Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy Tusk znajdzie pieniądze dla wszystkich?

29 stycznia 2008, 01:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Michał Karnowski w DZIENNIKU
Michał Karnowski w DZIENNIKU/Inne
Jeszcze w niedzielę wieczorem premier Donald Tusk mówił: "Gdybym miał taki guzik, który mogę wcisnąć i granica jest odblokowana, zrobiłbym to kilka dni temu. Ale musimy działać zgodnie z prawem". Wczoraj guzik wcisnął. Obiecał protestującym wszystko, czego żądali, włącznie z zasugerowaniem bezkarności za wątpliwe zwolnienia chorobowe - pisze w DZIENNIKU Michał Karnowski.

Trudno było nie zgodzić się z szefem rządu, kiedy czując dramat kierowców i powagę sytuacji, mówił otwarcie: "Nie mamy już czasu, już na nic nie mamy czasu". To prawda, choć nie można nie zapytać, dlaczego czasu zostało tak mało? Dlaczego po tygodniu bezwładu musi nagle przyspieszać, wręcz biec, czując na plecach nacisk bezwzględnej siły celników? Dlaczego zmuszony jest do obiecania protestującym wszystkiego, czego żądają?

Rząd przespał czas, gdy naprawdę można było coś zrobić. A przynajmniej kontrolować sytuację, choćby przez dostarczenie uwięzionym kierowcom ciepłej żywności, wody, toalet, środków higieny. Kiedy można było zmusić celników do natychmiastowych rozmów. Kiedy można było nie dopuścić do momentu, aż ich pełzający protest zaczął zagrażać życiu innych i wymusił kapitulację rządu przed argumentem siły. Dlatego dziś nie ma już czasu.

Niestety, ten mechanizm powtarza się nie po raz pierwszy. Strategia tego rządu w zderzeniu z większością problemów polega na uważnym obserwowaniu społecznego napięcia i wkraczaniu dopiero wtedy, kiedy wybuch jest tuż-tuż. Do tej pory się udawało. Negocjacje z górnikami zawęziły protest do jednej kopalni, rozmowy z nauczycielami odsunęły ryzyko strajku, biały szczyt przyniósł uspokojenie nastrojów środowisk ochrony zdrowia. W każdym z tych przypadków interwencja następowała jednak coraz później. Coraz wyraźniejsza jest też rola premiera, który w sytuacji, gdy nikt już nic nie może pomóc, wszystko bierze na siebie. Po ludzku to imponuje. Ilu polityków gotowych jest wejść w każdy tłum i powiedzieć: rozmawiajmy. Niewielu. Ale za tę strategię cena jest słona. Używanie osobistego autorytetu w każdym konflikcie, na dodatek zazwyczaj lekkomyślnie wcześniej zabagnionym, przypomina koszenie trawy brzytwą. Dewaluuje autorytet premiera.

No i najważniejsze: co ta ekipa zrobi, gdy ta siła przestanie działać? Co będzie, jeżeli obietnice Donalda Tuska nie udrożnią szybko granic? Jaki argument wtedy pozostanie? Wątpliwe też, aby premierowi wystarczyło sił, by być wszędzie, by było dość pieniędzy na podwyżki dla każdego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj