Dziennik Gazeta Prawana logo

Brakujące ogniwo, bez którego w Warszawie nie będzie Budapesztu. Wstrzymuje je... PiS

5 stycznia 2018, 19:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Marsz Niepodległości 7
Marsz Niepodległości 7/PAP
W znanej zapowiedzi Jarosława Kaczyńskiego o tym, że będziemy mieli w Warszawie Budapeszt, niemal wszystko wydaje się na razie sprawdzać. Wszystko, oprócz polskiego odpowiednika Jobbiku. Nad Dunajem nacjonaliści urośli do rangi głównej partii opozycyjnej. Czy w Polsce jest to możliwe? Ostatnio coraz mocniej iskrzy między PiS a częścią prawicowego ludu, który mogą zagospodarować narodowcy.

Dotychczas na prawo od partii rządzącej nie było niczego poważnego. Narodowcy zdawali się łapać wiatr w żagle przy okazji corocznego Marszu Niepodległości, ale w wielkiej polityce nic z tego nie wynikało. Ruch Narodowy wegetował w sondażach na poziomie 1 proc. poparcia. Kilku nacjonalistów trafiło do Sejmu wyłącznie za sprawą pospolitego ruszenia pod wodzą Pawła Kukiza. Arcyprawicowi i arcykatoliccy działacze znaleźli się w jego ramach obok m.in. Piotra Liroya-Marca, oprócz muzyki znanego choćby z postulatów legalizacji marihuany czy produkcji filmu erotycznego. Dobrze pokazuje to przypadkowość całego sukcesu. W ostatnich tygodniach i miesiącach miały jednak miejsce dwa wydarzenia, które mogłyby być zaczątkiem polskiego Jobbiku – silnego ugrupowania rodzimych nacjonalistów.

Dwie miarki się przebrały

Pierwsze z nich to sprawa zakazu hodowli zwierząt futerkowych, który ma zostać wprowadzony z inicjatywy PiS jako pakiet szerszych prozwierzęcych zmian, popieranych przez samego Jarosława Kaczyńskiego. Prace nad nowym prawodawstwem są zaawansowane, poparcie wyrazili prominentni politycy PiS (jak Krzysztof Czabański), a prawicowi dziennikarze Wojciech Mucha i Jacek Liziniewicz przygotowali cykl tekstów o realiach branży futrzarskiej: cierpieniu zwierząt, niszczeniu jakości życia lokalnych społeczności wokół ferm, znikomych wpływach podatkowych z tytułu tej działalności itp.

Spotkało się to z silną krytyką ze strony części środowisk prawicowych. Na Twitterze i Facebooku rozpętała się dyskusja, że takie postulaty to ekoterroryzm i polityczna poprawność. Do gry włączyła się oczywiście branża futrzarska i jej zaplecze PR-owe, a część prawicy mówi słowo w słowo to samo, co hodowcy. Szybko podchwycili temat również narodowcy – Robert Winnicki nazwał pomysł PiS „skrajnym lewactwem”, a on i jego ideowi pobratymcy przedstawiają zakaz jako szkodliwy dla polskich przedsiębiorców, rodzimej gospodarki i miejsc pracy. Wszystkie te opinie brzmią wiarygodnie dla części elektoratu prawicy, a szczególnie jego odłamu aktywnego w internecie i mediach społecznościowych.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj