"Jutro wybuchnie bomba (obawiam się, że nie będzie to kapiszon) w postaci filmu Tomasza Sekielskiego. Nie, nie oglądałem go jeszcze, ale z informacji jakie docierają wynika, że historie jakie przedstawia dziennikarz są prawdziwe, a to oznacza, że trzeba się z nimi zmierzyć" - napisał Tomasz Terlikowski na Facebooku.

"Nie wystarczy oznajmić z oburzeniem, że to kolejny atak na Kościół. Trzeba uczciwie odpowiedzieć na pytanie, czy, a jeśli tak, to kto i dlaczego ich chronił, czy ich historie są wyjątkiem od reguły, czy przykrą regułą" - zauważył.

"Ta odpowiedź należy się nie tyle mediom, ile wiernym, którzy powierzają Kościołowi swoje dzieci. Jako ojciec piątki chcę wiedzieć, czy ludzie, którzy bronili przestępców seksualnych nadal pełnią swoje funkcje, czy mogą nadal decydować o tym, kto będzie pracował z dziećmi i młodzieżą, a kto nie, czy rozliczyli się ze swoich decyzji" - dodał.

Przyznał też, że nie przekonuje go "argument, że film został zrobiony przez osobę nieobiektywną, bo nawet jeśli jest to prawda (a w pewnym stopniu zapewne jest), to istotne jest, co innego: czy historie opowiedziane w filmie są, czy nie są prawdziwe".

"Prawdziwymi wrogami Kościoła nie są ci, którzy robią film o takich sprawach, ale ci, którzy robili, a czasem robią takie rzeczy (...). Dobro Kościoła wymaga oczyszczenia, a nie udawania, że nic się nie dzieje" - podsumował Terlikowski.

Film będzie miał premierę na kanale Youtube Tomasza Sekielskiego w sobotę o godzinie 14:30. Film został współfinansowany poprzez publiczną zbiórkę - pieniądze na jego powstanie wpłaciło ponad 2,5 tysiąca osób.