Dlatego nie zdziwię się nadmiernie, jeśli po 22 sierpnia, gdy Sejm wznowi pracę po wakacjach, okaże się, że perspektywa wyborów odsuwa się do wiosny, kiedy to niewyczerpani w swojej
pomysłowości twórcy spektaklu zdążą wepchnąć państwo w kolejny kryzys.
Czy PiS przetrwa aferę gruntową?
Zakładając jednak, że do samorozwiązania Sejmu dojdzie, można z całkowitą pewnością wskazać zwycięzcę wyborów. To, że będzie
nim Platforma Obywatelska, uważam za przesądzone. Otwarte pozostają natomiast pozostałe kwestie kluczowe z punktu widzenia przyszłego kształtu sceny politycznej: a więc skala tego zwycięstwa,
to, kto oprócz PO i z jakim wynikiem znajdzie się w parlamencie. I wreszcie najważniejsze moim zdaniem pytanie, czy PiS przetrwa wstrząs wywołany sprawą ministra Kaczmarka i utratą
władzy.
Wiem, że to, co zaraz napiszę, będzie odczytywane jako kolejny wystrzał w wojnie, którą dwie partie centroprawicowe wytoczyły sobie w celu dokonania rozłamu w szeregach przeciwnika. Spójrzmy jednak na sprawę chłodno. Nie jest prawdą, że PiS to monolit. Istnieją w nim napięcia programowe, istnieje głęboka rysa po sporze na temat obrony życia, istnieje podział na "starą gwardię" z Porozumienia Centrum i na "nowych". Nakładają się na to napięcia pokoleniowe, a wreszcie narasta rozczarowanie stylem rządów Jarosława Kaczyńskiego i ich nikłymi efektami. Po wyborach dojdzie do tego frustracja osobista, bo sprawując władzę, PiS traktował oponentów nader bezwzględnie. Gdy przyjdzie pora rewanżu, jeńców nie będzie.
Najcięższą próbą dla spoistości PiS są jednak oskarżenia padające z ust ministra Kaczmarka. Jeśli okaże się, że jest w nich źdźbło prawdy, że służby specjalne przekraczały
swoje uprawnienia, że minister sprawiedliwości naruszał prawo, że minister Kaczmarek i jego współpracownicy padli ofiarą manipulacji, i że ktoś usiłował zrobić z nich kozły ofiarne,
może zniszczyć to fundament moralny partii. Ów etos prawych i sprawiedliwych, tak silnie łączący jej członków i dający im poczucie misji. Afera gruntowa musi stać się przedmiotem badań
komisji specjalnej. Wiele wskazuje na to, że Lepper nie będzie jedynym ze znanych polityków, których karierę zakończą jej ustalenia.
Czarci dylemat Platformy
Tak jak przesądzone jest wyborcze zwycięstwo Platformy, tak za pewne uważam, że postawi ją ono w trudnej sytuacji. Nawet zakładając wariant
najbardziej optymistyczny, czyli możliwość samodzielnego sformowania rządu większościowego, będziemy mieli przeciwko sobie ostrą opozycję i z lewej, i z prawej strony, a przede wszystkim
zagrożenie w postaci weta prezydenckiego. Aby je odrzucić, trzeba będzie za każdym razem szukać sojusznika i płacić mu jakimś ustępstwem... Prowadzenie w takich warunkach spójnej polityki
będzie wymagało wielkiej determinacji połączonej z równie wielką elastycznością.
Sytuacja skomplikuje się jeszcze bardziej, jeśli okaże się, że do rządzenia potrzebujemy koalicjanta. Optymalny byłby PSL i osobiście uważam, że partię chłopską należy zaprosić do współrządzenia, nawet jeśli PO uzyskałoby samodzielną większość. Gdyby doszło do pęknięcia wewnątrz PiS, równie naturalnym koalicjantem byłaby partia wyłoniona z jego umiarkowanego (a przede wszystkim przewidywalnego) skrzydła. Niewykluczone, że taka trójskładnikowa koalicja mogłaby nie tylko poradzić sobie z wetem prezydenta, ale i stać się zaczynem szerokiej formacji centroprawicowej, a to z kolei doprowadziłoby do dwubieguna podziału sceny politycznej. Zdaję sobie jednak sprawę, że wkraczam tu już nie tyle w sferę przewidywań co marzeń.
W wariancie najgorszym, na który też trzeba być przygotowanym, Platforma stanie przed alternatywą: koalicja z LiD albo z PiS. Są w PO tacy (ja sam do nich należę), dla których współpraca z postkomunistami to zaprzeczenie całej ich biografii i tożsamości ideowej. Nie brakuje jednak i takich, którzy po doświadczeniach rządów Jarosława Kaczyńskiego wołają gromkim głosem: z każdym byle nie z PiS! Ostra kontrowersja jest tutaj nieunikniona. Moim zdaniem muszą w nim jednak obowiązywać dwie nienaruszalne zasady. Po pierwsze, żaden wariant nie jest wykluczony z góry. Po drugie - pod żadnym pozorem nie możemy dać się podzielić. Decyzję o wyborze koalicjanta podejmą ciała statutowe (zapewne po szerokiej konsultacji wewnątrzpartyjnej). Ci, których racje przegrają, mogą stanąć z boku, ale nie wolno im przeszkadzać.
Powiedzmy sobie jednak szczerze (choć dla kogoś takiego jak ja, czyli dla przedstawiciela tzw. konserwatywnego skrzydła PO, jest to prawda trudna): jeżeli liderem PiS pozostanie polityk tak
nieobliczalny i konfliktowy jak Jarosław Kaczyński, to szanse powyborczej koalicji będą znikome. Tym bardziej że w wyborach prezydenckich głównymi kandydatami będą Lech Kaczyński i Donald
Tusk. Jedynym więc pewnym sposobem na uniknięcie współpracy z LiD jest samodzielna większość Platformy. To zaś wymaga trzymania się zasady: wszystkie ręce na pokład i wiosłujemy po
maksymalne zwycięstwo.
Trzy wektory rządzenia
Czego mogą się spodziewać Polacy po rządach Platformy Obywatelskiej? Na pewno nie będzie to czas przełomowych zmian. Po pierwsze, po
epileptycznych konwulsjach obecnej koalicji większość z nas tęskni za ładem i stabilizacją. Po drugie, pole manewru przyszłego rządu ograniczać będzie weto prezydenckie, a pewniej i
potrzeba zawierania koalicyjnych kompromisów. Po trzecie wreszcie - najbliższe lata upływać będą w cieniu zbliżających się wyborów prezydenckich, a to nigdy nie sprzyja głębokim reformom
i niepopularnym decyzjom.
Rząd Platformy powinien więc skupić się na paru sprawach najważniejszych. Poza dyskusją jest to, że jak najszybciej trzeba naprawić relacje Polski z partnerami europejskimi (zwłaszcza ze strategicznie ważnymi Niemcami i z Francją, którą rządzi obecnie polityk podzielający nasz punkt widzenia na wiele problemów unijnych). W oczywisty sposób istotne jest racjonalne wykorzystanie funduszy strukturalnych, a wreszcie przygotowanie Polski do Euro 2012. Ten szeroko rozumiany "wektor europejski" powinien być głównym punktem programu rządzenia. Myślę zresztą, że do realizacji tego punktu PO jest naprawdę dobrze przygotowana.
Drugi wektor to sprawy gospodarcze. Nie przypuszczam, by w najbliższych latach pojawił się klimat sprzyjający zasadniczej reformie finansów publicznych. Większy nacisk trzeba więc położyć na stworzenie udogodnień dla rozwoju małych i średnich przedsiębiorstw, na uproszczenie prawa, deregulację, ograniczenie biurokratycznych przeszkód w prowadzeniu działalności gospodarczej itp.
Trzeci obszar, którego nie wolno odpuścić, to szeroko rozumiana problematyka młodzieży. Potrzebne są więc spokojne modyfikacje systemu edukacji, kontynuowanie obecnej rozsądnej polityki prorodzinnej (firmowanej nazwiskiem minister Joanny Kluzik-Rostkowskiej) czy przygotowanie pakietu rozwiązań zachęcających najnowszą falę emigracji do powrotu do Polski. Jeżeli w każdej z tych dziedzin uda się osiągnąć zauważalny postęp, będzie to ogromnym osiągnięciem jak na okoliczności, w których przyjdzie Platformie rządzić. Malkontenci mogą wytykać, że nasz kraj pilnie potrzebuje głębokiej przebudowy ustrojowej i reformy gospodarczej. To prawda, ale o tym będzie można porozmawiać dopiero po wyborach prezydenckich.