Dziennik Gazeta Prawana logo

Kodeks pracy to betonowe kalosze na nogach ofiary

23 grudnia 2011, 13:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Mira Suchodolska
Mira Suchodolska/Inne
Dawno w publicznej agendzie nie pojawił się równie sensowny i potrzebny pomysł jak ten wysunięty przez ministra pracy Radosława Mleczkę – o konieczności trwałego uelastycznienia czasu pracy. Składam więc dłonie do oklasków (kiedy trzeba, nawet złośliwi dziennikarze nie obawiają się chwalić rządu), i tylko gdzieś w tyle głowy niczym piłeczka ping pongowa obija się pytanie: dlaczego tak późno? - pisze sekretarz redakcji "Dziennika Gazety Prawnej" Mira Suchodolska.

Nasz kodeks pracy, twór wywodzący się z czasów PRL-owskiego uprzemysłowienia i wszechogarniającej zmianowości, już od wielu lat jest martwym bytem. Sprawdzał się, kiedy jego głównym zadaniem było organizowanie pracy w wielkich kombinatach, gdzie stado kadrowych skrupulatnie obliczało przed- i nadgodziny. Kiedy nie liczył się wynik finansowy, a praca (mówiąc precyzyjniej zatrudnienie) należała się każdemu niczym psu micha.

Dziś, w epoce małych firm, w erze bardziej usługowej niż przemysłowej, jego skostniałe przepisy są dla przedsiębiorstw niczym betonowe kalosze wkładane na nogi skazańca tuż przed kąpielą w stawie.

Dlatego nie czarujmy się, są skrupulatnie i sprytnie omijane, ośmiogodzinna dniówka, np. w okresie nawału zamówień, jest fikcją. Zwłaszcza w niewielkich firmach: jak jest robota, to się z radością pracuje. Jak nie, wszystkim jest przykro.

Owszem, zdarzają się patologie, bywają przedsiębiorcy, którzy traktują swoją załogę jak półdarmową siłę roboczą – ale w proponowanych przez resort zmianach przepisy ochronne nadal działają, więc w sytuacji ewidentnej złej woli i wykorzystywania ludzi nic się nie zmienia, sprawa nadal pozostaje w gestii sądu pracy.

Zmiana przepisów jest natomiast szansą na zmianę myślenia. Zarówno pracodawców – którzy nie będą musieli już kombinować, jak obejść nieżyciowe przepisy i nie dać się na tym złapać – jak i pracobiorców (nierzadko, przyznajmy, traktujących swój zakład niczym dojną krowę, od której należy wziąć jak najwięcej, byle się przy tym nie zmęczyć). Otóż obie strony będą się musiały dogadać, a w tym dialogu nadrzędną wartością jest wspólny interes. Bo firma to ludzie. A ludzie żyją dzięki firmie. To ważne zwłaszcza teraz, w ciężkich czasach spowolnienia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj