Kaczyński wyraźnie i nie po raz pierwszy pomieszał dwa porządki myślenia: dyskurs metafizyczny, przyjmowany przez religię, i dyskurs publiczny, w którym dominować powinny wyważone sądy, w którym nie potępia się już moralnie za odmienność sądów i nie straszy politycznego oponenta mękami piekielnymi ani wieczystym potępieniem. W systemie demokratycznym nie przyjęło się, by traktować przeciwnika jako wroga metafizycznego. Z wrogiem takim się bowiem nie rozmawia - można go tylko pokonać. Taki język pokazuje anachroniczność sposobu ujmowania rzeczywistości przez Kaczyńskiego. Ma on wszelkie cechy języka, a zarazem parareligijnego - w którym wroga trzeba unicestwić w imię słusznych, boskich czy historycznych praw.
W Radomiu Kaczyńskiego poniosła retoryczna fala i fundamentalne przekonanie, na które wiele osób zwraca uwagę, że PiS i jego rząd są oblężoną twierdzą. W ich mniemaniu wszystkie siły - czy to pielęgniarki, czy niemiecki "Tagesspiegel" - są przeciwko nim i nie cofną się przed niczym, by szlachetnych braci zniszczyć. Premier Kaczyński atakując przeciwników jako szatanów, siebie przedstawia jako wysłannika Dobra, co zresztą sam stwierdził w wywiadzie, mówiąc kiedyś: jestem czystym Dobrem. Wielu widziało w tym żart, ja - niekoniecznie i nie do końca. Moim zdaniem przemawia przez niego poczucie quasi-religijnego posłannictwa i wiara, że został wysłany przez Pana Boga w celu zbawienia Ojczyzny i wyzwolenia jej spod panowania demonicznych wrogów. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że jest to sposób konstruowania i postrzegania świata, a nie religijność jako taka, bo Kaczyński nie zdradza szczególnej dewocji ani nawet przywiązania do katolicyzmu.
Niektórzy komentatorzy uważają nawiązanie przez Kaczyńskiego do szatana za odwołanie się do folkloru, apelowanie do ludowych elementów naszej kultury. Taka retoryka miałaby trafiać do tych wyborców PiS, których uważa się za sól ziemi, a jednocześnie - niezupełnie przypadkowo - za słuchaczy Radia Maryja. To teza tyleż efektowna, co niesłuszna. Po pierwsze, szatan to nie dobrotliwy diabeł Boruta, a religia nie jest w Polsce przede wszystkim elementem folkloru.
Słowo "szatan" pojawia się na pierwszym miejscu w księdze Hioba, która traktuje o zadawaniu cierpienia za namową Złego. Dlatego słowa premiera kojarzą mi się przede wszystkim z księgami biblijnymi. Dominuje w nich niestety duch krucjaty, potępienia, Sądu Ostatecznego, co w ustach Kaczyńskiego brzmiałoby śmiesznie - gdyby nie było takie straszne. Użycie takiego języka nie pozostaje w żadnej proporcji do zjawiska, które opisuje.
Dlatego też bezzasadne są także porównania do metaforyki amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana, gdy nazywał on Związek Sowiecki imperium zła. ZSRR był państwem totalitarnym godzącym w człowieczeństwo i we wszystko to, co Zachód uważał za dobre i słuszne. Tymczasem szef Prawa i Sprawiedliwości wypowiada podobnie brzmiące słowa w kontekście protestu pielęgniarek, które chcą po prostu godnie żyć. To zakrawa na absurd.
Jednocześnie jednak użycie takiej manichejskiej retoryki służy Kaczyńskiemu do przestawienia znaków etycznych: to, co jest dobre, staje się w jego ustach złe, a to co złe - dobre. Pozwala mu potępić uzasadnione protesty społeczne i usprawiedliwić pogardę dla ludzi i zohydzanie przeciwników politycznych. Nie sądzę jednak, by celem Kaczyńskiego było tu zdobycie poparcia ojca Rydzyka i słuchaczy Radia Maryja czy konserwatywnej części społeczeństwa. Moim zdanie, kieruje nim nie koniunkturalizm, a raczej prawdziwe poczucie misji.
Wątpię przy tym bardzo, czy takie wątki, które pojawiają się przecież w wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego i innych polityków Prawa i Sprawiedliwości nie po raz pierwszy, przysporzą im wyborców. Jarosław Kaczyński doskonale potrafi rozhuśtywać emocje i polaryzować społeczeństwo. Jest twórcą politycznego spektaklu, a nie tylko biernym uczestnikiem. Pytanie tylko, czy chcemy uczestniczyć w przedstawieniu reżyserowanym przez przywódców PiS.
Ja nie chcę. Uważam bowiem, że w państwie demokratycznym polityka nie powinna być walką ze złem, ale wspólnym dochodzeniem do dobra, poszukiwaniem kompromisu, wypracowywaniem najkorzystniejszych dla wszystkim rozwiązań, a jak prowadzić dialog z demonem? PiS nie jest zresztą niestety w swojej czarno-białej wizji świata odosobniony.
Podobne schematy stosuje środowisko Ligi Polskich Rodzin, które pognębia przeciwnika, a nie dyskutuje z nim. Gdy przeciwnika się poniży, trudno z nim potem rozmawiać. Nasza scena polityczna ulega przez to coraz większym podziałom. Przeciwnikom odmawia się poczucia własnej intencji i dbałości o dobro wspólne, co oczywiście wyklucza normalną rozmowę publiczną i w pewnym sensie paraliżuje nasze życie publiczne.