Dziennik Gazeta Prawana logo

Dymitr Książek: W Moskwie, kiedy ciało zjeżdżało do piwnic, było bezpańskie. Myślę, że to tam doszło do zamiany

8 czerwca 2017, 20:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dymitr Książek, fot. Maksymilian Rigamonti
Dymitr Książek, fot. Maksymilian Rigamonti/Dziennik Gazeta Prawna
"Próbowano ze mnie zrobić wariata, by zdyskredytować to, co mówiłem na temat identyfikacji, udowodnić, że nie działam świadomie, że jestem chory, niepoczytalny. A ja powiedziałem tylko prawdę o Moskwie. Ale ta prawda nie była łatwa do przyjęcia ani przez stronę wówczas rządzącą, ani przez opozycję" - mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Dymitr Książek, lekarz, który był w Moskwie podczas identyfikacji ciał ofiar katastrofy smoleńskiej.

(...)
Magdalena Rigamonti: I co potem się z tym ciałem działo?

Dymitr Książek: Zjeżdżało windą do piwnic prosektorium, tam, gdzie znajdowały się chłodnie i gdzie – jak się szybko przekonałem – pracowali pakowacze. Trzech facetów, typków takich. Już to pani wtedy mówiłem, jedli kanapki i coś pili. Odpoczywali chyba, mieli chwilę przerwy.

Skąd pan wie, że tam byli?
Bo ich widziałem. Poszedłem tam na dół z Kopacz. Kiedy ciało zjeżdżało do tych piwnic, stawało się bezpańskie. Myślę, że to właśnie tam doszło do zamian ciał, do pomieszania szczątków.

Przecież na górze przy jednym ciele nie było dwóch miednic czy trzech rąk.
Oczywiście, że nie. Na dole były chłodnie, chyba czterokondygnacyjne. Czysto, schludnie. Oni, pakowacze, musieli dorzucać te inne części. Później najprawdopodobniej dorzucali też te małe nieidentyfikowalne. Pakowali to wszystko w czarne worki, obwiązywali sznurami, wsadzali do trumny i trumna wyjeżdżała na górę. I tam na dole żadnego z naszych oficjeli nie było.

A Ewa Kopacz?
Tylko przechodziła obok tych pakowaczy. Patomorfolodzy rosyjscy poprosili, żeby zeszła na dół przyjrzeć się pięciu ciałom najbardziej zniszczonym, czy może kogoś jej przypominają. Tu kępka włosów, tu noga. Mam to wszystko przed oczami. Nie jest to widok, który powszednieje. Dzięki Kopacz udało się zidentyfikować te ciała. Wróciliśmy na górę. I wiem, że tych pakowaczy nikt nie pilnował, nikt nie sprawdzał. Im najwyraźniej było wszystko jedno, co pakują do worów i do trumien. Ładowali ile się zmieściło. Musieli mieć na to przyzwolenie, wiedzieć, że trumny zostaną zaspawane, a rodziny będą wiedzieć, że ze względów sanitarnych nie będą mogły trumien otwierać w Polsce. Rodziny były przekonane, że ciała będą poubierane do trumien, a okazało się te ubrania zostały położone na te wory.

I tak pokazywane rodzinom?
Tak, przed zespawaniem. Już to pani mówiłem, ale Rosjanie mieli problem z tym, by rodziny wkładały do trumien święte obrazki czy różańce. To było bardzo dziwne. Pamiętam tylko, że ciało pani prezydentowej Kaczyńskiej było ubrane w garsonkę i perły i że nie było zapakowane do worka. I jeszcze to, co pani powiedziałem wtedy, a co potem było cytowane wiele razy i przedstawiane jako przykład mojego brutalizmu.

CAŁA ROZMOWA W PIĄTKOWYM MAGAZYNIE DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj