Nie ma bowiem dziś w Sejmie ani jednej partii (może z wyjątkiem Ruchu Palikota, który nigdy nie rządził, choć jego liderzy psuli budżet, będąc w innych ugrupowaniach), która znacząco nie przyczyniłaby się do narastania naszego zadłużenia. Zarówno PiS, jak i SLD, a także czy PSL, będąc w różnych koalicjach rządzących, zawsze, każdego roku wydawały więcej, niż wynosiły dochody państwa. Wszystkie partie lepiły tę śniegową kulę, która stała się już niebezpiecznie duża. To nie jest tylko wina Tuska, lecz także Millera, Pawlaka, Kaczyńskiego. Ich dzisiejsza troska o budżet jest popisem hipokryzji. Bo nawet teraz, gdy sytuacja stała się poważna, żadna z tych partii swojej zgody na konieczne reformy nie deklaruje. Żadna nie ma ich w swoim programie. Wręcz odwrotnie, bo są politycznie zbyt kosztowne.
Reklama
Warto więc ewentualnej komisji śledczej przypomnieć pewne fakty, które miały niebagatelny wpływ na wzrost polskich długów. Leszek Miller odcina się dziś od OFE. Zapewnia, że jego partia była przeciw. Przywykliśmy uznawać, że wszystkie cztery reformy, które okazały się nie do końca przemyślane, są autorstwa AWS. Prawda, ale nie do końca. Zanim bowiem AWS objęła władzę, ale już po wygranych przez nią wyborach, okazało się, że lewicowa szefowa ZUS Anna Bańkowska tuż przed swoim odejściem podpisała z Prokomem umowę na stworzenie systemu informatycznego dla ZUS, bez którego wdrożenie reformy emerytalnej nie byłoby możliwe. Pośpiech był jednak zdumiewający, ponieważ brakowało ustaw dokładnie określających kształt owej reformy, a więc także – systemu. SLD podpisał więc z wykonawcą systemu umowę na system, którego do końca nie określił. Zobowiązał się za spore pieniądze kupić coś, ale nie wiedział dokładnie co. Wykonanie systemu przeciągało się potem w czasie, kosztowało coraz więcej, ale do wykonawcy nie można było się przyczepić. To była wina ZUS, że kupując, nie wiedział, co chce kupić. Może komisja śledcza się dowie, dlaczego kupował z takim pośpiechem?
Leszek Miller żąda od Tuska poważnej rozmowy na temat przyczyn naszego zadłużenia. Słusznie. Byłoby dziś o kilkadziesiąt miliardów złotych mniejsze, gdyby SLD, pod jego przywództwem, nie wyjął w 2003 r. z powszechnego systemu emerytalnego mundurowych. Bardzo ich tym ucieszył. Od tej pory mogli zarabiać więcej, ponieważ już nie musieli płacić składek emerytalnych. I nie ma politycznej siły, która poparłaby reformę wcielającą żołnierzy, policję, prokuratorów czy sędziów do systemu powszechnego. Nie kwapi się do tego także Platforma, bo teraz najpierw musiałaby ich płace ubruttowić, czyli ponieść spory wydatek z budżetu, żeby mogli ich część odprowadzać w postaci składek emerytalnych.
Przy systemach emerytalnych majstrowały wszystkie partie, każda ma sporo na sumieniu. Kiedy w 2005 r. pod Sejm przyszli górnicy z kilofami, partyjni liderzy kalkulowali ewentualne straty polityczne, które poniosłyby ich ugrupowania, nie godząc się na kosztowne specemerytury dla nich. Rezultat był taki, że zarówno PiS, jak SLD i PSL poparły rujnujące budżet żądania górników. Bo zbliżały się wybory. Nasze długi wzrosły od tej pory o kolejne dziesiątki miliardów złotych. Odwagi, by się sprzeciwić, starczyło wtedy jedynie Platformie. Górnicy jej tego nie zapomnieli. Śniegowa kula toczy się coraz szybciej.
W czasie rządów PiS, LPR i Samoobrony gospodarka była w korzystnym cyklu koniunkturalnym. Dobrze rządzony kraj swoje długi wtedy ogranicza, żeby gdy przyjdą cięższe czasy, móc deficyt zwiększać. Ale premier Kaczyński żadnej reformy nie przeprowadził. Może komisja śledcza przypomni, że wprawdzie wpływy do budżetu wzrosły wtedy poważnie, ale wydatki państwa – dwa razy szybciej. Dziura w systemie rentowym zrobiła się gigantyczna. Państwo zadłużało się nawet w czasach koniunktury, co nie dowodzi umiejętności dobrego rządzenia.
Janusz Piechociński daje do zrozumienia, że za rosnący dług odpowiada Jacek Rostowski. Może by więc na użytek komisji śledczej policzyć, ile pieniędzy corocznie wędruje nie tylko z Brukseli, lecz także z budżetu naszego państwa do wyborców wiejskich, a ile ich stamtąd w postaci podatków do budżetu wraca? Mamy dziurę na kolejne dziesiątki miliardów. PSL, podobnie jak poprzednie partie chłopskie, kiedy były w koalicji, nie pilnuje, aby nasze długi nie rosły. Jego rola w kolejnych rządach ogranicza się do pilnowania interesów własnych wyborców. Żeby państwo, także najbogatszym rolnikom, nadal fundowało emerytury. Żeby rolnicy, nawet latyfundyści, ciągle nie płacili podatku dochodowego.
Żadna z rządzących w ciągu ostatnich kilkunastu lat partii nie dbała, by nasze długi nie rosły. Każdy rząd wydawał dużo więcej, niż państwo zarabiało. Więc się te długi skumulowały. I nie ma co rżnąć głupa, że to tylko Tusk je pozaciągał. On przynajmniej zrobił dwie reformy, na które jego poprzednikom nie starczyło odwagi, bo były kosztowne politycznie. Oni potrafili jedynie rolować polskie problemy, nie rozwiązując żadnego. Może rzeczywiście jakaś komisja śledcza powinna im to przypomnieć?