Polityka... Nie, o polityce w świątecznym czasie pisać nie warto. Ale narzekanie tak czy inaczej słychać zewsząd. Przedsiębiorcy chyba sami się sobie dziwią, że zdecydowali się na tak karkołomną rzecz jak prowadzenie biznesu, menedżerowie – na zarządzanie firmami. Ekonomiści załamują ręce nad tym, co dzieje się dziś i co będzie się działo jutro. Już wszyscy skarżą się na wszechobecną drożyznę. A w ogóle to będzie jeszcze gorzej.

Reklama

Czyżby? Warto oderwać się od tej końcówki kwietnia 2011 roku, spojrzeć na naszą rzeczywistość choćby z odrobiną dystansu i co znów pewnie zabrzmi jak głos z innej galaktyki – z odrobiną dumy. Tak, Polska jest ciągle krajem, gdzie żyje się dosyć ciężko, krajem na dorobku, krajem pełnym wad, gdzie jakość rządzenia często woła o pomstę do nieba. Jednocześnie jest krajem, w którym z roku na rok nie jest gorzej, tylko lepiej. Państwem, które notuje przyzwoity wzrost gospodarczy, całkiem nieźle przetrwało kryzys, z którym gorzej poradzili sobie znacznie silniejsi od nas. Dzięki tytanicznemu wysiłkowi wszystkich, także przedsiębiorców i menedżerów, których jedyną wadą jest to, że nie potrafią docenić własnego sukcesu.

Mapę z planem budowy autostrad w Polsce zobaczyłem po raz pierwszy u schyłku epoki Gierka. Musiało minąć ponad 30 lat, żeby zaczął się urzeczywistniać. W przyszłym roku obudzimy się w nowej drogowej rzeczywistości. Tak, tak, trwało to makabrycznie długo, było koszmarnie drogie, nie wybudowano wszystkiego. No i jeszcze drogi drogami, ale kolej jest w zapaści, i tak dalej. Tylko może warto się zdecydować: czy to, że drogi w Polsce powstają wreszcie na dużą skalę, wiąże się z jakąś ogólnospołeczną korzyścią, czy jest kolejnym powodem do narzekań?

W ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy czekają nas trzy naprawdę istotne wydarzenia: wybory, polska prezydencja i Euro 2012. W tych dwóch ostatnich przypadkach poczucie sukcesu stanie się wypadkową sprawnej organizacji oraz stanu polskich umysłów. Zależy, na co położymy akcenty. Albo na to, że na pół roku stajemy się centrum Unii Europejskiej, co jest wydarzeniem historycznym, albo na niedociągnięcia, które przy przedsięwzięciu na taką skalę łatwo znaleźć. Podobnie z Euro: będziemy współgospodarzem imprezy, którą śledzi cały świat. I nie ma siły – wpadki będą się zdarzały. Znów ciekawe, co zwycięży: narzekania i poczucie nieudacznictwa czy satysfakcja z pięknych meczów na polskich stadionach.

Znam jedna grupę, która na pewno w większości będzie zadowolona i z prezydencji, i z piłkarskich mistrzostw. To cudzoziemcy. Oni jakoś bardziej potrafią tę Polskę docenić, im ta Polska się podoba, czasami wręcz imponuje. I w dodatku nie pochodzą z odległej galaktyki, a na przykład z całkiem przyzwoicie rozwiniętych państw Zachodu.