Dziennik Gazeta Prawana logo

Topolanek chce w Europie tego co Polacy

1 stycznia 2009, 21:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Premier Topolanek różni się na szczęście od prezydenta Klausa. Chce dokończyć ratyfikację traktatu lizbońskiego, który Unię wzmacnia, wzmacniając tym samym jedyne służące Polsce otoczenie geopolityczne. Podziela też - w odróżnieniu od prokremlowskiego Klausa - polskie stanowisko w kwestii wspólnej polityki energetycznej - pisze w DZIENNIKU Cezary Michalski.

Czechy rozpoczynają prezydencję trudniejszą niż ta Francuzów i Sarkozy’ego. Jako kraj nowej Europy będą musieli sobie poradzić z problemami, na których potknął się najambitniejszy polityk dzisiejszej Europy będący przywódcą jednego z najsilniejszych w Unii państw.

To Czesi muszą doprowadzić do końca ratyfikację traktatu lizbońskiego, przekonując Irlandczyków, aby zrezygnowali ze swojego "niet". To podczas czeskiej prezydencji Europa jeszcze głębiej zanurkuje w rozpoczętą w USA globalną recesję, wciąż szukając wspólnego planu ratunkowego. To wreszcie za czeskiej prezydencji Europa będzie musiała odbudować wspólną politykę wschodnią mocno nadwyrężoną gruzińskim kryzysem.

A zadanie Czechów będzie jeszcze trudniejsze, bo w tym kraju, podobnie jak w Polsce, trwa przepychanka między eurosceptycznym prezydentem Klausem a premierem Topolankiem, który uważa silniejszą i bardziej zintegrowaną Unię za lepsze środowisko naturalne dla swego narodu niż Europa rozrywana konfliktami interesów, nad którymi nikt nie potrafi zapanować.

Całe szczęście Klaus ma w tym sporze słabszą pozycję, konstytucja daje mu mniejszy wpływ na kształt czeskiej polityki zagranicznej - a zatem także czeskiej prezydencji w Unii - niż Topolankowi. Całe szczęście dla Polski. A dlaczego? Bo priorytety Topolanka w Unii pokrywają się z priorytetami Polski, jak się tego możemy dowiedzieć choćby z wywiadu z czeskim premierem w dzisiejszym DZIENNIKU.

Topolanek chce dokończyć ratyfikację traktatu lizbońskiego, który Unię wzmacnia, wzmacniając tym samym jedyne służące Polsce otoczenie geopolityczne. Poza tym czeski premier - nawet jeśli nie jeździ na granicę Gruzji z Osetią - podziela polskie stanowisko w kwestii wspólnej polityki energetycznej, która może pozbawić Putina i Kreml głównego narzędzia nacisku na Europę.

Tymczasem Klaus jest w Europie koniem trojańskim. Udaje thatcherystę, podczas gdy w rzeczywistości jest politycznym zawalidrogą. On autobusem z napisem "Unia Europejska" zawsze jeździł na gapę, wyzywając w dodatku innych pasażerów od socjalistów. Nic go też z Polską nie łączy w polityce wschodniej. Choć potrafi gromko odkrzykiwać "brukselskim biurokratom", wobec Putina jest zaskakująco miękki. W czasie kryzysu gruzińskiego wybrał - mówiąc eufemistycznie - stanowisko Berlusconiego.

I jeśli czeska prezydencja w Unii będzie prezydencją sojusznika Polski, to właśnie dlatego że będzie realizować politykę Topolanka, a nie Klausa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj