótce wyjechałem na emigrację z paszportem w jedną stronę, bez nadziei, że będziemy współpracować, a nawet z ulgą. Ale wierzę, że ta kariera była równie udana i błyskotliwa.