Ktoś słyszy, że podpisano właśnie aneks do umowy koalicyjnej i myśli sobie: "O, znowu ten Lepper i Giertych coś utargowali". A jest zupełnie inaczej. Do aneksu wpisano głównie to, czego chce premier Kaczyński. Zmiana prawa prasowego? Jest składana na barki Samoobrony. Tymczasem Przemysław Gosiewski, a czasem i sam premier, nieraz powtarzał, że kary dla prasy powinny być dotkliwsze. Oczywiście rozjuszony publikacjami o seksaferze Lepper i wkurzony publikacjami o lewej kasie LPR Giertych chętnie wezmą na siebie rolę zapiewajłów.
Komisja śledcza nazywana Dochnalowską, która miałaby zbadać gąszcz powiązań wokół dawno aresztowanego lobbisty? Na pierwszy rzut oka produkt urazy lidera LPR do "Gazety Wyborczej". Ale też dobra metoda, aby zafundować wyborcom igrzyska, zresztą niecałkowicie bezsensowne, bo wokół Dochnala działy się rzeczy podejrzane.
Niemniej jednak dla Kaczyńskiego spektakl godzący pośrednio w Kwaśniewskiego jest politycznie przydatny. Polaryzacja na linii: my prawica oczyszczająca państwo kontra postkomunistyczni aferzyści, stawia w trudnej sytuacji Platformę. Musi ona uznać Dochnala i jego dawnych partnerów za ofiary albo przyłączyć się do chóru tropicieli, albo co dla niej najgorsze - przedstawiać jako własne stanowisko intelektualne łamańce. A dla PiS to gratka.
Nie wiem, czy te pomysły zostaną zrealizowane. Zmiany w prawie prasowym mogą być na przykład tylko straszakiem na media. Sprawa Dochnala - propagandowym hasełkiem mającym przypomnieć o starych sprawkach lewicy. Ale ton w tej grze nadaje Kaczyński, a nie Lepper i Giertych.
Miarą ich pozycji jest to, czego nie mogą zrobić. Lepper chętnie by pohasał wokół protestu lekarzy i pielęgniarek. Próbował, ale premier mu zabronił. Giertych powinien odciąć się od kompromisu w Brukseli. Poprzestał na jałowym wygrażaniu Niemcom. Oczywiście LPR próbuje jeszcze stawiać PiS w trudnej sytuacji, mnożąc pomysły światopoglądowe kłopotliwe dla Kaczyńskiego. Ale robi to już coraz rzadziej, prawie machinalnie. Lepper nie próbuje już nawet tego. Jest zadowolony, że Kaczyński przymyka oko na działaczy Samoobrony, ich krewnych i kolegów ze szkoły oraz z wojska, którzy ławą zdobywają posady w agencjach rolnych.
Tak naprawdę jeden punkt z długiej listy aneksowych uzgodnień pozostaje kwestią otwartą. Blokowanie list w wyborach do Sejmu. Tak jak w wyborach samorządowych, to metoda umożliwiająca zsumowanie głosów trzech partii. Giertych zabiegał o to u premiera. Lepperowi może się na razie wydawać, że poradzi sobie sam, ale wydaje mu się coraz mniej.
Kaczyński ma jednak i inną drogę, aby wzmocnić w następnej kadencji pozycję swojej partii. To przyjęcie wspólnie z PO ordynacji większościowej lub bliskiej większościowej (okręgi 4-mandatowe). Taki system wyborczy pozwalałby w znacznej mierze na podział boiska między PO i PiS. I na wyrzucenie partii Leppera i Giertycha za burtę - wraz z ich kłopotliwymi kadrami. Większość wyborców i tak by przewędrowała do PiS, pewnie jeszcze przed wyborami.
Myślę, że Kaczyński wybierze jednak pierwsze rozwiązanie. Wprowadzenie szczątkowych i zwasalizowanych koalicjantów gwarantowałoby, że żaden głos się nie zmarnuje. Co więcej - ordynacja większościowa lub półwiększościowa bardzo osłabia lewicę, która wciąż pozostaje tym trzecim.
Zagłada przystawek - dojdzie do niej tak czy inaczej, chyba że jakiś kataklizm zmieni bieg zdarzeń - to dobra wiadomość. Pytanie tylko, na ile biorąc ich wyborców, a po części i działaczy w terenie, PiS nabierze nowych cech. A może już ich nabrał? Niedawno pewien polityk apelował do szefa rządu, aby powstrzymał najazd ludzi Samoobrony na agencje rolne: "To cena zmian" - odpowiedział premier. Ale może to właśnie są od jakiegoś czasu zmiany najbardziej widowiskowe. Zmiany, które będą się kojarzyć - może bez intencji Kaczyńskich - z rządami PiS.