Na co choruje Polska Nauka? Jak ją z tego wyleczyć? Jak sprawić, by była konkurencyjna na świecie? Jak zatrzymać w niej młodych utalentowanych ludzi i pozwolić im się rozwijać? O bolączkach Polskiej Nauki dyskutowano w czasie debaty zorganizowanej w redakcji "Dziennika Gazety Prawnej". Oto podsumowanie propozycji jednego z jej uczestników, dr. Kamila Kuleszy. WIĘCEJ O DEBACIE >>>

Poważne głosy krytykujące tzw. zinstytucjonalizowaną Naukę Polską pojawiają się od lat - wiele razy już "diagnozowano stan" i wskazywano liczne problemy. Poza ckliwymi opowiastkami typu "bo jest za mało pieniędzy i dajcie więcej, a zakwitnie 1000 kwiatów", często wskazywane są:

Reklama

a. skomplikowane i wadliwe prawo, zarówno regulujące specyficznie obszar nauki i edukacji akademickiej, jak również w zakresie wykorzystania środków publicznych (np. UZP, PPP), czy prawo własności intelektualnej (tzw. "Miś", w artykule "Poemat dla uczonych"),
b. model kariery akademickiej, rozwiązania prawne i pozaprawne wbudowane w system (w ww. artykule "Barwy ochronne"),
c. problemy administracyjno-organizacyjno-zarządcze w polskich instytucjach akademickich. Zarówno jeśli chodzi o bardzo istotne zawężenie swobody działania choćby z powodów wymienionych w powyższych punktach, ale też o swoisty ekosystem - kulturę organizacyjną promującą nazbyt często osoby w najlepszym razie przeciętne, również na wysokie stanowiska kierownicze (w ww. artykule "towarzysz Szmaciak"),
d. modelowa antyinnowacyjność całego systemu i zwalczanie niepokornych (ww. artykule "Jeden dzień Iwana Denisowicza"), skutkująca wielopokoleniową już, negatywną selekcją kadr i petryfikacją systemu, który jest całkowicie nieadekwatny do potrzeb nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy (w ww. artykule "Towarzysz Szmaciak a IV rewolucja przemysłowa").


Przez lata wiele razy próbowano różnych reform, niestety bez rezultatu. Niektórzy mówią, że te wszystkie reformy były źle przeprowadzane. Ja jednak jestem przekonany, że przez te 25 lat co najmniej niektórzy z reformatorów mieli niezłe pomysły i "naprawdę" próbowali je wdrożyć. Tak więc problem jest raczej głębszy - nieważne, co by zrobić, to tego systemu i tak zreformować się nie da.

Co więc trzeba zrobić, aby coś zmienić w tak fatalnym systemie jak zinstytucjonalizowana Nauka Polska? I czy w ogóle coś zmieniać, bo jak twierdzą często jego beneficjenci, jest on całkiem dobry, a zmiany pociągają za sobą za duże ryzyko?

Reklama

Sadzę, że w tej sytuacji rozwiązaniem mogłoby być zbudowanie komplementarnego systemu naukowego - nazwijmy go alternatywnym lub offowym. Jako taki z definicji stanowiłby on dopełnienie obecnego systemu. Ten ostatni można by zaś pozostawić - niech sobie funkcjonuje i próbuje się zmieniać jak do tej pory. Odżałujmy na ten cel wydawane obecnie 1% PKB. Zarówno dla spokoju obecnej Nauki Polskiej i na wszelki wypadek, gdyby jednak w przyszłości okazało się, że posiadanie takiego skansenu ma jakąś wartość, np. można go za opłatą pokazywać turystom z całego świata.

Zaś po to, aby spróbować odpowiedzieć na wyzwania, np. IV rewolucji przemysłowej, potrzeba uruchomić alternatywny system (tzw. podejście greenfield). Nie byłby on obciążony historią i bagażem uwikłań, w tym personalnych, zinstytucjonalizowanej Nauki Polskiej i działałby wg zupełnie innych zasad, tj. m.in.:
1. Był w pełni zderegulowany i umożliwiał swobodną działalność naukową, m.in. poprzez rezygnację z obecnie obowiązującej ścieżki kariery naukowej i tzw. uprawnień, wspierając nie tylko swobody akademickie i uwalniając ludzką kreatywność, ale również wpisując się w silny trend odchodzenia od wagi formalnych kwalifikacji nawet na poziomie akademickim.
2. Nie bazowałby na finansowaniu budżetowym w obecnej formie, a raczej skupiał na tworzeniu wartości dodanej, którą można zmonetyzować.
3. W odniesieniu do pojedynczych grup czy instytucji badawczych działałby wg logiki obowiązującej w przypadku start-upów wysokich technologii i/lub zasad prowadzenia komercyjnych prac R&D.


Korzyści z posiadania takiego komplementarnego systemu są dość oczywiste. Z jednej strony można byłoby uwolnić ludzką energię i kreatywność, którą obecnie tłumi system zinstytucjonalizowanej Nauki Polskiej, a z drugiej istnienie rzetelnej konkurencji mogłoby również przyśpieszyć zmiany w obecnym systemie. I właśnie to ostatnie może okazać się głównym powodem, dla którego alternatywny system nigdy nie powstanie, bo jako taki byłby zagrożeniem dla spetryfikowanego status quo.