Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowe szaty szpitali. Nikt nie odważy się powiedzieć, że system jest nagi [KOMENTARZ]

20 sierpnia 2019, 07:48
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Lekarz w szpitalu
Lekarz w szpitalu/Shutterstock
Prawda jest taka, że w przypadku szpitali i omawianej sieci wiadomo, że tak naprawdę to nie jest żaden sukces, bo szpitali jest po prostu za dużo. To mówią wszyscy, bardzo zgodnie. Tyle że rządzący mówią to po cichu. W efekcie nikt nie może się zdecydować na to, żeby zmniejszyć liczbę szpitali i jednocześnie przerzucić większy ciężar na leczenie ambulatoryjne i wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej.

Zmniejszamy w tym półroczu przyjęcia pacjentów – mówi mi w niezobowiązującej rozmowie jedna z dyrektorek szpitala. I dodaje, że dostali po łapach za to, że leczą szybko i sprawnie. Jej zdaniem to wszystko efekt sieci (czyli nowego systemu finansowania szpitali) – ich placówka przyjęła więcej chorych, ale nie dostała za to zwiększonych środków z NFZ. Mówi wprost: sieć zabetonowała działający do tej pory system. I nie opłaca się działać ani gorzej, ani lepiej.

Niedawno, podczas jednego ze szkoleń dla dyrektorów szpitali dotyczącego nowego sposobu finansowania, na pytanie, komu pomogła sieć, ani jeden z kilkudziesięciu obecnych na sali kierowników placówek medycznych nie podniósł ręki.

Te subiektywne i jednostkowe odczucia potwierdza raport NIK. Izba zbadała, jak działa wprowadzona dwa lata temu reforma szpitali. I bezlitośnie skrytykowała jej efekty. Z analizy wynika, że sieć właściwie nie spełniła ani jednego z założeń: nie polepszyła się ani sytuacja pacjentów, ani lecznic. A miała – zgodnie z obietnicami.

Sytuacja jest jednak dość specyficzna. Choć NIK krytykuje sieć i choć większość ekspertów mówi, że zmiana nie jest taka fajna, jak miała być, to mam nieodparte wrażenie, że sam fakt, iż sytuacja się jakoś radykalnie nie pogorszyła, już stanowi sukces. I zastanawiam się - dlaczego? Czy już tak mało oczekujemy od służby zdrowia? Czy może to efekt pewnej narracji konsekwentnie przyjmowanej przez kolejne rządy? Ogólny wydźwięk jest taki: "Jest źle, ale jakoś próbujemy", a wszystko to w sosie atmosfery nieustannego zagrożenia.

Przykłady? Proszę. Już nieraz słyszałam taki argument: "Może i nie jest dobrze, ale mamy pewien sukces – jak na tak małe nakłady polski system dobrze działa". Albo sukcesem okazuje się, że… po raz pierwszy od lat lekarze rodzinni nie protestowali na koniec roku, kiedy podpisują umowy z NFZ. Albo to, że medyków i pielęgniarek jest za mało - ale nie martwmy się, system działa, bo pracują na kilku etatach naraz. Właściwie cały czas ma się wrażenie, że cudem udało się przetrwać kolejny dzień i uniknąć katastrofy w postaci krachu całego systemu.

W przypadku sieci nawet sami decydenci w rozmowach kuluarowych przyznają, że miało być trochę inaczej, ale - jak podkreślają - przynajmniej uniknęliśmy większego chaosu. Gdyby nie sieć, wszystkie placówki publiczne i niepubliczne na równych warunkach brałyby udział w wyścigu o pieniądze z NFZ. W efekcie mogłoby się zdarzyć, że nawet duże publiczne szpitale mogłyby wypaść z rynku, a do NFZ-owskiego systemu dostałyby się te niekoniecznie oferujące najbardziej kompleksową opiekę. No i w ogóle byłoby zamieszanie. Więc świetnie, że odgórnie zdecydowano, jakie warunki trzeba spełnić, i w ten sposób klepnięto, kto otrzyma finansowanie na co najmniej cztery lata do przodu. – uspokaja mnie jeden z urzędników.

A ja się łapię na tym, że taka retoryka na mnie działa. Brawo: udało się zapobiec katastrofie. Ale potem sobie uświadamiam, że to absurd. Cały system działa dzięki łataniu dziur. Że od dawna nie udało się stworzyć jednolitej, uporządkowanej, dającej poczucie stabilności, przewidywalności i przede wszystkim zaufania służby zdrowia.

Co się poprawiło w ostatnich latach? Weszło kilka nowych terapii oraz skróciły się kolejki do leczenia zaćmy – to chyba tak naprawdę dwie realne czy może raczej namacalne rzeczy, które zmieniły się na lepsze. No, może jeszcze pensje lekarskie. A co dały podwyżki dla lekarzy pacjentom? No jak to? Nie pogorszyła się sytuacja chorych: lekarze nie rzucili pracy, nie wyjechali z Polski, więc pacjent może być wdzięczny – ma kto go leczyć.

Prawda jest taka, że w przypadku szpitali i omawianej sieci wiadomo, że tak naprawdę to nie jest żaden sukces, bo szpitali jest po prostu za dużo. To mówią wszyscy, bardzo zgodnie. Tyle że rządzący mówią to po cichu. W efekcie nikt nie może się zdecydować na to, żeby zmniejszyć liczbę szpitali i jednocześnie przerzucić większy ciężar na leczenie ambulatoryjne i wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej. Bo to niepolityczne. Co ciekawe, sieć miała właśnie - jak to się ładnie mówi - zracjonalizować system szpitalny, ale w efekcie i tak jest w niej 95 proc. wszystkich łóżek. Bo w służbie zdrowia nie można robić rewolucji, takie jest tłumaczenie. Pytanie tylko, czy to jest powód, dla którego należy ładować niemal 60 proc. wszystkich pieniędzy na leczenie w organizację, która kuleje, i wszyscy wiedzą, że ma problem z równowagą. To jak w przypowieści o nowych szatach cesarza – wszyscy wiedzą, że jest nagi, ale nikt nie odważy się tego powiedzieć na głos. A już na pewno nie sam władca.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj