Czy zatem chciwość jest zła? Zapewne wielu z nas nie określa jej nawet tym mianem. Chodzi po prostu o zadawanie sobie pytania, jak najbardziej skutecznie pomnożyć ciężko zarobione pieniądze. Dla siebie czy dla dzieci, dla rodziny.

Reklama

Dlatego w naszym dzisiejszym magazynie „Inwestycje 2011” proponujemy szeroki przegląd możliwości inwestycyjnych w rozpoczynającym się właśnie roku. Nasze analizy nie mają nic wspólnego z zabawą w giełdowe kasyno ani z zyskiem za wszelką cenę. Próbujemy natomiast opowiedzieć, jak najbardziej korzystnie – mając na względzie przyszły zysk, a także własny komfort psychiczny (tak, tak!) – zainwestować pieniądze.

Warto przy tym pamiętać o paru rzeczach, o których zresztą boleśnie przez ostatnie dwa lata przypominał nam kryzys. A zatem najważniejsze – liczmy na jak najbardziej solidne, ale nie krociowe zyski. Obietnice, że dzięki jakiejś inwestycji w krótkim czasie zostaniemy krezusami, są najczęściej bez pokrycia. To bilet do kasyna, najlepsza droga do bezsennych nocy i gigantycznych strat. Czyli nie wierzmy w superokazje.

Ale kryzys boleśnie nauczył też czegoś innego – nie wierzmy w jedną branżę, jeden typ spółek, jeden rynek czy jeden rodzaj instrumentu finansowego. Szkoda naszych oszczędności. Trzeba nieustannie zastanawiać się nad ładunkiem ryzyka, jakie jesteśmy w stanie ponieść, ale też nad tym, jak ewentualne niepowodzenia przy jednym typie inwestycji wynagrodzić sobie zyskami na innych instrumentach, a jaka część pieniędzy ma być bezwzględnie bezpieczna. Jeżeli sami nie jesteśmy pewni – naprawdę warto się poradzić fachowca.

I jeszcze jedno. Kiedy uciekać z jakiegoś typu inwestycji? Wtedy, gdy wszyscy, od taksówkarzy do telewizyjnych prezenterów, zaczynają o niej mówić jako o najlepszym sposobie dojścia do dużych pieniędzy. To znak, że zaczyna narastać bańka. A baniek państwu w nowym roku nie życzę szczególnie.