Dziennik Gazeta Prawana logo

Obrona przed ochroną

29 grudnia 2007, 01:27
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Główny bohater filmu fabularnego produkcji polskiej pt. "Mordo ty moja!" zabronił podawania inicjałów swego nazwiska i każe, pod groźbą sądu, pisać o sobie wyłącznie per "Ryszard Krauze". Dobrze, że nie każe podawać wszystkich swoich imion, łaskawca - pisze w DZIENNIKU Robert Mazurek.

Łaskawca i wszyscy jego doradcy (już bez ministra Ć.) słusznie bowiem kombinują, że pisanie o kimś per „Ryszard K.” to porażka. Tak więc albo po nazwisku, albo wcale – poszła w świat dyrektywa z 40. piętra Marriottu. Kpiny kpinami, ale obawa, że teraz na pierwszych stronach gazet pojawi się zdjęcie Ryszarda K. z przepaską na oczach, a telewizyjne wiadomości zaczynać się będą od słów „prezes Prokomu Ryszard K.”, rzeczywiście musiała skłonić do działania.

To paradoks, bo przepis zabraniający podawania nazwiska powstał po to, by chronić podejrzanych i oskarżonych przed napiętnowaniem, a zaczął działać jak pręgierz. A w dodatku bat na gwiazdy. Wystarczy, by jakiś pieniacz wystąpił z pozwem karnym, a gwiazda staje się już Beatą T., Piotrem F. czy choćby Kubą W. Durnota tego przepisu była krytykowana po wielekroć, sprowadzana do absurdu przez gazety rozpisujące się o „synu prezydenta Przemysławie W.”, ale po raz pierwszy sam napiętnowany in spe postanowił walczyć o to, by prokuratura lepiej już jego imienia nie chroniła. On dziękuje, postoi, a niechby nawet i posiedzi, ale z całym nazwiskiem, a nie z ochłapami po nim.

Można by zaproponować zniesienia tej zasady, gdyby nie to, że w Polsce panuje swoisty kult wymiaru sprawiedliwości. Z jednej strony mamy idiotyczną wiarę w nieomylność sądów oraz nieznaną nigdzie w świecie zasadę, iż „wyroków sądów się nie komentuje”. Skoro delikwent został uwolniony od zarzutów, to na pewno niewinny, a skoro skazany, to łajdak. A co, jeśli apelacja wyrok zmieni? Trudno, wszak wyroków sądu się nie komentuje. Z drugiej zaś strony, gdy komuś postawi się zarzuty albo, nie daj Boże, wniesie się przeciw niemu akt oskarżenia, a o zdarzeniu poinformują media – to koniec. Śmierć cywilna. Niech sobie państwo wyobrażą polityka, którego małżonka w szale rozwodowej zemsty oskarży o – całkiem wyimaginowane – molestowanie dzieci. Od łatki pedofila i krzywdziciela niewinnych nie uwolni się do końca życia.

Krauze postanowił więc przed skracaniem nazwiska się bronić, bo skoro prokurator raz nazwie go Ryszardem K., to „-rauze” już do niego w oczach opinii publicznej nie wróci. Co prawda, nie zapowiedział, czy za pisanie „Krauze R.” też będzie ścigał, ale rozumiem, że to jednak znacznie mniejszy obciach niż „Ryszard K.”. Tym bardziej że ten ostatni może się z Kaliszem skojarzyć.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj