Dziennik Gazeta Prawana logo

Zjednoczona opozycja? Partie są do siebie zbyt podobne

26 lutego 2021, 08:45
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
obrady Sejmu
<p>Posłowie na sali obrad</p>/PAP
W polskiej debacie publicznej przy różnych okazjach – a to kolejnej kłótni w łonie koalicji rządzącej, a to sondażu dającego PiS samodzielną większość – powraca temat jednoczenia opozycji. Jedni zachęcają, drudzy odradzają, ale obie strony zgadzają się, że współpraca jest trudna, bo partie opozycyjne są tak różne. Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie – współpraca jest trudna, bo partie opozycyjne są tak do siebie podobne.
*autor jest doktorem socjologii, doradcą politycznym i współtwórcą „Podkastu amerykańskiego”. Napisał książkę „Druga fala prywatyzacji. Niezamierzone skutki rządów PiS”. W latach 2013–2020 był sekretarzem redakcji, a obecnie jest członkiem redakcji tygodnika „Kultura Liberalna”

Wóz przed koniem

Nie jestem wielkim entuzjastą jednoczenia całej opozycji w jeden blok – od Koniecznego i Zandberga z Lewicy po Hołownię, Sawickiego i prawe skrzydło Koalicji Obywatelskiej. Po pierwsze, polityka to nie matematyka, a zatem wynik wyborczy takiej koalicji nie musi być wynikiem równym sumie poparcia dla poszczególnych ugrupowań. Po drugie, nawet jeśli niektóre sondaże wskazują dziś na sukces zjednoczonej opozycji – np. niedawne badanie Ipsos dla OKO.press dało jednolitej liście 57 proc. poparcia – to przecież taki twór nie istnieje. Ankietowani odpowiadają, kierując się pewnym wyobrażeniem tego, jak skonsolidowany blok powinien ich zdaniem działać, a nie oceną tego, jak realnie działa.

To nie oznacza, że pomysł łączenia się w większe całości jest z gruntu zły. Problem polega na tym, że zwolennicy tego podejścia stawiają wóz przed koniem, a rozwiązanie taktyczne mylą z budowaniem długofalowej strategii. Są jak te partie opozycyjne, które regularnie zgłaszają wobec tego czy innego ministra wotum nieufności, jakby tą zużytą zagrywką miały zmienić bieg krajowej polityki. Na co liczą? W teorii na dyskusję, która ujawni słabości danego ministra i rządów Zjednoczonej Prawicy w ogóle. W porządku, ale żeby dyskusja miała sens, trzeba mieć do zaproponowania alternatywę. A na to często sił nie starcza.

To samo można powiedzieć o debatach dotyczących zjednoczenia.

CAŁY TEKST DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj