Wstęp pełen był ładnych haseł, które mogłyby brzmieć dobrze, gdyby skondensować je w czasie dwóch minut. Skoro jednak słuchaliśmy ich przez minut kilkanaście, stały się nużące i to poczucie znużenia hasłami pozostało aż do końca przemówienia.

Reklama

Drugim rozczarowaniem był brak konkretów w najważniejszych gospodarczych kwestiach. Dawno nie słyszeliśmy tak wielu stwierdzeń, zawierających słowa "zrobimy”, "musimy”, "uruchomimy narzędzia”. Jak zrobimy, jakie narzędzia - tego nie dowiedzieliśmy się niemal w żadnym przypadku. Zasadne pytanie opozycji, jak jednocześnie zmniejszyć obciążenia obywateli i podnieść płace w sektorze publicznym pozostało zatem bez odpowiedzi. Wiemy tyle tylko, że Donald Tusk mocno wierzy, iż jest to możliwe. Jednak frazes o wyzwalaniu pozytywnej energii Polaków to w tym przypadku o wiele za mało.

Wiemy, że Polska nie podpisze Karty Praw Podstawowych i że polscy żołnierze wyjdą w 2008 roku z Iraku. Armia do roku 2009 ma być zawodowa. To kilka z niewielu konkretów, jakie usłyszeliśmy. To o wiele za mało.

Owszem - nowy premier był w paru miejscach koncyliacyjny wobec opozycji, spokojny, uprzejmy. Ale nie na tym polega expose, żeby skleić do kupy kilkaset ładnie brzmiących frazesów i zrobić z tego trzygodzinne przemówienie, pod koniec którego trudno powstrzymać senność.