Dziennik Gazeta Prawana logo

Sprywatyzujmy Polskę i bądźmy wreszcie szczęśliwi

30 marca 2012, 07:28
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Mira Suchodolska
Mira Suchodolska/Inne
Wszyscy ludzie, a szczególnie przemądrzali publicyści, tęsknią za państwem idealnym. Wydawałoby się - sprawa jest prosta. Chodzi o państwo sprawne, w którym związki między jego instytucjami uregulowane są przepisami. Urzędnicy odpowiadają za swój zakres zadań, a niższe urzędy kontrolowane są przez te wyższej instancji – według prawa, a nie osobistych emocji... - pisze Mira Suchodolska.

Zgadliście już? To podręcznikowa definicja biurokracji. „Biurokracja to dobrze zorganizowana zaraza” – mawiał Cecil Parkinson, konserwatywny minister w rządzie Margaret Thatcher.

Tylko w Polsce biurokracja tak nie działa. Sprawa paszportów, które wbrew zaleceniom resortu spraw wewnętrznych urzędnicy każą nam wyrabiać zamiast w miejscu stałego zamieszkania tam, gdzie mamy meldunek, jest tego tylko drobnym przykładem. Pewnie kombinują sobie, że pracę trzeba szanować i dzielić się nią z licznymi kolegami w całym kraju. Cóż za godna pochwały solidarność zawodowa. Dlatego redukcja liczby urzędników przypomina strzyżenie prosiąt: wełny mało, wrzasku dużo – że przytoczę słowa Nikity Biełycha, rosyjskiego działacza opozycyjnego. Zwłaszcza że Rosja i Polska wciąż mają wiele wspólnego. Tam obywatel nie może żyć i poruszać się po kraju, jeśli nie ma paszportu wewnętrznego, książeczki wojskowej i książeczki pracy, o innych pomniejszych dokumentach i zaświadczeniach nie wspominając. My musimy mieć dowód osobisty (z tym elektronicznym pożegnaliśmy się na długie lata), paszport, prawo jazdy, jakieś zaświadczenie o ubezpieczeniu, liczne legitymacje uprawniające do takiej czy innej zniżki... Ciekawe, dlaczego Amerykanom wystarcza prawo jazdy i numer ubezpieczenia społecznego?

A teraz wyobraźcie sobie, że nastąpiłaby prywatyzacja państwa. Właściciel zacząłby od optymalizacji zatrudnienia, więc poleciałyby urzędnicze głowy. I bardzo szybko zamiast 70 różnych systemów ewidencji w służbie zdrowia byłby jeden – bo to taniej i sprawniej. A zamiast kilku różnych dowodów tożsamości wystarczyłby jeden (też oszczędność w pracy i materiale) lub wręcz aplikacja w smartfonie. Proste? Tak. I możliwe do przeprowadzenia, jeśli spróbujemy odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: kto jest właścicielem państwa? Obywatele czy urzędnicy?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj