Maciej Miłosz: Na ile bombardowania ukraińskich miast można porównać z działaniami Rosjan w syryjskim Aleppo i czeczeńskim Groznym?

Reklama

Mariusz Cielma: Działania rosyjskich wojsk w Syrii i Czeczeni pokazywały, że ich lotnictwo nie jest odpowiednikiem zachodnich rozwiązań w tej kwestii. Używanie pocisków precyzyjnych jest na dużo niższym poziomie. Rosjanie pod tym względem są na etapie dobrych zachodnich armii, ale w latach 90. Na pierwszej wojnie w Iraku niecałe 10 proc. pocisków lotniczych, których używali Amerykanie to była broń precyzyjna. Potem pod koniec lat 90. podczas bombardowań w byłej Jugosławii to było już 35 proc., a kilka lat później, w 2003 r. podczas drugiej wojny w Iraku w 2003 r. było to prawie 70 proc. Teraz jest to prawie sto procent. W tej kwestii armia amerykańska poszła w ostatnich latach niesamowicie do przodu.

Tymczasem kilka lat temu w Syrii Rosjanie mając stosunkowo mały komponent, można więc założyć, że raczej dobrze wyposażony i tak korzystali głównie ze zwyczajnych bomb grawitacyjnych. Oczywiście dochodziło do spektakularnego użycia pocisków Kalibr, ale to raczej były działania wyjątkowe, takie które miały pokazać, że Rosjanie też dysponują nowoczesnym uzbrojeniem. To w pewnym sensie było święto. Za „codzienny trud” tamtej kampanii odpowiadały samoloty Suchoj ze zwykłymi bombami grawitacyjnymi. A niestety ten rodzaj uzbrojenia i jego brak precyzji powoduje duże straty wśród cywili, nawet gdy nie są oni celem samym w sobie.

"Używanie na szeroką skalę artylerii i bomb grawitacyjnych"

Reklama

Ale np. w Charkowie czy Czernihowie trudno oprzeć się wrażeniu, że bloki mieszkalne są celem Rosjan.

W moim przekonaniu w wielu przypadkach Rosjanie atakują cele cywilne, bo nie mają innych narzędzi, by zdobyć teren. Nie mają, albo nie chcą, czy nie mogą użyć pocisków precyzyjnych, a zamówienia polityczne muszą wykonać. Stąd na szeroką skalę używanie artylerii i bomb grawitacyjnych. Widziałem np. relację, gdzie 500- kilogramowa bomba spadła na dom jednorodzinny na wschodzie Ukrainy, przebiła dach, ale na szczęście nie wybuchła. Później usunęli ją ukraińscy saperzy, ale to pokazuje jak ta wojna może wyglądać w kolejnym etapie.

Czy można się spodziewać walk w miastach?

Tydzień temu mało kto zakładał, że ten konflikt w ogóle wybuchnie w takiej skali, dlatego nie można niczego wykluczyć. Jeśli Rosjanie dostaną nakaz polityczny, że mają coś zdobyć, to będą równać te miasta z ziemią. W ostatnich dniach widać filmiki z Rosji, na których moździerze i artyleria dużego kalibru jadą na zachód. W każdym z czterech rosyjskich okręgów wojskowych są po dwa dywizjony dużego kalibru, które są bezpośrednio podporządkowane dowództwu okręgu. One mogą służyć do przełamywania punktów oporu w miastach. Ale to może być dodatkowy straszak, bo one są również przystosowane do używania taktycznej broni nuklearnej.

"Amerykanie w Faludży haubicami Paladin potrafili celować w okno"

Wykorzystanie broni jądrowej, nawet taktyczniej nie strategicznej, wydaje się jednak obecnie mało prawdopodobne.

Zgadzam się. Możemy mówić o jej bardzo ograniczonym użyciu. To mogłoby posłużyć za straszak, a nie główne narzędzie walki. W razie jej użycia mówimy o kilkuset czy kilku tysiącach ofiar i skażeniu na małym terenie. Jednak nie można wykluczyć czegoś takiego jako pokazu zdecydowania Moskwy. Rosja w swojej doktrynie rości sobie prawo do pierwszego użycia broni jądrowej. A dzisiaj nie ma widoków, by szybko złamali opór Ukraińców. Takich typowych walk miejskich do tej pory nie było, Rosjanie starali się wjeżdżać ciągami komunikacyjnymi i przejąć kontrolę nad miastem. Dotychczas nie było przeczesywania punkt po punkcie, budynek po budynku, jak to widzieliśmy 20 lat temu w Groznym. Takie zajmowanie jest bardzo, bardzo trudne. W moim przekonaniu jeśli będą silne punkty oporu w miastach, to Rosjanie będą je równać z ziemią, bo nie mają precyzyjnych narzędzi. Amerykanie w Faludży haubiacami Paladin potrafili celować nawet w poszczególne okna budynku. Ale w moim przekonaniu Rosjanie raczej nie mają takich zdolności.

Czego się spodziewać w najbliższych dniach?

Rosjanie mają bardzo duże problemy z utrzymywaniem terenów, przez które przejadą. Gdy kolumny kierują się do kolejnych miejscowości to na zapleczu i tak zostają wrodzi im Ukraińcy, którzy rozbijają zaopatrzenie. Wojska najeźdźców wciąż mają nie mniej wyzwań niż obrońcy. Tydzień temu myślałem, że sukcesem będzie jak Ukraińcy wytrzymają chociaż trzy dni. Teraz widać, że będzie to znacznie dłużej. I wynik wojny nie jest przesądzony. Co nie zmienia tego, że Rosjanie nie będą mieli skrupułów by rozwalać miasta. I to możliwy scenariusz w najbliższych dniach.