Dziennik Gazeta Prawana logo

Co jest ważniejsze: Ludzkie życie czy kieszenie [OPINIA]

26 marca 2020, 06:45
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Koronawirus, pieniądze i maseczka
<p>Koronawirus, pieniądze i maseczka</p>/ShutterStock
Im dłużej trwa walka z wirusem SARS-CoV-2, tym częściej pada pytanie o jej koszt dla gospodarki. W sporze można wyróżnić dwa skrajne stanowiska. Zgodnie z pierwszym priorytet mają ochrona ludzi i wygaszenie pandemii, a więc maksymalne ograniczenie możliwości przenoszenia się wirusa. Zgodnie z drugim prymat powinna wziąć gospodarka, bo całkowity koszt zamknięcia ludzi w domach będzie dramatycznie wysoki.

Spór nie jest wyłącznie akademicki. Biorą w nim udział także politycy, od których przecież zależy, gdzie między tymi dwoma ekstremami znajdzie się każde państwo. Sceptycyzmu wobec stanowiska nr 1 nie kryje Donald Trump. "" – napisał niedawno na Twitterze. – – dodał w tym tygodniu na jednej z konferencji prasowych, obiecując jednocześnie, że Ameryka wróci do biznesu szybciej, niż sądzą niektórzy.

Bliżej pozycji nr 2 wydaje się być również premier Pakistanu Imran Khan. – – powiedział polityk w telewizyjnym przemówieniu do narodu. Dodał jednak, że nie zawahałby się przez zamknięciem ludzi w domach, gdyby miał do dyspozycji takie środki, jak Francja, USA czy Anglia.

Co do słuszności pierwszej postawy nie ma za to wątpliwości premier Nowej Zelandii Jacinda Ardern. – – mówiła polityk na poniedziałkowej konferencji prasowej, ogłaszając wprowadzenie ogólnokrajowej kwarantanny.

Niektórzy starają się znaleźć trzecią drogę. Zgodnie z nią powinniśmy odseparować wyłącznie osoby starsze, najbardziej narażone na komplikacje z powodu infekcji koronawirusem. Resztę populacji trzeba zostawić w spokoju, dając nadzieję na utrzymanie w miarę normalnej kondycji gospodarczej. Taką tezę postawił pod koniec ubiegłego tygodnia ekspert od polityki zdrowotnej David Katz z Uniwersytetu Yale i znalazła ona spore uznanie nad Wisłą. Na Katza powołali się publicyści Sławomir Sierakowski i Grzegorz Lindenberg. Podobną drogę sugerował także Grzegorz Hajdarowicz.

– uważa Bill Gates. Miliarder w wywiadzie dla „TED” dodał, że jej wprowadzenie jest równoznaczne z powiedzeniem ludziom, żeby „dalej chodzili do restauracji i kupowali domy, ale nie zwracali uwagi na rosnącą górę zwłok”. Na atrakcyjność trzeciej drogi po części składają się wstępne dane dotyczące śmiertelności wśród osób chorych na COVID-19. O ile w najstarszej grupie, w zależności od opracowania, sięga ona nawet 20 proc., o tyle już wśród osób między 50. a 60. rokiem życia oscyluje wokół 1 proc., a u młodszych jest jeszcze mniejsza.

Stąd wniosek, że ryzyko dla osób w wieku produkcyjnym jest niewielkie, więc zamykanie ich w domach to niepotrzebna ostrożność, przy okazji szkodliwa dla gospodarki. Problem polega na tym, że te niewielkie procenty w skali populacji przekładają się na dziesiątki tysięcy ludzi. Dla przykładu, pod koniec 2018 r. w Polsce (najnowsze dane z „Rocznika demograficznego 2019”) mieszkało 4,78 mln osób w wieku 50–59 lat. Jeśli przyjmiemy 1-proc. śmiertelność dla tej grupy, to wprowadzenie trzeciej drogi oznacza powiedzenie prawie 50 tys. Polaków i Polek, że w ciągu trzech miesięcy już ich z nami nie będzie (zakładamy oczywiście, że jako osoby w wieku produkcyjnym nie będą objęte przymusową kwarantanną).

Nawet jeśli wirusem nie zarażą się wszystkie osoby z tej grupy wiekowej, to i tak skazujemy kilkanaście tysięcy osób na śmierć. Do tego wcale nie jest powiedziane, że w takiej wybiórczej kwarantannie seniorom byłoby lepiej. W domu musiałoby zostać 4,3 mln Polaków i Polek po siedemdziesiątce. Teraz mogą swobodnie wyjść po zakupy, bo wszyscy staramy się ograniczyć rozprzestrzenianie wirusa. Jak byśmy to rozwiązali w samym środku niekontrolowanej pandemii?

Co gorsza, zwolennicy trzeciej drogi proponują tak naprawdę eksperyment epidemiologiczny na niesłychaną skalę, w którym niepoznany do końca patogen szalałby bez przeszkód w populacji. Pomijany w związku z tym niewygodny fakt jest taki, że nie mamy pojęcia, jak wyglądałyby statystyki zgonów w tak dużej grupie. Często w małej skali zjawiska procesy zachodzą inaczej niż w dużej, a prosta ekstrapolacja wniosków okazuje się błędna.

Nie jest również powiedziane, że w warunkach takiej odpowiedzi epidemiologicznej życie gospodarcze toczyłoby się normalnie. Ludzie dalej trafialiby do szpitali, powodując zaburzenia w miejscach pracy o trudnej do przewidzenia skali, bo wszyscy zaczęliby chorować w bardzo krótkim czasie. Przy okazji i tak doprowadziłoby to do zawału służby zdrowia, bo przecież głównym celem strategii "spłaszczania krzywej" (albo, jak woli Boris Johnson, "zgniatania sombrera") jest właśnie ochrona jej cennych zasobów w taki sposób, aby rozłożyć liczbę przypadków w czasie. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj