DGP: Z ustawy o planowaniu rodziny zniknęła przesłanka embriopatologiczna aborcji. Jak wpłynęło to na terapię wad serca płodów?

Reklama
Marzena Dębska: Jak jest szansa na leczenie, to zawsze staramy się ratować dziecko, niezależne od aktualnego stanu prawnego. Gdy zdiagnozujemy wadę serca płodu, którą można leczyć prenatalnie, proponujemy pacjentce zabiegi kardiologiczne. Terapia prenatalna oczywiście nabiera dodatkowego znaczenia, gdy kobiety nie mogą przerwać ciąży. Pomysł karania lekarzy za powikłania może zniechęcić część środowiska do podejmowania się jej w szczególnie trudnych przypadkach. Mogłoby to być równoznaczne z odebraniem kobietom możliwości przerwania ciąży przy jednoczesnym pozbawieniu szans na leczenie. Oby do tego nigdy nie doszło.
A co, jeśli nie ma możliwości leczenia?
Pomimo postępu w medycynie są i będą wady nieuleczalne, wobec których pozostaniemy bezradni. Zajmuję się diagnostyką i terapią prenatalną bardzo długo. Wiele widziałam. I uważam, że zmuszanie kobiet do donoszenia ciąży, kiedy dziecko nie ma szans przeżycia, jest nieludzkie. Jednak kiedy ma ono szansę przeżyć, ale będzie poważnie upośledzone, z ciężkimi wadami genetycznymi, anatomicznymi, sytuacja staje się jeszcze trudniejsza. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że większość hospicjów dla dzieci w Polsce to hospicja domowe. Oznacza to, że dziecko jest w domu, a lekarz czy pielęgniarka przychodzą co jakiś czas. To piękna idea, ale ktoś z rodziny musi poświęcić się opiece. Chwała i szacunek tym, którzy dźwigają to brzemię. Nie każdy jest na to gotowy.
Czy to wpływa na decyzję o zostaniu matką?
W swoim gabinecie widzę, że część kobiet boi się zachodzić w ciążę. Mają ogromny poziom lęku przed wykonaniem badań prenatalnych. Bo co, jak się okaże, że dziecko będzie ciężko chore, stwierdzę wady? Chcą być matkami, ale chcą też mieć wybór w sytuacjach dramatycznych. Nie chcą się czuć przestępczyniami, łamać prawa. Obecny system odbiera kobietom i ich partnerom wolność podejmowania decyzji. Dominuje negatywna narracja w kluczowych kwestiach, jak badania prenatalne, in vitro, antykoncepcja, a nawet terapia prenatalna. Jest przymus rodzenia.
Jak często spotyka pani pacjentkę, której dziecko w okresie prenatalnym ma poważną wadę? Ile spośród nich kwalifikuje się do zabiegów i jakie są rokowania?
Wady wrodzone występują w przypadku ok. 2–3 proc. ciąż. Ale wad ciężkich, stawiających kobiety przed trudnymi decyzjami, jest znacznie mniej. W 2019 r. wykonano w Polsce tysiąc zabiegów przerwania ciąży z powodu nieuleczalnych wad płodu na blisko 400 tys. ciąż. Nie jest to zatem zjawisko masowe, jak można by wywnioskować ze stanowiska środowisk antyaborcyjnych. Ponieważ w ramach diagnostyki i terapii prenatalnej zajmuję się też ciężkim przypadkami, spotykam te pacjentki na co dzień: rozpoznaję wady i prowadzę trudne rozmowy. Wady serca należą do najczęstszych. To mniej więcej jeden przypadek na sto. Większość nie ma znaczenia dla przebiegu ciąży. Bywają wady bardzo ciężkie, przy których nie ma potrzeby leczenia prenatalnego, bo są stabilne – dzieci mogą być operowane dopiero po urodzeniu. My zajmujemy się tymi, których rozwój w ciąży jest dynamiczny, powodują nieodwracalne uszkodzenia serca. Do takich wad należą krytyczne zwężenia zastawek (aortalnej i płucnej) i zamknięcie otworu owalnego w przegrodzie międzyprzedsionkowej. W wielu przypadkach jest niebezpieczeństwo, że dziecko umrze jeszcze w ciąży lub tuż po porodzie. Najczęstsza wada, którą operujemy prenatalnie, to zwężenie zastawki aortalnej. Występuje w jednej na tysiąc ciąż. Zabieg jest konieczny tylko w najpoważniejszych przypadkach. Jeśli zwężenie jest bardzo ciasne i krew nie może wypłynąć z komory przez zastawkę, wówczas komora wykonuje zbyt ciężką pracę, najpierw się powiększa, potem włóknieje. W tych sytuacjach interweniujemy. Jeśli tego nie zrobimy, w końcu komora zanika. Jeszcze w latach 80. dzieci z sercem jednokomorowym umierały zaraz po urodzeniu.