Dziennik Gazeta Prawana logo

Naczelny moher w podkoszulce z Che Guevarą [OPINIA]

Antoni Macierewicz
Antoni Macierewicz/PAP
Zamiast dyskontowania plusów dodatnich ubierający się w dobre garnitury szef MON jest ministrem, którego trzeba raczej chować za plecami bezbarwnego Jarosława Gowina, bo inaczej nie da się wygrać żadnych wyborów. Kieszonkowym Cezarem, który nawet we własnym obozie będzie miał klub sześćdziesięciu czekający na swoje święto środka - pisze w DGP Zbigniew Parafianowicz.

Fascynacja imperium Inków. Pomoc dla maoistów z Movimiento de Izquierda Revolucionaria prześladowanych przez Augusto Pinocheta. Znajomość języka keczua. Osadzenie w więzieniu w Iławie, a później pobyt w zakładzie karnym w bieszczadzkim Łupkowie. W końcu spisek i spektakularna ucieczka pogrzebowym karawanem z komunistycznej niewoli. Życiorys Antoniego Macierewicza zawiera wystarczającą ilość niebanalnych wydarzeń, z których sprawny doradca ukręciłby ikonę pop-polityki.

Jeśli bez uprzedzeń porównać jego przeszłość z tym, co do zaoferowania ma kreujący się na stoickiego fachowca psychiatra Bogdan Klich czy były radny gminy Warszawa-Centrum Tomasz Siemoniak – Macierewicz jawi się jako postać absolutnie nietuzinkowa.

Jednak zamiast dyskontowania plusów dodatnich ubierający się w dobre garnitury szef MON jest ministrem, którego trzeba raczej chować za plecami bezbarwnego Jarosława Gowina, bo inaczej nie da się wygrać żadnych wyborów. Kieszonkowym Cezarem, który nawet we własnym obozie będzie miał klub sześćdziesięciu czekający na swoje święto środka.

Po upadku komunizmu Antoni Macierewicz zbudował własny model polityczności. Sprowadza się on do perfekcyjnego ośmieszania nawet najbardziej racjonalnych pomysłów. Składania deklaracji, które już w dniu, w którym padną, są nieaktualne. Zniechęcania do siebie nawet neutralnie nastawionych dziennikarzy. W końcu nadużywania hiperboli i insynuacji pod adresem przeciwników.

Ambitny polityk, który z powodzeniem mógłby zmieniać polską armię, woli pełnić rolę naczelnego mohera. Zamiast sprawnej reklamy tego, co udało mu się zrobić, i umiejętnego ukrywania porażek preferuje siermiężną propagandę w stylu odwołanego niedawno Bartłomieja Misiewicza. Stalinowski wręcz w stylu przekaz, w którym co chwilę musi się pojawić sakramentalna „dezinformacja” odmieniania przez wszystkie przypadki połączona z groźbą donosu do prokuratury.

Nawet jeśli w wielu obszarach swojej analizy stanu państwa ma rację, to za mało, by wygrywać. W oparciu o sojusz z Misiewiczem i panem Kazimierzem z SKW, który w niecałe dwie godziny potrafi dojechać z Warszawy do Torunia – nie da się skutecznie rządzić nie tylko MON, ale nawet bieszczadzkim Łupkowem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj