Co poszło nie tak?
Reklama
Sądzę, że najsłabszą stroną pontyfikatu Jana Pawła II była polityka personalna.
Papież nie znał się na ludziach?
Bazował na decyzjach przygotowanych przez współpracowników i wykazywał się daleko posuniętym zaufaniem do ludzi.
Był łatwowierny?
Nie podejrzewał, że ktoś go chce oszukać, to nie mieściło mu się w głowie. Swoją drogą teraz widzimy, że choć od 15 lat Ojca Świętego nie ma, to jakiegoś przełomu w nominacjach biskupich i kardynalskich też nie ma.
Gdzie Jan Paweł II popełnił błędy?
Są dwie ewidentnie fatalne nominacje kardynalskie i sporo biskupich, ale za nie papież ponosił tylko częściową odpowiedzialność.
Kardynałów wybierał sam. Pisze ojciec o tym w książce "Pontyfikat na czasy zamętu", która miała w tym tygodniu premierę.
Jan Paweł II wyniósł do godności kardynalskiej Hansa Hermanna Groëra, arcybiskupa Wiednia, który – jak się później okazało – nie tylko miał kochanka, ale i molestował co najmniej kilkudziesięciu chłopców. To był seksualny zbrodniarz.
A drugi?
Arcybiskup Waszyngtonu Theodore McCarrick też miał na sumieniu wykorzystywanie seksualne ministrantów. Został ostatecznie wydalony ze stanu kapłańskiego, ale to już za papieża Franciszka. Co z tego, że to są dwie z 261 nominacji, oraz z faktu, że Jan Paweł II uczynił kardynałem wielkiego Jean-Marie Lustigera czy wspaniałego świętego François Nguyên Văn Thuâna z Wietnamu, skoro teraz wszyscy skupiają się tylko na tych błędnych wyborach?
Jak popatrzymy na nominacje polskich biskupów, to też można siąść i płakać.
Zasadą dyplomacji watykańskiej jest, że nuncjuszem apostolskim nie jest miejscowy ksiądz i że kadencja trwa dwa lata. Tymczasem pierwszym nuncjuszem w naszym kraju był Polak, jego misja trwała 21 lat.