Dziennik Gazeta Prawana logo

KRUS - czas zamknąć tę furtkę

14 stycznia 2008, 01:31
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rząd na poważnie zabiera się za reformę KRUS. Co ważne, po cichu i wspólnie. To znaczy najpierw robi, a potem dopiero chce ogłosić, że zrobi. I nie wbrew koalicyjnemu PSL reprezentującemu głosy wsi, ale jego rękami. Spełnione są więc dwa podstawowe warunki jakiejkolwiek poważnej reformy dotykającej bezpośrednio tak wielkiej, ponadpółtoramilionowej grupy społecznej. Dlatego sprawę warto potraktować poważnie. Tym razem naprawdę może się udać - pisze w DZIENNIKU Michał Karnowski.

Po stronie atutów rząd może zapisać jeszcze jedno: wygasa funkcja KRUS jako amortyzatora społecznych kosztów reform. Nikt tego głośno nie powie, ale nie tylko nieudolność kolejnych ekip utrzymywała uprzywilejowanie rolników w stosunku do innych grup społecznych płacących coraz większe, wprost zależne od dochodów składki na ubezpieczenia społeczne. Każdy rząd wiedział doskonale, że dzięki możliwości łatwej - za cenę hektara ziemi - ucieczki do rolniczej kasy nie było w Polsce zbyt wielu kontrastów rodem z Trzeciego Świata. Kogo rynek wypychał z pracy, komu bankrutował zakład, mógł schować się w KRUS i jakoś przeżyć. Osłabiało to impet społecznych protestów, ograniczało liczbę ludzi pozbawionych opieki zdrowotnej i jakichkolwiek dochodów. Widać to wyraźnie w statystykach samego KRUS. Liczba ubezpieczonych po roku 1991 zaczyna skokowo rosnąć, w ciężkich pod względem kosztów transformacji latach 1993-1997 przekraczając dwa miliony osób. Potem lekko spada, do obecnych 1 mln 586 tys.

W sumie z perspektywy czasu ta strategia wypychania miejskiej biedy do KRUS chyba się opłaciła. Choć kosztowało to corocznie kilkanaście miliardów złotych.

Czy jednak po siedemnastu latach od skoku w plan Balcerowicza nadal ta furtka powinna istnieć? Coraz mniej ofiar bankructw wielkich zakładów pracy rodem z PRL. Coraz łatwiej o pracę. I coraz większy dysonans pomiędzy rozwiązaniami przyjętymi wobec rolników w 1990 roku, a rynkową rzeczywistością roku 2007. Zmienili się też sami rolnicy. I już chyba nie chcą tak masowo i tak bardzo, by wiejski standard ubezpieczenia był równy dla wszystkich i tak niski.

Dziś główny punkt ciężkości społecznego dramatu przesunął się do ochrony zdrowia. Obciążenie tego systemu rolnikami, za których płaci budżet państwa, staje się coraz większym problemem. A uzasadnienie, iż bez policzenia dochodów rolników nie można pobrać składki zdrowotnej - coraz większym kuriozum.

Dlatego tę reformę trzeba i da się przeprowadzić. Ale nie da się tego zrobić, idąc na skróty. Jeśli tylko politycy PO i PSL wpadną na pomysł, by zgłaszać reformę jako projekt poselski - będzie po zmianach. Zbyt skomplikowana i wrażliwa to sprawa, zbyt duże budzi polityczne namiętności. To trzeba wziąć - potocznie mówiąc - na klatę. Opracować w rządzie, omówić z rolnikami i ich związkami, przyjąć na Radzie Ministrów i posłać do Sejmu. A tam pilnować swoich posłów, by poparli rządowy projekt. To jest warunek trzeci powodzenia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj